Sharpson Sharpson
309
BLOG

Włodowa, Rzepliński, list otwarty

Sharpson Sharpson Polityka Obserwuj notkę 3

Z niezwykłą uwagą przyglądam się od kliku dni sądowemu rozstrzygnięciu tragedii we Włodowie.

Najpierw przeczytałem w GW o wyroku sądu I instancji.

Sędzia Agnieszka Śmiecińska w uzasadnieniu wyroku powiedziała, że nie udało się udowodnić, iż skazani zamierzali zabić swoją ofiarę

Proces sześciu mieszkańców wsi Włodowo i Boguchwały trwał prawie 11 miesięcy. Rafał W. miał odpowiedzieć za to, że 1 lipca 2005 roku pobił ze skutkiem śmiertelnym Józefa C., a Wiesław M. i Stanisław K. byli oskarżeni o zbezczeszczenie zwłok. Cała trójka dostała wczoraj wyroki w zawieszeniu na trzy lata - Rafał W. rok pozbawienia wolności, a Wiesław M. i Stanisław K. sześć miesięcy więzienia.
Zarzuty zabójstwa ciążyły na braciach Tomaszu, Krzysztofie i Mirosławie Winkach. Prokuratura wystąpiła dla nich o dziesięć lat więzienia. Otrzymali jedynie wyroki w zawieszeniu.

Sędzia Śmiecińska w uzasadnieniu wyroku podkreślała, że na niski wymiar kary wpłynęło wiele niejasności, których nie zdołali rozstrzygnąć biegli. Nie udało się ustalić, kto i którymi narzędziami zadał śmiertelne ciosy (...) Zdaniem sędzi tych wątpliwości nie udało się rozstrzygnąć też przez pewne braki w postępowaniu przygotowawczym, m.in. na miejsce zdarzenia nie wezwano lekarza sądowego. - Te wszystkie wątpliwości należało więc rozstrzygnąć na korzyść oskarżonych - tłumaczyła sędzia.

Przebieg wydarzeń znam tak, jak Państwo – sprawę obszernie opisywały media. Opinia publiczna stanęła murem za oskarżonymi. To zresztą nie jedyna sprawa karna w wyniku tragedii we Włodowie. Przed sądem stanęli policjanci podejrzani o zaniedbanie obowiązków, toczyło się przeciw nim oczywiście także postępowanie dyscyplinarne.

Wydawać by się mogło, że jakkolwiek niemoc prokuratury w udowodnieniu popełnienia przez nieszczęsnych Włodowian zabójstwa jest trochę zaskakująca, to jednak wyroki w zawieszeniu raczej opinię publiczną ucieszą, ale... głos zabrał prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, prof. Andrzej Rzepliński, wymieniamy jako jeden z kandydatów do objęcia teki ministra sprawiedliwości.

Jego zdaniem, cytowanym przez GW, wbrew kwalifikacji sądu, we Włodowie doszło do zabójstwa.

Rzepliński zastrzegł, że w sprawie występowały oczywiście okoliczności łagodzące, ale w jego opinii właściwszym rozwiązaniem była instytucja nadzwyczajnego złagodzenia kary i wymierzenie kary poniżej minimalnego progu.

I tu postanowiłem odświeżyć sobie kodeks karny.

Zgodnie z art. 148 par. 4 kodeksu karnego, kto zabija człowieka pod wpływem silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Hm... zdaje się, że p. Profesorowi jednak nie chodziło o zastosowanie tego przepisu, ponieważ mówił o instytucji nadzwyczajnego złagodzenia kary i wymierzenia jej poniżej dolnego ustawowego progu. W przypadku tzw. afektu najniższą karą jest tylko jeden rok więzienia, a zatem mniej, niż orzekł sąd I instancji. Zatem prof. Rzepliński nie uważa "linczu we Włodawie" za zabójstwo w afekcie. Sąd zresztą też nie, ale sąd uznał, że prokuratura nie udowodniła żadnego zabójstwa...

Idźmy zatem dalej. Jeżeli prof. Rzepliński ma na myśli zastosowanie nadzwyczajnego złagodzenia kary przy kwalifikacji czynu jako „zwykłe” zabójstwo, musimy spojrzeć na dwa przepisy:

Art. 60 par. 6 k.k.: Nadzwyczajne złagodzenie kary polega na wymierzeniu kary poniżej dolnej granicy ustawowego zagrożenia albo kary łagodniejszego rodzaju według następujących zasad: (...) 1) jeżeli czyn stanowi zbrodnię, sąd wymierza karę pozbawienia wolności nie niższą od jednej trzeciej dolnej granicy ustawowego zagrożenia.

