EINE jest blogerem, którego nie trzeba rekomendować salonowcom, bytującym tu ponad rok. Jeśli nawet nie czytali, to słyszeli lub otarli się mimowolnie.
Wczoraj Eine napisał post, który streścić można następująco. Redakcja periodyku zajmującego się fizyką techniczną, poinformowała go, że jego publikacja została przyjęta u nich do druku, w części obcojęzycznej, więc prosi Einego, aby wziął i pofatygował się przetłumaczyć pracę na jakiś ludzki język, najlepiej angielski, bo on jest najwyżej promowany.
Eine poleciał do redakcji, ujął sekretarza i obruszył się, z resztą słusznie. Zażądał mianowicie dodatkowej gratyfikacji za tłumaczenie, jeśli ma je wygenerować samodział ; a sekretarz - nie, bo to się redakcji nieopłaca. Eine jął drążyć temat w kierunku polszczyzny, jako języka tubylczego w Polsce, którym porozumiewają się nie tylko rodzimi fizycy techniczni, ale też mańkuci, niemowy, anagoniści polityczni , żeby było śmieszniej - nawet polska konstytucja napisana jest , no... nie po gaelicku.
To,że opisana okoliczność relacji polsko-polskiej, skończyła się scysją, jest logicznym uzupełnieniem. Eine nie jest kontent, że coś takiego go trafiło, ja nie jestem kontent, że coś podobnego trafiło Einego, a ze mną - zaledwie parę osób , komentujących w blogu. I tyle. I AŻ tylko.
W komentarzu , zapytałem Einego, czy nie warto było zaproponować esperanto, w charakterze języka promowanego. W nadziei,że nieustający sekretarz da się złapać na antysemityzm. Odparł, że zaoferował volapik/volapuk, także syntetyczny język, ale germańskiej genezy, stworzony , z resztą podobno, pod wpływem Opatrzności, parę lat po esperanto. To przyśpieszyło ogląd pleców nieustającego biuralisty.
Oczywiście, moglibyśmy odwołać się do paneuropejskiej tradycji języka i kultury łacińskiej; wszak jeszcze endemicznie egzystuje tu i tam. Pamiętam nawet wykłady inaugurujące nowy rok akademicki - po łacinie. To piękna, chwalebna sprawa. Żyjemy jednak w Polsce, kraju, w którym oficjalnym językiem urzędowym i etnicznym dla absolutnej większości - jest i powinien pozostać język polski. Od blisko połowy tysiąclecia , wiedzą i znają to NARODOWIE POSTRONNI.
Refleksja z przygody Einego lub jak chcesz - morał , płynie smutny i niepokojący. Oto w ślad za rugowaniem historii polskiej, wkracza trend kolejny - rugi polskiej mowy. Literacka polszczyzna nie jest dość dobrze umocowana na tle innych języków ? A może to tylko pewni decydenci od oświaty, edukacji, kultury, są niewłaściwie umocowani spawem do służbowego zydla.
Notka Einego pt. CZY WOLNO NAM PISAĆ I MÓWIĆ PO POLSKU, była wagi pierwszorzędnej. Szkoda, że spotkała się z tak mizernym zainteresowaniem, proszę Państwa rozpolitykowanego blogerstwa. Naprawdę szkoda.
Trzymam kciuki za EINEGO.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)