Ukraina potrzebuje na odbudowę niemal 588 miliardów dolarów. To trzykrotność jej całego rocznego PKB. Jednocześnie zaufanie inwestorów dopiero niedawno zaczęło wracać do poziomu sprzed wojny. Przepaść między skalą tej szansy a siłą lęku przed nią to główne pytanie najbliższej dekady.
Od wielu lat zajmuję się handlem międzynarodowym i inwestycjami i przez ten czas przywykłem do prostej zasady: pieniądze nie boją się ryzyka — boją się niepewności. Ryzyko można policzyć, ubezpieczyć, wliczyć w cenę. Niepewności policzyć się nie da, dlatego kapitał przed nią ucieka. Właśnie dlatego rozmowa o inwestycjach w Ukrainie tak często trafia w ślepy zaułek: my mówimy o patriotyzmie i odbudowie, a inwestor w tym czasie w myślach liczy to, czego policzyć nie sposób.
Zacznijmy więc uczciwie i nazwijmy to, czego dokładnie boi się międzynarodowy kapitał. Bez tego każda rozmowa o „atrakcyjności inwestycyjnej” zamienia się w reklamową broszurę, w którą nikt nie wierzy.
Dwie przyczyny lęku, a nie jedna
Pierwsza przyczyna jest oczywista: to wojna. Ryzyko bezpieczeństwa zajmuje pierwsze miejsce w każdej ankiecie wśród inwestorów i nie wymaga dowodzenia. Dopóki w energetykę uderzają rakiety, dopóki istnieje linia frontu, część kapitału nie wejdzie w ogóle, pod żadnym warunkiem. To dana rzeczywistość, z którą pracujemy.
Jest jednak druga przyczyna, o której mówi się znacznie mniej, choć sam biznes stawia ją niemal na równi z wojną. To wewnętrzne instytucje: korupcja i słabe sądy. Dyrektor wykonawcza Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu Anna Derewjanko trafnie ujęła to tak: korupcja i niedoskonałe sądownictwo pozostają równie krytyczne jak agresja zewnętrzna. A powiedziała to nie zachodni sceptyk, lecz organizacja, która na co dzień pracuje z inwestorami wewnątrz kraju.
Liczby to potwierdzają. Według Indeksu Percepcji Korupcji Transparency International za 2025 rok Ukraina ma 36 punktów na 100 i zajmuje 104. miejsce wśród 182 krajów. To o jeden punkt lepiej niż rok wcześniej. Dla inwestora przywykłego do europejskich 50–60 punktów taki wynik oznacza jedno: reguły gry nie są tu gwarantowane.
Do tego dochodzi napięcie makroekonomiczne, którego uczciwy analityk nie ma prawa przemilczeć. Dług państwowy Ukrainy na początku 2026 roku przekroczył 100% PKB, czyli około 213 miliardów dolarów. Deficyt budżetu skonsolidowanego za 2025 rok sięgnął niemal 19% PKB. Deficyt w handlu zagranicznym w ciągu roku wzrósł do około 57 miliardów dolarów. Wzrost realnego PKB za 2025 rok Narodowy Bank ocenia zaledwie na około 1,3%, a prognoza na 2026 rok jest mniej więcej taka sama. Gospodarka się trzyma, ale balansuje na granicy z powodu uderzeń w energetykę i braku rąk do pracy.
Inwestor boi się nie tylko bomb. Boi się, że nawet w scenariuszu pokojowym jego prawo własności i kontrakt nie będą należycie chronione.
Dlaczego ten lęk częściowo się zdezaktualizował
A teraz druga strona, której w niepokoju łatwo nie zauważyć. Wiele z tego, czego boi się kapitał, opisuje Ukrainę wczorajszą, a nie dzisiejszą.
Najlepiej widać to w tym samym badaniu Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu. Zbiorczy Indeks Atrakcyjności Inwestycyjnej za 2025 rok wzrósł do 2,70 punktu na 5 wobec 2,49 rok wcześniej i faktycznie wrócił do poziomu z drugiej połowy 2021 roku, czyli do wartości sprzed pełnoskalowej inwazji. To jeszcze nie „strefa pozytywna” (powyżej 4 punktów Indeks nie wszedł ani razu od 2008 roku), ale kierunek ruchu jest wzwyż.
Podczas gdy jedni liczą ryzyko, inni już budują. Szwajcarskie Nestlé uruchomiło nową fabrykę na Wołyniu. To inwestycja rzędu 40 milionów franków szwajcarskich, czwarty zakład firmy w Ukrainie i do 1500 miejsc pracy, a wielkość produkcji Nestlé w Ukrainie za 2025 rok wzrosła o około 10%. Niemiecki Bayer zainwestował około 60 milionów euro w rozbudowę zakładu nasiennego pod Kijowem, wraz z budową schronów dla pracowników bezpośrednio na terenie zakładu. Irlandzki Kingspan ogłosił projekt o wartości ponad 280 milionów euro, Unilever otworzył fabrykę za 20 milionów euro.
