Łączy oczywiście, sentymentalna podróż do przeszłości. Do młodości, do innych, dziwnych czasów.
W roku 1970 przyszło na świat dziecko Arthura Hillera i Ericha Segala ; wyciskacz łez - LOVE STORY. Zapamiętany głównie dzięki miłym, bezpretensjonalnym kreacjom Ali Mac Graw i Ryana O'Neala. Jakże świeżych i młodych ! Film miał polską premierę 31 grudnia wymienionego roku, jednak przyszło mi na tę premierę jeszcze trochę poczekać. Do wczesnej wiosny 1971. Którą moja żona dziś kojarzy, nie wiedzieć czemu, z póżną jesienią. Faktycznie, zgadzała się aura. Oraz to ,że moja ówczesna dziewczyna i obecna żona, to cokolwiek , jednak - ta sama osoba.
Moja premiera odbyła się w mieście Sz., na Pomorzu. I była wyjątkowa, ponieważ połączono ją z oddaniem do użytku, świeżutko odremontowanego i powiększonego, tut. kina "Przyjażń". Ach, co to był za cud-miód dla kinomanów tamtych dni ! Gigantyczny ( wtedy ) ekran, nowa aparatura, nagłośnienie, pięknie wygaszane światła i ta atmosfera wyjątkowości, bo na film czekało całe miasto. Siedzieliśmy oczywiście, w trzecim rzędzie, bohatersko zadzierając głowy i szyje, nadsłuchując szeptów i szlochów piękniejszej części spektatorii. A dały o sobie znać, nawet po wyjściu z niemożliwie zatłoczonej sali. Te, zaczerwienione oczęta i pełne wyrzutu , spojrzenie mojej Pani, która nie mogła ścierpieć chichotu faceta obok. To znaczy, mojego. Uchowaj Boże, nie śmiałem się z fabuły i sztuki; tylko z reakcji dokoła. Tak, już wtedy byłem złośliwiec.
Dla mnie potężną bombą emocji , nie tyle był głośny film, ale POLSKA KRONIKA FILMOWA.. Połowa jej, może więcej, bo nie pamiętam, ile trwała wtedy całość, to równie głośna premiera hitu Phila Collinsa - IN THE AIR TONIGHT. Coś takiego pojawiło się po raz pierwszy w moim młodym życiu i zapewniam, tamto wrażenie odżywa co pewien czas, gdy widzę starego Phila. Bębniarz z Genesis dał głos... i to jaki !
Skąd dzisiejsza nostalgia ? Ano, pewnie , chłopy w konkretnym wieku , tak mają. A jakże nie mają mieć, gdy widzą śliczną LILLY COLLINS, córeczkę Phila, w wideo z filmu "Królewna Śnieżka " , w reżyserii Tarsema Singa ( czy Singha ?). Popatrzcie, z resztą sami. Sentymentalna opowiastka blogera, zatoczyła koło. No, może owal ?
Załączone linki wiążą się najściślej z powyższą notką. Pozdrawiam czytających-słuchających, oraz moich Przyjaciół w TEJ wiosce : Wiejską Babkę, Jan Hermana i Osasunnę.
http://www.youtube.com/watch?v=5A1KZKksGKE
http://www.youtube.com/watch?v=manxPVTLth8
http://www.youtube.com/watch?v=gNU9EmbbPyI
Ps : Nie widać tu gdzie Kuma-Meluzyna ?


Komentarze
Pokaż komentarze (14)