A teraz spojrzyjmy na art. 148 par. 1:

Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

Zatem – minimalna kara orzeczona za „normalne” zabójstwo, nawet z nadzwyczajnym jej złagodzeniem wyniosłaby 2 lata i 4 miesiące więzienia.

Więc jeszcze tylko mały skok do art. 69 par 1 k.k.: Sąd może warunkowo zawiesić wykonanie orzeczonej kary pozbawienia wolności nie przekraczającej 2 lat, kary ograniczenia wolności lub grzywny orzeczonej jako kara samoistna, jeżeli jest to wystarczające dla osiągnięcia wobec sprawcy celów kary, a w szczególności zapobieżenia powrotowi do przestępstwa.

Czy już wiadomo, o co chodzi?

Dlaczego, Panie Profesorze, koniecznie życzy sobie Pan widzieć uczestników tej tragedii w więzieniu? Poprzez orzeczenie kary pozbawienia wolności - ale bez zawieszenia?

Pan Profesor wyjaśnia,

Zdaniem Rzeplińskiego, wymierzony w tej sprawie wyrok stanowi też informację dla prokuratorów i policjantów, że "nie muszą się przykładać do takich spraw".
Jak nadmienił, takie orzeczenie sądu "rozbraja policję", gdyż policjanci mogą nie reagować na prośby mieszkańców o udzielenie pomocy w takich wypadkach jak we Włodowie i będą postępowali w przekonaniu, że "ludzie sami wymierzają sprawiedliwość".
- Taki będzie wydźwięk tego, że państwo oddaje sprawiedliwość motłochowi - zaznaczył Rzepliński.

Mam nadzieję, że prof. Rzepliński zamknął sobie drogę do funkcji ministra sprawiedliwości.

Nie jestem profesorem, karnistą ani specjalistą od ochrony praw człowieka. Rozumiem za to jedno: jeżeli państwo zostawia obywatela na pastwę przestępcy, zdając jego zdrowie, życie i mienie na łaskę bandyty – to takie państwo nie wypełnia swoich konstytucyjnych zadań. Państwo nie oddało sprawiedliwości motłochowi, lecz porzuciło swoich obywateli, co doprowadziło tych ludzi do popełnienia przez nich przestępstwa. Prof. Rzepliński słabo, zdaje się, odróżnia skutki od przyczyn.

I kiedy już wydawało mi się, że na tej wypowiedzi sprawa się skończy, nieoceniona GW publikuje list otwarty obrońców oskarżonych.

Cały list tu:

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,4623778.html

ale ja chcę zwrócić uwagę PT. Czytelników na fragment następujący:

Pan profesor swoimi wypowiedziami nawiązał niestety wprost do najgorszych przykładów, z jakim mieliśmy do czynienia w tzw. IV RP w wydaniu ministra sprawiedliwości, czy szefa CBA, wydających na ludzi wyroki przed ich osądzeniem przez Sąd, i bez znajomości materiału dowodowego.

Tu szczęka mi opadła na ziemię.

Gdyby nie cytowany fragment, uznałbym przytoczony apel do prof. Rzeplińskiego za wart poparcia.

Jeśli mnie pamięć nie myli a google nie kłamie, to kilku oskarżonych w sprawie przesiedziało w aresztach kilka miesięcy, zanim w listopadzie 2005 r. min. Ziobro polecił zrezygnować wobec nich ze środka zapobiegawczego. W motywacje tej decyzji nie wnikam, bo jeszcze-obecny-minister jest raczej zwolennikiem zamykania kogo się da albo i nie da na czas procesu, ale po tej decyzji opinie prawników były pochlebne. Wyjąwszy nieocenionego prof. Filara, oczywiście.

Więc w co grają moi koledzy po fachu – czy zaliczenie Rzeplińskiego do kaczystowskich oprawców to jakiś wykwintny chwyt erystyczny? Czy hermetyczny żart? A może po prostu zwykła mściwość, żeby nielubianemu jeszcze-ministrowi wreszcie dokopać, skoro nie trzeba już publicznie okazywać w imieniu oskarżonych i ich rodzin wdzięczności?

Ale! Koledzy! Nic w życiu pewnego nie ma, jest tylko śmierć i podatki. Może jeszcze będziecie min. Rzeplińskiego przepraszać?

A o kandydatach na ministra sprawiedliwości – w kolejnej notce.

 

Sharpson
O mnie Sharpson

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka