Kolejna noc, jest cicho, w oddali tylko uporczywy jazgot jakiejś psiny. Stoję na progu domu, odczuwam chłód , zapowiadający następny lodowaty poranek i patrzę w niebo. Jest bezchmurne, usiane gwiazdami, majestatyczne, ponieważ nie ma tu budynków czy drzew zasłaniających. Panorama nieba, jaką zapamiętałem z planetarium w Chorzowie i ta, dziejąca się przede mną.
Przeczytałem i wciąż jeszcze mam mnóstwo książek SF; tej prawdziwej klasycznej, nim rynek wykreował szmelc, kit i fantasy ( po Tolkienie i Le Guin). Patrzę w gwiazdy; trochę o nich wiem, chociaż być może nigdy nie zobaczę nieba na tamtej półkuli. Widzę gwiazdy. Ileż napisano, a były i są jeszcze dzięki wznowieniom, rzeczy zadziwiające fantazję, wyobrażnię, poruszające.
Czytając to, widziałem oczami duszy cały, dopuszczalny katalog ludzkich tęsknot i marzeń. Wzmacnianych, pobudzanych i pobudzających - także technikę, technologię, fizykę.
Patrząc w światełka światów, być może już nieistniejących, startych z mapy Universum; stoję w swojej nietrwałości, ułomności wobec HARMONII SFER i cokolwiek nie grało by mi w duszy w tej właśnie chwili, wiem : nigdy tam nie dotrę. Umrę w szeregi milionów innych tęsknot , które z zapartym tchem patrzyły w niebo, by głowę w końcu skłonić do ziemi. I Ziemi też.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)