Dzisiaj Dzień Flagi. Polskiej, naszej, plemiennej , bojowej, że w mordę jeża !
Bierze się dajmy na to dwa kawałki : płótna, albo i stylonu, jeden biały i niewinny, drugi czerwony, jak robotnicza krew,albo i moja własna - O rh - ( zero, er ha minus) , zszywa do kupy w dowolnej kolejności, jeno tak, aby wyszło nam biało/czerwono, wtyka, jak u mnie, w kij do szczotki i wiesza na metalowej furcie domu, w którym mieszkam, a to akurat dom jest MÓJ.
W dawnych czasach ta rzecz zwisała mi i powiewała, i było mi wsio rawno, bo był - obowiązek. Gdy przestał nim być, gdy przestał cokolwiek znaczyć, gdy narodowi miast, wsi, przysiółków, oraz tym młodym, wykształconym, z metropolii, wszystko oprócz kasy, zaczęło zwisać i powiewać, nabrałem szacunku dla symbolu BIAŁOCZERWONEJ. Bo tak. Być może to tylko starość : ckliwa, sentymentalna, poyebana we łbie, niedzisiejsza,ale gdzie mi znajdziesz coś godniejszego od tych dwóch spłachetków materii zszytych do kupy i wszytych do serca ?
Co , pewnie gwiażdzisty sztandar mniemanych właścicieli GLOBU ? Mam ich w dupie, jestem Polakiem i wcale się tego nie wstydzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)