adam kadmon adam kadmon
295
BLOG

Witryna Poetów nr 26

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 5

 

                                           SZANOWNI PAŃSTWO

    Z przyjemnością i satysfakcją przedstawiamy Wam  26 edycję  Witryny Poetów , publikowanej TU  i   w  portalu Wirtualne Media. To nasza ostatnia Witryna w 2015 roku , zatem wszystkiego najlepszego , dobrych spokojnych  i przezacnych Świąt B N .  Szczęśliwego Nowego Roku ; niech Wam przyniesie wszystkim

 Miłość , Nadzieję , DOBRO i Spełnienie.

________________________________________________________________

 

                                    LUDMIŁA  JANUSEWICZ   

                                      ( Środkowopomorskie ) 

 

                                            ALE   ZAWSZE

 

 

    Słowa nasze do siebie


słuchem dotykiem i wzrokiem


ukazują nam miejsce nasze


w pędu życia łoskocie

 

Świat jak zawsze pcha los swój


w koleiny i tory


nie zbawimy go wespół


nie takie aż z nas sokoły

 

Ale zawsze wsiąść można


na jakąś łajbę z żaglami


wypłynąć w morze spokojne


w błękit nieba nad nami

     

 

                                  STWARZANIE  ŚWIATA

 

 

    Nawet gdy ciebie nie ma


i tak jesteś przy mnie

 

Świat tworzę na nowo


naszymi słowami


codziennie


nanizując je jak korale


na nitkę

 

 

 

 

                               OMNIPOTENTNA

 

                        

 

     Dajesz mi siłę


ukorzenionego


drzewa

 

Przy tobie idę


z pewnością


pór roku

 

Jesteś opoką


o którą mogę się


oprzeć

 

 

                                     

                               

 

 

                                            JAROSŁAW  BAPRAWSKI

                                                 (New Jersey , USA )

 

 

Z tej miłości

_________

 

po latach zabawy 


u szczytu życia


i sławy

 

postanowił roztrwonić majątek

 

i to był jego końca początek

 

stracił cierpliwość poprostu

 

porwał jej majtki

 

i  pierdolnął się z mostu

 

 

 

 

przed anioły czarne zepchnięty prostował banknoty z drzewa

__________________________________________________

 

wyszepcz mi do ucha melodię


co popłynie jak lawa krwi ciepłej


pępowiną pierworództwa współczuć

 

tym co zamarzli bo zabrakło kroków


tym otumanionym wiarą pospólstwa


matkom karmiącym piersią wódki pełną

 

i mnie bez biletu


który uciekam się


w wiersze pełne żalu

 

nie będę wtykał palców


nie będę błogosławiony


nie będę wołał ramieniem

 

przedłużeniem pióra

 


spływał na kolanach

 

nie będąc

 

 

 

 

                                 NA ŚWIATOWY DZIEŃ ŻYCZLIWOŚCI

 

 

Emotikonsmile

z zakamarków zmartwychwstań i upadków naszych

 

obudziłem się schlany w przydrożnym rowie


bez portfela nadziei na lepszą jutrznię


dziwki wesoło produkowały się


na poboczu drogi do Angeles


a może razem łapaliśmy


okazję do Rzymu

 

czy to ważne w jaką godzinę


Pan wystawia nas na próbę


i czy tam będzie piekło


czy tylko swędziało


suszy mnie


to niebo


Oto

 

Błogosławię wam siostry Zdziry


wykrzyczałem przez drogę

 

Bądź pozdrowiony bracie Skurwysynów


odkrzyknęły niespeszone

 

i ruszyliśmy


pod górę czaszki


każdy ze swoim krzyżem

 

ja w swoje


a one w swoje

 

przepłacone grzechy

 

 

 

 

 

                                     RENA  STARSKA 

 

                                          ( Szkocja )

 

 

                           NADZIEJA MA KRZYWE NOGI

 

 

 

nadzieja ma krzywe nogi


buty dziurawe przemoczone


bagna nie sprzyjają wędrówkom


od ciężarów które wrzucono na garba


ugina się nie widząc już co prawo co lewo


wyciąga czasem dłonie w żebraczym geście


nie nazywają jej już matką głupich bo wariatką jest


ta nadzieja ta co ma krzywe nogi ta co idzie przez bagna

 

(C) Rena Starska, 14/11/2015

 

 

 

                                TERRORYZM NA  NUDĘ

 

 

Przegrzanie zwojów nastąpiło o poranku.


W południe wkroczył wróż stawiając pasjans.


Świece płonęły jeszcze wieczorem podczas kolacji.


Kość utknęła pomiędzy zgodą a szansą na nią w noc czarną.


Dzień minął bez Żyda uchodźcy terrorysty zamachu na czyjeś życie.


Kolejny poranek trawiony z e-papierosem będzie również totalnie nudnym.

 

 

           (C) Rena Starska, 14/11/2015

 

 

 

 

                                         SMUTNO

 

 

Smutno.


Liście przestały tańczyć.


Wiatr dmie jakby chciał skruszyć zło.


Karmazynowy Król rozbudził się podekscytowany.


