Na dobrą sprawę, nie wiem ilu nas jest. Nigdy nie miałem dość cierpliwości, aby wszystkie istniejące, zbiorcze strony przemnożyć, aby dowiedzieć się , jak wygląda summa pewnej fikcji. Fikcji tego miejsca, tego forum, tej legendy. Wystarczeć musi świadomość, że są tu zarejestrowane tysiące kreacji : blogerów, udawaczy, komentatorów ( trolli? ) i osób , które tylko dla sobie znanych powodów, zapisały się do grona Salonu -24. Potrzebny był drukowany wtręt do wizytówki ? Rzeczą administracji jest przeciwdziałać oczywistej fikcji, ale lepiej wyglądają tysiące niepewnych, niepoważnych, epizodycznych użytkowników - w zestawieniu - niż prawda. I wcale nie chodzi mi o aktualną wycenę portalu, jako przedsiębiorstwa, biorącego udział w grze rynkowej.
Co wie o sobie kilkuset najaktywniejszych blogerów ? Jak bardzo poważnie traktują swoją obecność tutaj ? Czego chcą, czego oczekują, na co liczą ? Jak bardzo ambicja bycia tzw. niezależnym publicystą, przesałania im ich w realu byt ? To tutaj rzeczywiście dowartościowuje ? Może jednak, bieda panie, bieda w kraju, każe im spodziewać się jakiegoś grosza za AKTYWNOŚĆ i DETERMINACJĘ ? Tak, słyszałem, że tu się zarabia jakieś pieniądze : za dyspozycyjność, bezwzględność, nade wszystko skrupulatną aktywność i odsłony.
Budzi odruch, jak wolisz , irytacji, wstrętu, sprzeciwu. Jednak ,widać tak można. Samo życie weszło w sieć i musi wołać : którędy do kasy ?!
Dobrze wiem, że z jakichś powodów, równie absurdalnych, co wysublimowanych i skalkulowanych, zawiązują się tu grupy interesu, wsparcia, koterie i spiski. Dobrze wiem, czym jest tutaj popularność i szacunek; jeszcze lepiej przekonała się nasza czołowa blogerka - KATARYNA. Nikt lepiej od niej nie wie, czym jest lojalność. A jakiż powstał bój swego czasu, prawda , panie Krasowski ? Czyż nie tak, panie Janke ? Nie mylę się, Kaśko-Pyzolu ?
Nie wiemy, kim są sąsiedzi i rozmówcy, do których my przychodzimy, którzy wpadają do nas. O czym myślą, marzą, jak układa się im życie z dala od klawiatury, jak rosną im dzieci, czym fascynują się w rzeczywistości, pod czym upadli, polegli, z czego pragną się podnieść. Gdzie są granice ich dążeń - czego potrzebują, ku czemu dążą, z jakimi doświadczeniami zetknął ich los, fatum, kismet, przeznaczenie. Albo zwyczajna nieroztropność. Siedzimy tutaj i na dobrą sprawę, widzimy literacką, sztuczną kreację - człowieka brak, on chowa się konsekwentnie w gąszczu sobie znanych form i znaczeń.
Poznałem przez te lata zaledwie kilka osób : cztery w realu - i dobrze, to wzbogaciło, tego nie żałuję, z tych znajomości jestem dumny. Kilkadziesiąt - z wymiany poglądów, które po czasie, łatwo zauważyć, jak się zmieniają , pod wpływem okoliczności.Tego nie trawię, z tym mus się pogodzić. Wszyscy pewnie jesteśmy na tyle słabi, na ile można na nas wpłynąć. Sam lokuję się w dystansie od oczywistej linii podziału ; pewnie dlatego jestem niezbyt wiarygodny dla wojujących antagonistów.
Władza, jej wszystkości i okoliczności, to nie jest cel dla mnie. Mam swoje lata, swoje wiem, także i to , że każdą trzeba trzepać ile się da, pokąd nie powstaną mechanizmy samoregulacji i POZYTYWNEGO odsiewu. Ale to tylko tak, na marginesie. Bo gdzieś tutaj, obok form, ideokształtów, podróbek, są - w co nie wątpie - prawdziwi, żywi, krwiści ludzie. LUDZIE, o czym wciąż rad byłbym się przekonać.
Na razie, podobnie jak zapewne wielu z nas, muszę znosić SAMOTNOŚĆ w SIECI.
Tyleż nie filmową, co uwarunkowaną animacją bytu.
Nie pogadamy, prawda ?
Ps : SZANOWNA ADMINISTRACJO, pięknie proszę odwinąć WSZYSTKICH BLOGERÓW ZWINIĘTYCH. Przecież to się WAM należy , niczym błogosławieństwo na NOWY ROK.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)