NOKTERIADA PRZYMORSKA
Żonie
I
Okno z widokiem na promenadę nadmorska witryna
Dalej już tylko przestwór wielkiej wody spowitej po brzegi
tym jakże niezwykłym tchnieniem mgielnym co fantazję wzbudza
gdzie nawet nie widać obietnicy żagla symbolu oczekiwanej nadziei
Błękit delikatny błękit aż hen za widnokres
Opodal bieg rzeki gubiący tu nurt swój i tak bez ustanku więc
gdyby na moment powrócić do źródeł tam gdzie nic nie zapisano
na wieczność Pamięć osobista nie potwierdza nie przeczy
I I
Krwinki białe i krwinki czerwone w osoczu niczym chorągwiane
symbole mej pomorskiej sprawy cicho niepokornej bo wartej
zachodu W waszej odnowie sens treść i skowyt fatalizmów
bezgłośnych oracji do nieba do ziemi do ciebie co nic
a nic nie wiesz i nie chcesz rozumieć
I I I
Po znoju odpocząć gdy po burzy wiosna napotyka lato
inne niż wszelkie poprzednie Wtedy deszcz nawet
potrzebną przygodą choć bardziej westchnieniem ziemi
do nieba W tym miejscu żyje się najsensowniej najmocniej
Nawet pochód cieniów zdaje się przyjazny gdzie obroną
dobrze sprawiona modlitwa tam na tamtej polanie
za rzeką w gęstwie zapomnianych drzew
I V
A tam pustelnia w ptasiej kanonadzie tam mrówki pracowite
zafrasowane swym trudem na zdeptanych szlakach
szelest pomykających saren tam też poznać żbika po tym
że go nie zobaczysz prędzej w gościach pojawić się może
szop-pracz cierpliwie dążący od zachodnich granic
Powiadają stamtąd wilcza nadciąga wataha do moich
pagórków przez niemieckie płoty znacząc szlak wędrówki
nowej Las w sobie pomieści zarówno przygodne wszystko
co nierozpoznane także zatem odwieczne ludzkie słabości
W nim niesyte łupu i wrażeń chciwe swe łapy zaciera
nowy miot starych kłusowników Tu nawet ukradną
snycerską kapliczkę osadzoną wewnątrz jesionowej dziupli
Czas ponownie skłonić siwą głowę Bałtykowi tuż
obok pozdrawiając rybitwy pozdrawiając śmieszki
Witam cię niepozorna bursztynu drobino chodź
ze mną chociaż żadna jest z ciebie inkluzja
V
Ruszyliśmy wesołą gromadką do lasu którego
dziś już nie ma gdzie teraz tylko porost samosiejki
Poszliśmy skarpą ku starorzeczu Parsęty do miejsca
zwanego w tutejszym dialekcie łąką Bieńkowskiego
Był rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty może
nawet następny Szmat czasu można nie pamiętać
W drugi dzień Wielkiej Nocy to pamiętam dobrze
Dla zdrowotności spacer przed samym południem
a wysoko słońce i chłód przenikliwy i błękitne niebo
I rozkładu odór po roku poprzednim a wtedy inaczej
sprawdzały się nasze jakże młodsze kości
Widziałem ciebie przez jeden tylko moment kiedy
na tle pochylonego ku stojącej wodzie pojawiłaś się
pnia dębowego ku brodzącym czaplom
Starczyło pamiętne fotopstryknięcie aby cię zapisać
tak jest widziałem te rysy postać odzianą na lipiec
blond fryzurę Drugi aparat w innym ręku chociaż
w tym samym momencie to samo wykonał ujęcie
nie zapisał niczego Cóż mnie spotkało zapowiedź
to chyba w inaczej uczonym języku zwie się
prekonigcja
Z mojej kliszy wywołano zdjęcie Po dziś dzień
jest w albumie wspomnień pod numerem drugim
w którym czarno-białe fotki spoczywają już obok
kolorowych zapisów Na nim wciąż jesteś na bóstwa
leśne na dobrą magię i honoru słowo przysięgam
V I
Nic nie wykroisz z ociemniałej duszy co zachodząc
bielmem już siebie zużyła. Ni jednego fonemu ni jednego
dźwięku . Batalie są po to aby krew nie stygła na
jakąkolwiek banalną pamiątkę Zamilczcie w pokorze
serdeczne wzruszenia Mocą poetyckiej magii za
jej ostateczną praprzyczyną przyczyn w co wierzę
Te słowa świadome są treści tam za rzeką w morza
najbliższej bliskości zatem tu i tam nie wypada się mylić
Czy podobnie uczynisz powierzając instynktom
ostatnie z oddechów czy raczej powstrzymasz się
w miejscu gdzie trujące wyziewy prowadzić mogą
do absolutnego zmącenie umysłu. Twój wybór
V I I
Ze smakiem z uciechą wypić ostatnie z przedostatnich
kropel powziętych u źródła o którym wiesz że nadal jest
twoje Nie zawrzeć układu z samym sobą kiedy u jego
podstawy leży samozdrada. Aż tak nie warto upadać nawet
ratując czyjąś nieśmiertelną duszę Kto mówi że jest tego
warta Po faktach i mitach zapisanych gdzieś-tam
nie mnie niestety sądzić i nie mnie oceniać Koniec
dzieło wieńczy
_______________________________________________________
Ten tekst zamyka mój już trzeci tomik.
Wystarczy tylko MANNERHEIMA skończyć
obiecanego publicznie stosownym prologiem.



Komentarze
Pokaż komentarze