Stoi za tym logika wczesnego inwestora. Największe możliwości w gospodarce otwierają się nie wtedy, gdy wszystko jest już bezpieczne i oczywiste, lecz właśnie wtedy, gdy większość wciąż się boi. W raporcie RDNA z lutego 2026 roku Bank Światowy, UE i ONZ oszacowały potrzeby Ukrainy w zakresie odbudowy na niemal 588 miliardów dolarów. To największy „greenfield” Europy od kilku pokoleń: energetyka, mieszkalnictwo, transport, przetwórstwo, sektor rolny. Ten, kto zrozumie to wcześniej niż inni, otrzyma i najlepsze aktywa, i najlepsze warunki.
Co naprawdę zmienia decyzję inwestora
Apele „uwierzcie w Ukrainę” nie działają. Działa co innego: obniżenie niepewności do poziomu, który kapitał potrafi policzyć. A pod tym względem w ostatnich latach wydarzyło się więcej, niż wydaje się z zewnątrz. Wyróżniłbym trzy mechanizmy.
Pierwszy mechanizm to ubezpieczenie ryzyk wojennych. Jest kluczowy, bo właśnie brak ubezpieczenia inwestorzy wskazują jako główny czynnik blokujący. Dziś ukształtował się wielopoziomowy system. Agencja Banku Światowego MIGA od początku inwazji udzieliła gwarancji dla ukraińskich projektów na kwotę ponad 448 milionów dolarów. Amerykańska DFC zaangażowała w Ukrainie ponad 800 milionów dolarów, z czego ponad 500 milionów przypada właśnie na ubezpieczenie ryzyk politycznych. Dołączają również agencje kredytów eksportowych innych krajów, jak polska KUKE. Pojawił się też rynek prywatny: na początku 2026 roku ukraińska Kniazha (grupa Vienna Insurance) przy wsparciu DFC zawarła umowę reasekuracyjną, która pozwoliła pokryć ryzyka wojenne na kwotę do 100 milionów dolarów. To zasadnicza zmiana, bo jeszcze trzy lata temu prywatne pokrycie ryzyk wojennych w ogóle nie istniało.
Drugi mechanizm to zakrojony na szeroką skalę publiczny „backstop” finansowy, który trzyma całą gospodarkę. Unia Europejska już w 2024 roku uruchomiła Ukraine Facility o wartości 50 miliardów euro na lata 2024–2027. W grudniu 2025 roku przywódcy UE uzgodnili dodatkowy nieoprocentowany kredyt na 90 miliardów euro na pokrycie potrzeb wojskowych i budżetowych na kolejne dwa lata. Odrębnie działa mechanizm ERA o wartości 50 miliardów dolarów od krajów G7, obsługiwany z dochodów z zamrożonych aktywów rosyjskich, a zamrożono ich około 300 miliardów. Stoi za tym zasada, która stopniowo staje się rzeczywistością: „Rosja zapłaci”. Dla inwestora oznacza to, że państwo, w którego gospodarkę wchodzi, nie zostanie samo na samo z deficytem.
Trzeci mechanizm jest najtrudniejszy, bo to coś, co może zrobić wyłącznie sama Ukraina. Żadne ubezpieczenie nie zastąpi niezależnego sądu i przewidywalnych reguł. Właśnie dlatego dążenie Ukrainy do członkostwa w UE jest nie geopolitycznym hasłem, lecz narzędziem inwestycyjnym: przymusowo podciąga ono ukraińskie ustawodawstwo do europejskich standardów, w szczególności w zakresie ochrony inwestycji, konkurencji i praworządności.
Przepaść między lękiem a rzeczywistością — to szansa
Jeśli zebrać wszystko w całość, obraz jest następujący. Lęk międzynarodowego kapitału przed Ukrainą ma dwie podpory: wojnę, której nie kontrolujemy, oraz słabość instytucji, którą kontrolujemy w pełni. Pierwsza z czasem minie. Druga pozostaje naszą pracą domową i to właśnie od niej zależy, jak drogi będzie pieniądz dla Ukrainy po wojnie.
Najważniejsze jest co innego. To, czego boi się kapitał, coraz bardziej opisuje Ukrainę wczorajszą, a nie dzisiejszą. Ubezpieczenie ryzyk wojennych z poziomu zera przekształciło się w działający system, skala środków publicznych na stabilizację jest bezprecedensowa, a międzynarodowe firmy już budują tu zakłady. Właśnie ta przepaść między tym, jak Ukrainę się ocenia, a tym, jaka jest naprawdę, tworzy szansę: wygrywa ten, kto liczy ryzyko dokładniej niż rynek jako całość.
Ukraina nie potrzebuje inwestycji z litości. Potrzebuje, by ryzyko wreszcie oceniono prawidłowo: już teraz poddaje się ono zabezpieczeniu, a sam rynek jest jednym z największych, jakie otwierają się w Europie w najbliższej dekadzie. Inwestor, który będzie czekał na pełną pewność, wejdzie wtedy, gdy najlepsze aktywa będą już rozebrane, a główną stopę zwrotu zabiorą inni. Okno wejścia otwiera się nie wtedy, gdy ryzyko znika, lecz wtedy, gdy staje się możliwe jego ocenienie i ubezpieczenie. Właśnie ten etap Ukraina przechodzi teraz.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)