Po ostatnich występach Lecha Poznań dziennikarze i kibice rozpływają się w ocenie tej drużyny. W końcu jest się czym chwalić, wygrana z Manchesterem City dwa remisy z legendarnym Juventusem Turyn... no i jako wisienka na torcie ta 11 pozycja w lidze zajmowana przez drużynę mistrza kraju! Tej jesieni widzielismy dwa oblicza Kolejorza. To błyskotliwe, pełne polotu, serca do walki i taktycznej perfekcji (jak na polskie realia), z drugiej zaś strony drużynę rozbitą, pełną leniwych i mało ambitnych pseudo gwiazdeczek niegodnych miana mistrza jakiegokolwiek kraju.
W głowach wszystkich kibiców rodzi się jedna myśl: jak to możliwe, że klub grający jak równy z równym przeciwko wielkim potęgom piłkarskim zajmuje 11 miejsce w zacofanej, niedojrzałem i aprofesjonalnej Ekstraklasie? Odpowiedz jest prosta! Zacznijmy od pierwszego cudu. Spotkanie z Juve w Turynie, Lech prowadził już 2:0. Oba gole strzelił Rudnevs. Jednak Lechici nie potrafili utrzymać tak dużego prowadzenia, Chiellini strzelił bramkę do szatni i to był znak, że Stara Dama, która była w tamtym okresie w głębokim dołku wcale się nie podda. Pózniej Włosi mieli z górki, strzelili dwa gole ośmieszając polską obronę i gdyby nie mecz życia Rudnevsa, który w końcówce strzelił niesamowitą bramkę na 3:3, będący w kiepskiej formie Juventus bez problemu rozbiłby polską drużynę. Drugi wielki mecz to oczywiście potyczka na własnym boisku z Manchesterem City. Świetny spektakl, skazani na pożarcie gracze Kolejorza poskromili jedną z największych finansowych potęg piłkarskiego świata. Wynik tegoż meczu to wypadkowa szczęścia Kolejorza z pechem angielskich gości. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza niech przypomni sobie w jakich okolicznościach piłka wpadała do bramki piłkarzy Manciniego. Przejdę teraz do meczu na śniegu. Zimnolubni Włosi jak zwykle narzekają, a przecież takie mecze w Serie A to chleb powszedni. To nie jest to samo co mecz na wodzie, który swojego czasu odebrał Polakom srebro a raczej złoto na MŚ. Jest różnica między wodą do kostek a śniegiem do kostek, tylko czy w obu przypadkach jest to jeszcze piłka nożna? Reasumując, kluczowi gracze Lecha Poznań wywalczyli awans w LE nadludzkim wysiłkiem, którego ani krzty nie było w meczach na naszym podwórku. Czy to ze względu na publiczność? No tak mecze Ekstraklasy oglądaja tylko wierni kibice, a to kiepska publika dla gwiazd pokroju Stilicia czy Krvietsa. Ci kopacze odziwo potrafią grać tylko przy stadionie wypełnionym po brzegi... obserwatorami innych klubów! Ja ich chwalić nie będę, brak im charakteru i profesjonalizmu.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)