Wieże krzyżują się w mogiłach pełnych krwi niewinnych.


Śpią mędrcy gdy durniów zgraja rozpoczyna kolejny koncert.


Fajerwerki rozrywające ludzkie serca na strzępy w łez kaskadach.


Smutno.

 

 

                   (C) Rena Starska, 14/11/2015

 

 

                                      

                                     ADAM  KADMON

                                 ( Środkowopomorskie )

 

                                   ZADUSZKI

 

 

Wszystkie kobiety na scenie  nekropolitalnej

w ich przechodnim marszu od grobu

do grobu od wspomnień do potknięć

  o dawno niewidzianych przyjaciół są

  niebywale piękne widać kwitną

żyjąc listopadem słonecznej jesieni

Coś w sylwetkach erotyczny promień 

żywy taniec duchów niezapominajek

po nigdy dotąd bo na wyciągnięcie ręki

Podążaj wraz z nimi melodio nie

nie  milcz

 

Powiedziałem Elu nad jej bliskich grobem

przytul wysłuchaj jeszcze moje serce

bije w miarę rytmicznie

tańcząc na twój widok

Zaprawdę nie pożądam ciebie widzieć

w kaplicy moich wiejskich stworzeń

Mą postać wyprostuje historia poezja

i luz i przekora autoironii

ciebie być może krótkotrwały wyrzut

Elu z ulicy Kopernika z przyjaźni

nigdzie nie ma dalszego dystansu

 

Wybaczcie  moi pobliscy żyjący

w  artefaktach wspomnień

że wołam was wieczorem w moich rąk

od Boga ciepło

 

 

 

 

                                    JAK KAŻDY TYTUŁ

 

 

świecie mój otulony pomorską rustyką

tu czas nie pogania czekając od zmierzchu

w świtanie

tak za dniem dzień  wewnątrz kokonu  którym

chronię się przed nadkrwistością podmiotu

lirycznego poezji tyleż zuchwałym co smętnym

 

świecie mój we wszystkich motywach szarości

już ciebie dawnego nijak nie pamiętam

czasu tamtego tamtych przestrzeni i aktów 

 na trzy spusty do wywołania zamkniętych

trzeba z młodymi naprzód iść

 a po co a po co

ich także dopadnie nostalgia postępującej

przeszłości niczym zawodzenie nerek

na szańcach kolejnego wybryku

autentycznej siwizny tak właśnie jest

 

kamienie milowe przemienić w grubo ciosane

krzyże osobiste pokutne

trzeba je szlifować z wyczuciem aż

poza mgłę w niedokończony horyzont

 

 

 

 

                           KSIĄŻĘ

 

 

      Kneź nie przybędzie do twojego brzegu

z trapu nie zejdzie za uzdę prowadząc

rumaka z wigorem Nie dokona przeglądu 

honorowej kompanii świtajacych rybitw

nie podejdzie śmiało aby z gracją dopaść

twoich ramion pustkowia Wyposzczonego

łona w pulsowaniu płomieni cierpliwie

niezgasłym

 

Wasz świat zakończony pozaprzeszłą legendą

 

Zewłok nigdy na powrót nie powstanie czerwiem

 Nie ruszy ponownie w kontredans podboju

nie powie witaj jak nie powie żegnaj

Zaśnie w fotelu kołysany wspomnieniem

o czymś co komu tylko się zdawało Będzie tak

trwał przyobleczony w kamień a przy nim

szkapa cóż że cała w marmurowej bieli

 

Świat zna multum klechd lecz bez happy endu

 

 

_____________________________________________________________________

____________________________________________________________________

 

                                                 NA  DESER :

 

                                        TED  HUGHES  ( 1930 - 1998 )   

                angielska twórcza znakomitość ; w latach 1956 - 1963 mąż Sylwii Plath ,

                       której fragmenty dorobku tutaj przedstawiono .

              Prawdopodobnie główny "czynnik sprawczy" targnięcia się na życie , wyżej

                          wymienionej poetki . Delikatnie mówiąc.

_____________________________________________________________________

 

                   

                 Państwo młodzi leżą przez trzy dni w ukryciu

                                                 Ted Hughes

   Ona daje mu jego oczy, znalazła je

 

Gdzieś w rumowisku wśród żuków

 

On jej skórę daje

 

Jakby ją właśnie z powietrza zdarł i na nią narzucił

 

Ona zaszlochała z leku i zdumienia

 

Znalazła dla niego dłonie i dopasowała je na nowo w przegubach

 

One dziwią się sobie chodzą po niej obmacując

 

Zmontował jej kręgosłup, każdą cząstkę starannie oczyścił

 

I składa je w idealnym porządku

 

Nadludzka to łamigłówka, ale on w natchnieniu

 

Ona się podparła, wykręca się tak i owak, sprawdza i śmieje się z

[niedowierzaniem

 

Teraz ona mu przyniosła stopy i podłącza je

 

Aż całe jego ciało się zaświeci

 

A on jej wymodelował nowe biodra

 

Z pełnym wyposażeniem i świeżo przewinięte, namaszczone aż

[do połysku

 

On każdą jej część poleruje i własnym oczom nie wierzy

 

