by Kadmonowa
by Kadmonowa
adam kadmon adam kadmon
190
BLOG

Nokteriada Przymorska

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 0

                                      NOKTERIADA  PRZYMORSKA

 

                                                                                                      Żonie

                                                I

 

      Okno z widokiem na promenadę nadmorska witryna

Dalej już tylko przestwór  wielkiej wody spowitej po brzegi

tym jakże niezwykłym tchnieniem mgielnym co fantazję wzbudza

gdzie nawet nie widać obietnicy żagla symbolu oczekiwanej nadziei

Błękit delikatny błękit aż hen za widnokres

Opodal bieg rzeki gubiący tu nurt  swój i tak bez ustanku więc

gdyby na moment powrócić do źródeł tam gdzie nic nie zapisano

na wieczność  Pamięć osobista nie potwierdza nie przeczy

 

                                           I I

 

   Krwinki białe i krwinki czerwone w osoczu niczym chorągwiane

symbole mej pomorskiej sprawy cicho niepokornej bo wartej

zachodu  W waszej odnowie sens treść i skowyt fatalizmów

bezgłośnych oracji do nieba do ziemi do ciebie  co nic

 a  nic nie wiesz i nie chcesz rozumieć

 

                                    I I I

 

   Po znoju odpocząć gdy po burzy wiosna napotyka lato

inne niż wszelkie poprzednie  Wtedy deszcz nawet

potrzebną przygodą choć bardziej westchnieniem ziemi

do nieba W tym miejscu żyje się najsensowniej najmocniej

Nawet pochód cieniów zdaje się przyjazny gdzie obroną

dobrze sprawiona modlitwa tam na tamtej polanie

za rzeką w gęstwie zapomnianych drzew

 

                                 

                                  I V

       

    A tam pustelnia w ptasiej kanonadzie tam mrówki pracowite

zafrasowane swym trudem na zdeptanych szlakach

szelest pomykających saren tam też poznać żbika po tym

że go nie zobaczysz prędzej w gościach pojawić się może

szop-pracz cierpliwie dążący od zachodnich granic

Powiadają stamtąd wilcza nadciąga wataha do moich

pagórków przez niemieckie płoty znacząc  szlak wędrówki

nowej Las w sobie pomieści zarówno przygodne wszystko

co nierozpoznane także zatem odwieczne ludzkie słabości

W nim niesyte łupu i wrażeń  chciwe swe łapy zaciera

nowy miot starych kłusowników  Tu nawet ukradną

snycerską kapliczkę osadzoną wewnątrz jesionowej dziupli

 

   Czas ponownie skłonić siwą głowę Bałtykowi tuż

 obok pozdrawiając rybitwy pozdrawiając śmieszki

Witam cię niepozorna bursztynu drobino chodź

ze mną chociaż żadna jest z ciebie inkluzja

 

                              V

 

      Ruszyliśmy wesołą gromadką do lasu którego 

dziś już nie ma gdzie teraz tylko porost samosiejki

Poszliśmy skarpą ku starorzeczu Parsęty do miejsca

zwanego w tutejszym dialekcie łąką Bieńkowskiego

Był rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty może

nawet następny Szmat czasu można nie pamiętać

W drugi dzień Wielkiej Nocy to pamiętam dobrze

Dla zdrowotności spacer przed samym południem

a wysoko słońce i chłód przenikliwy i błękitne niebo

I rozkładu odór po roku poprzednim a wtedy inaczej

sprawdzały się nasze jakże młodsze kości

 

    Widziałem ciebie przez jeden tylko moment kiedy 

na tle pochylonego ku stojącej wodzie pojawiłaś się

pnia dębowego ku brodzącym czaplom

Starczyło pamiętne fotopstryknięcie aby cię zapisać

tak jest widziałem te rysy postać odzianą na lipiec

blond fryzurę Drugi aparat w innym ręku chociaż

w tym samym momencie to samo wykonał ujęcie

nie zapisał niczego Cóż  mnie spotkało zapowiedź

to chyba w inaczej uczonym języku zwie się

prekonigcja

Z mojej kliszy wywołano zdjęcie Po dziś dzień

jest w albumie wspomnień pod numerem drugim

w którym czarno-białe fotki spoczywają już obok

kolorowych zapisów Na nim wciąż jesteś na bóstwa

leśne na dobrą magię i honoru słowo przysięgam

 

                                      V I

 

    Nic nie wykroisz z ociemniałej duszy co zachodząc

bielmem już  siebie zużyła. Ni jednego fonemu ni jednego

dźwięku . Batalie są po to aby krew nie stygła na 

jakąkolwiek banalną pamiątkę Zamilczcie w pokorze

serdeczne wzruszenia Mocą poetyckiej magii  za

jej ostateczną praprzyczyną przyczyn w co wierzę

Te słowa świadome są treści tam za rzeką w morza

najbliższej bliskości zatem tu i tam nie wypada się mylić

 

    Czy podobnie uczynisz powierzając instynktom

ostatnie z oddechów czy raczej powstrzymasz się

w miejscu gdzie trujące wyziewy prowadzić mogą

do absolutnego zmącenie umysłu. Twój wybór

 

                              V I I

 

   Ze smakiem  z uciechą wypić ostatnie z przedostatnich

kropel powziętych u źródła o którym wiesz że nadal jest

twoje  Nie zawrzeć układu z samym sobą kiedy u  jego

podstawy  leży samozdrada. Aż tak nie warto upadać nawet

ratując czyjąś nieśmiertelną duszę Kto mówi że jest tego 

warta  Po faktach i mitach zapisanych gdzieś-tam

nie mnie niestety sądzić i nie mnie oceniać  Koniec

dzieło wieńczy

 

_______________________________________________________

Ten tekst zamyka mój już trzeci tomik.

Wystarczy tylko  MANNERHEIMA  skończyć

obiecanego publicznie stosownym prologiem.

 

 

                                    

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura