.... w moim sercu , tak nieskładnie w pamięci.
Miałem coś napisać tamtego dnia, potem w poniedziałek, w następne, wreszcie - wczoraj. Ciągle brakło dystansu. Przecież tam, pod Smoleńskiem, zginął też ktoś - dość daleki, ale krew z krwi mojej. Jak pisać, by nie zarzucono tendencji, grafomanii, opcji. Zwłaszcza - określonej.
Więc byłem blisko, jak najbliżej z tymi, którzy swoją pamięć łączyli z trwającym cierpieniem, w samotnej prywatności kameralnych grup. Z tymi, dla których ten dzień, nie był i nie powinien być widowiskiem. Zwłaszcza politycznym. Z okrzykami, wiwatami, wywoływaniem herosów. Jak dotąd - żyjących. Mniejsza o nich, mniejsza o to. Było. Wydarzyło się. Zostało odebrane, przetrawione, będzie napędem kolejnych, publicznych występów. Paliwem politycznym. Dla tych, tamtych i jeszcze innych, o których nie wiemy. Bo co wiemy o jutrze, o przyszłości ? Czy aż tak pewniśmy swojego niezłomnego ja ? Co powiemy, gdy okaże się, że ci lub owi - jednak mieli rację ? Czy zagrozi nam koniec naszego świata ?
W niedzielę krzyczała gromada ; milczało dwumilionowe miasto.
A ja, czytałem słowa : tekst jednego z umarłych. Tak, nie wszystek pomarł. A serce biło w rytmie serc rodziny. Więcej o tym nie napiszę prędko.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)