Wciąż wystawiają się wzajemnie na słońce, okazuje się to całkiem

[łatwe

Aby każdą nową rzecz wypróbować za każdym razem

 

Kiedy uczynią następny krok

 

A teraz ona wygładza na nim segmenty czaszki

 

Żeby nie było widać złączeń

 

A teraz on podłącza do siebie jej szyję, piersi i wklęsłość jej

[brzucha

Jednym drucikiem

 

Ona mu daje zęby łącząc ich korzenie z centralnym trzpieniem jego

[ciała

On umieszcza kółeczka na czubkach jej palców

 

Ona zszywa jego ciało tu i ówdzie szkarłatnym jak stal jedwabiem

 

On oliwi delikatne trybiki jej ust

 

Ona inkrustuje w głęboko ryte zakrętasy jego kark

 

On wkłada na miejsce wnętrze jej ud

 

Tak zachłystując się z uciechy, z okrzykami podziwu

 

Jak dwa bóstwa gliniaste

 

Rozłożone w błocie, ale nadzwyczaj starannie

 

Doprowadzają się nawzajem do doskonałości.

 

 

         Przełożył z angielskiego


         Robert Stiller

 

 

                       

                        Pieśń miłosna

                           Ted Hughes

 

   On kochał ją a ona kochała jego 

 

Pocałunkami wysysał z niej całą przeszłość i przyszłość

 

A przynajmniej usiłował to zrobić

 

Nic innego nie wzbudzało w nim takiego apetytu

 

Ona gryzła go żuła wysysała

 

Chciała go całego mieć w sobie

 

Ich stłumione okrzyki trzepotały się po firankach

 

Jej oczy nie chciały niczego puścić

 

Spojrzenia jej przygważdżały jego dłonie nadgarstki łokcie

 

Uchwycił ją mocno aby życie

 

Nie odciągnęło jej gdzieś od tej chwili

 

Chciał żeby przestała istnieć wszelka przyszłość

 

Chciał objąwszy ją przechylić się i spaść

 

Z krawędzi tej chwili w nicość

 

Czy trwanie wieczne czy jakkolwiek się to nazywa

 

Jej uścisk jak potężna prasa miał odcisnąć go w jej kościach

 

Jego uśmiechy były wieżyczkami pałacu z bajki

 

Gdzie nigdy nie wtargnie świat rzeczywisty

 

Jej uśmiechy były ukąszeniami

 

Pajęczycy żeby leżał spokojnie aż ona zgłodnieje

 

Jego słowa jak armie zaborcze

 

Jej każdy śmiech jak zamach na jego życie

 

Jego wzrok jak mściwe kule sztylety

 

Jej spojrzenia duchy w zakamarkach strasznych tajemnic

 

Jego szept jak bicz i buciory

 

Jej pocałunki jak adwokaci skrzętnie skrybiący

 

Jego pieszczoty jak ostatnie czepianie się rozbitka

 

Jej sztuczki miłosne jak zgrzyt zamków

 

I czołgały się ich niskie krzyki po podłogach

 

Jak zwierzę wlokące ciężkie paści

 

Jego obietnice były jak żarty chirurga

 

Jej obietnice ścięły mu wierzchołek czaszki

 

Zamierzała go sobie oprawić w broszkę

 

Jego przyrzeczenia powyrywały jej wszystkie ścięgna

 

Nauczył ją wiązać węzeł miłosny

 

Jej przyrzeczenia zatopiły jego oczy w formalinie

 

Na dnie jej tajnej szufladki

 

W ściany było nawbijane ich wrzasku

 

Głowy ich się rozpadały we śnie jak połówki

 

Rozłupanego melona: ale miłość niełatwo powstrzymać

 

W splątanym śnie wymieniali ręce i nogi

 

W snach ich mózgi brały się wzajemnie na zakładników

 

Rankiem nosili nawzajem swe twarze.

 

                 Przełożył z angielskiego
                 Robert Stiller

 

 

                            

                    Próżność w rozkładzie

                            Ted Hughes

 

    Oto już siedem lat jak byłaś królową,

 

Co uczyniła mię królem; a sześć lat odkąd twój duch

 

Ciało twoje porzucił w ramionach mych zimne jak kamień.

 

Potem przez trzy lata z sercem zbolałym

 

Balsamowałem twe zwłoki; a potem już

 

Dałem się twoim oczom skurczyć i ciału zeschnąć

 

I zapomniałem, czy ciągle jeszcze tam wisisz,

 

Czy już poszłaś z resztą starych rupieci na śmietnik,

 

Gdzie koguciki chude wypatrują i grzebią i dziobią:

 

 

Aż ten człowiek wychynął z twoją skurczoną główką.

 

On, jak widzę po majestatycznym stąpaniu,

 

Wyobraża sobie, że zgarnia w łoże jakąś wielką królową,

 

 

Ale koło mnie przemyka się, nie bardzo zadziorny,

 

Z tym królewskim łupem, co w świecie pychy

 

Czyni go królem twym, moim czyniąc go padlinożercą.

 

 

                   Przełożył z angielskiego
                    Robert Stiller

 

 

 

 

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura