Chłopak ma 24 lata. Pół roku temu pojechał do Belgii, do pracy . Tu, szczytem jego możliwości, była myjnia samochodowa. Nic więcej. Więc pojechał do tej Walonii, zaczął zarabiać jakieś pieniądze - w wymiarze złotówkowym, zrobiło się tego czterokrotnie więcej, niż w porywach zarobić mógł tutaj. Zrobił, co zrobił w poczuciu odpowiedzialności za własną rodzinę. Niepracująca partnerka, maleńkie dziecko z porażeniem okołoporodowym, wymagające wyjątkowej troski, pielęgnacji, rehabilitacji.
Przyjechał na Święta. Już pierwszego dnia dowiedział się, że matka jego dziecka baluje, pieniędzy w domu brakuje, chociaż wysyłał jej wszystko, pozostawiając sobie tyle, by tam przeżyć - w spartańskich warunkach. Powiedziała, że już go nie kocha i zniknęła , wyłączając komórkę. I zostawiła chłopakowi dziecko, wiedząc, że ten z kilka dni wraca do Belgii.
Statystyczny, banalny przypadek rozejścia się przez ... no przez co ? Odległość, nieodpowiedzialność, potrzebę zabawy, ponad obowiązek ? Diabli wiedzą.
Szkoda chłopaka, jest bratankiem mojej żony. Bolesny start w dorosłość; że o Świętach nie wspomnę.



Komentarze
Pokaż komentarze