Wiesław Kot, bo o nim tu mowa, zrecenzował "Hobbita" wg. Petera Jacksona, co jest z mojej strony uwagą trafną i na rzeczy. Czynioną o tyle gibko, o ile z piekielną weną, można przenieść treść skromnej książeczki dla dzieci - na wielki ekran - i to w wersji trójdzielnego eposu. W filmowej technice 3D.
My, współcześni spektatorzy dzieł klasycznych adaptowanych na potrzeby kina, z nieustanną troską, zadajemy sobie pytanie, co powiedziałby AUTOR kanwy, gdyby na własne oczy zobaczył to, co my. Jasne, że mam na myśli technologię , a z tą podobno jest tak, że albo musi robić wrażenie, albo budzić odruch sprzeciwu, jak u Kota.
Kot, ceniący bardzo wysoko kino artystyczne, nawet artystowskie, czyli takie, za którym przepada najwyżej 100 osób - w kilku transzach , zżyma się i kipi ; nie wszystko bowiem, nie podoba mu się od A do Z , mimo niechęci. Jego postawa bierze się stąd, że jako konserwatysta kina , nie daje się przekonać do nowych, oszałamiających technik audiowizualnych , wiedząc skądinąd, że nawet w naszym ciemnym, zacofanym i tubylczym kraju, istnieją wyższe uczelnie, edukujące zainteresowanych, w kierunku twórczości z wykorzystaniem wszystkiego, co niesie ze sobą siła komputerów najwyższej sprawności.
Więc Kot nudzi się szpetnie nadmiarem efektów, zestawionych z miałkością treści, chociaż doskonale wie , na jakim materiale zródłowym, przyszło Jacksonowi pracować. Jednocześnie jednak ulega - warunkowo i ostrożnie - magii tego kina, chyba sam sobie dziwując się niesłychanie. Tak jednak działa magia , do której zaprzęgnięto 850 magików od efektów - rodem z wirtualu.
A przecież mówimy o małej książeczce dla dziatek w wieku 9-11 lat, wydanej w 1937 roku, której przesłanie można ująć najprościej tak : otóż każdy, kto przezwyciężając własną gnuśność, lenistwo, nudę wygodnego, beztroskiego życia, wyruszy na przygodę w nieznane, godzien jest laurów, tęgiego trzosa i pierścienia. Niestety, o dziewczynie takiej jak Różyczka Cotton, mowy tu nie ma. Chyba, że jednak, coś-tam, w części trzeciej, o której wiemy, że będzie , jak z eposu kasa.
Oto słowa Tolkienowego fana, świadomego, że po Mistrzu, być może jeszcze Ursula Le Guin i koniec pieśni , ponieważ wszystko póżniejsze, to wtórność nad wtórnościami i kasa, kasa, kasa ; czemu nie moja.
Na marginesie powyższego , mam pytanie do tych, którzy nie porzucili jeszcze U'RZE : dlaczego to publicysta L. Pietrzak, pisząc tekst o ojcach chrzestnych III RP , pozwala sobie na stwierdzenie, że w naszym kraju wciąż istnieje lobby prosowieckie. Doznał, jak wielu innych przed nim - przedokołonoworocznej iluminacji ? Ja się z tą tezą nie zgadzam, skromnie twierdząc, iż istniejące u nas - lobby prowielkoruskie, to jednak nie to samo . Chociaż nawet tu, w ekumenie S-24 , działa sobie i armaci, niejaki Adam Nieznakomyj ( Nieizwiestnyj ? ) ; to jednak problem raczej nie leży we frazeologii, nieprawdaż ?
Żródło : " Uważam RZE " nr. 53 (100) / 2012 .


Komentarze
Pokaż komentarze (10)