Dzisiejsze, niedzielne przedpołudnie, spędziliśmy z przyjacielem z dawnych lat, na nadmorskiej promenadzie w Mielnie. To takie turystyczne piekiełko jest, teraz znacznie spokojniejsze, bo posezonowe, jednak ludzi full widzieć można , a handel i gastronomia w poważniejszych ekspozycjach stałych, czynne i zarobkowe są . Dzień z dzisiejszą aurą, niewielką bryzą, lekkimi bałwanami bijącymi o brzeg, sprzyjał podziwianiu morza pustego od wszelkiej ludzkiej aktywności Ni dymka, ni kominka, ani perkotu łodzi robotników morza; tylko obietnica świeżej ryby sugerowała niewielkie z resztą, prawdopodobieństwo, że podane danie z mrożonki nie jest. Co tam żarcie ! Najważniejsze - morze, niebo błękitne z paroma białymi obłokami, technienie jodowego powietrza, ożywiające policzki i ekstremiści, z załączonego obrazka.
Tak, autentycznie zaskoczyła nas wcale liczna grupa morsów, jej różnorodność wiekowa i obecność miłych osób płci zawsze pięknej. Bawili się w wodzie , mimo zaczerwienionej skórki, wzbudzając szczery podziw u gałowywalaczy, więc także - i u nas obu. Podsłuchiwaliśmy komentarze, przechwałki paru gamoni, nadymających się przed połowicami i potomkami, że oni mianowicie, że oni, gdyby tylko chcieli, to oni też mogliby tak.
To jakiej cholery nie mogą ?! Co lub kto przeszkadza ? To nie jest joga tantryczna, techniki relaksacji, żadna tam komora krioniczna, ani Alpy zimą, nawet nie półmaraton. Trochę zimnej wody morskiej, pod której wpływem dostajemy lepszego krążenia, lepiej ukrwia się to, co posiadamy we wnętrzu kiepeła, o ile coś tam jest. Wystarczy chcieć, mieć identycznie zmotywowaną grupę i pewnie - trochę fantazji, a odwagi już niekoniecznie.
Siedzieliśmy na tej promenadzie w promieniach słońca, widząc jak bardzo rajcuje tych morsów nasz niemy, zawistny podziw.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)