Szczawioza nie leczona, jest piekielną przypadłością. Bierze się z długotrwałego nadużywania szczawiu występującego w naturze : na rowach, poboczach, liniach autowych boisk prowincjonalnych, w wolnych przestrzeniach zakrzewień śródpolnych. Człek spożywający zbyt wiele naturalnego szczawiu i niepryskanych mirabelek, sukcesywnie odkłada w organiżmie kwas szczawiowy, dokładnie w nerkach , nadnerczach, powoduje także u siebie osłabienie i wyniszczenie struktur kostnych. Badania nad szczawiozą oddziedziczoną po okresie stalinowskim, nie obejmują wpływu kwasu szczawiowego na na centralny ośrodek nerwowy, chociaż pośrednio, takiego oddziaływania wykluczyć nie należy. Temat jest w sumie nowy, sami Państwo widzą i słyszą.
Możemy jednak domniemywać,że świat widziany oczami osobnika porażonego szczawiozą, dramatycznie różni się od naszych doświadczeń : mówimy tu o wrażeniach, barwach, liczbach i poglądach , i co najważniejsze - huśtawkach nastroju.
Biorąc powyższe pod uwagę, należy osobę trwale dotkniętą organicznym kwasem szczawiowym, otoczyć troskliwą opieką, pomocą, zaofiarować wypoczynek, relax z dala od publicznej wrzawy, muzykę grupy OSJAN lub MAhavishnu , indywidualną naukę gry na fletni Pana, ciepło i pasjanse w życzliwym otoczeniu. Jeśli chodzi o zioło, to NERVOSAN i CHOLAGOGA.
I nie ma co się śmiać durnowato, proszę tubylców Salonu 24. Wypadki chodzą po ludziach, nawet w skali pewnej epoki. SURSUM CORDA !


Komentarze
Pokaż komentarze (9)