Dziś edukacyjnie.
Zakładam, że większość PT. użytkowników Salonu wie, co to spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Mniejszości wyjaśniam, że sp. z o.o. to taki twór, co jest zakładany aktem notarialnym i polega na tym, że parę (albo i jedna) osób „zrzuca” się na kapitał zakładowy, obiera prezesa i czeka na pozytywny efekt działalności spółki tj. zyski. Jeżeli ich nie ma – trudno, spółka ogłasza bankructwo. Ograniczona odpowiedzialność polega na tym, że wspólnicy tracą wówczas to, co do spółki wnieśli, nie muszą natomiast długów spółki płacić z własnej kieszeni.
Co innego zarząd spółki.
Tytuł prezesa i związane z nim apanaże zazwyczaj bardzo są przyjemne, jednakże jest i druga strona medalu. Jak stanowi bowiem kodeks spółek handlowych:
Art. 299. § 1. Jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania.
§ 2. Członek zarządu może się uwolnić od odpowiedzialności, o której mowa w § 1, jeżeli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub wszczęto postępowanie układowe, albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcie postępowania układowego nastąpiło nie z jego winy, albo że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcia postępowania układowego wierzyciel nie poniósł szkody.
§ 3. Przepisy § 1 i § 2 nie naruszają przepisów ustanawiających dalej idącą odpowiedzialność członków zarządu.
W praktyce wygląda to tak:
-
jeżeli PT. Czytelnik prowadzi firmę a kontrahent w postaci spółki z o.o. nie zapłaci za fakturę, można dochodzić należności przed sądem – a potem udać się z nakazem zapłaty czy wyrokiem do komornika z wnioskiem, o ściągnięcie należności;
-
jeżeli konta spółki są od dawna puste, a jakiegokolwiek majątku brak, komornik zwraca nam wyrok z adnotacją, że egzekucja jest bezskuteczna. Uwaga! Wyrok lub nakaz zapłaty nie zasługuje jeszcze na powieszenie na gwoździu w miejscu wiadomym, bo nieściągalną należność można sobie odpisać od podatku, a od niedawna – odzyskać również naliczony VAT.
To jednak nie koniec. Przytoczony wyżej przepis pozwala żądać zapłaty od członków zarządu (prezes, wiceprezes itp.) niewypłacalnego kontrahenta. Jeżeli zarząd nie fatygował się formalnym ogłaszaniem upadłości (95% przypadków), albo i złożył taki wniosek, lecz sąd odmówił wyznaczania syndyka itp. z uwagi na brak majątku pozwalającego chociażby na opłacenie kosztów postępowania upadłościowego (a jest to wstępnie ok. 30 tys. plnów) – wówczas prezesi są nasi. Można ich pozwać o zapłatę tylko na tej podstawie, że zarządzana przez nich spółka nam nie zapłaciła.
Zazwyczaj zarząd takiej niewypłacalnej spółki poprzepisywał już majątek na rodzinę i nie posiada w takim przypadku nic wartościowego. Dlatego warto zapłacić przed pozwaniem prezesów pareset złotych detektywowi, by zorientował się w ich majątku – a nuż członkowie zarządu nie okazali się odpowiednio bystrzy?
Odpowiedzialność majątkowa członków zarządu za długi spółki nie trwa wiecznie. Przez długi czas sądy przyjmowały, że roszczenia przeciw takim osobom przedawniają się po trzech latach od daty umorzenia egzekucji przeciw firmie.
W październiku ukazało sie wreszcie uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z 18 kwietnia tego roku (sygnatura sprawy V CSK 55/2007, jakby komuś się przydało). Sąd Najwyższy w Mądrości Swojej (dalej: SNwMS) orzekł był, że odpowiedzialność członków zarządu nie ma charakteru odszkodowawczego (co oznaczałoby 3-letni termin przedawnienia), lecz gwarancyjny. W konsekwencji SNwMS uznał, że: (a) roszczenia przeciw prezesom etc. przedawniają się po latach 10, (b) zarząd spółki może bronić się poprzez wykazanie, że niewyegzekwowany wyrok nakazujący „ich” spółce zapłatę był niezasadny.
Opisana wyżej kwestia stanowi doskonały przykład zawiłości naszego prawa. W kodeksie jest niby zapisany jakiś przepis; w praktyce dowiedzenie się, jakie są jego konsekwencje, wymaga specjalistycznej wiedzy. W dodatku interpretacja tegoż przepisu jest zmienna, i raz sąd wyciąga z niego jedno znaczenie, a drugi raz inne; SNwMS (ale w innym składzie orzekającym) uznawał wcześniej wielokrotnie, że członkowie zarządu odpowiadają wobec wierzycieli spółki na zasadzie płaconego im odszkodowania, a w dodatku nie mają prawa kwestionować należności przeciw spółce, jaka wcześniej została prawomocnie zasądzona.
Niby nie obowiązuje w naszym kraju system prawny opierający się na precedensach, jednakowoż dopóki SNwMS nie rozstrzygnie w sposób odmienny następnej kasacji, sądy rejonowe i okręgowe pewnie będą przez jakiś czas mieć opisaną interpretację na uwadze.
PT. Czytelnikom, którzy byli kiedyś w zarządach spółek, zalecałbym w tej sytuacji wzmóc ostrożność oraz przypomnieć sobie, czy ich spółka nie miała aby 10 lat temu jakichś niespłaconych długów. PT. Czytelnikom dotkniętym pospolitą przypadłością w postaci niemożności odzyskania swoich pieniędzy radzę przejrzeć stare papiery – może znajdą się nieściągalne długi, które można spróbować odzyskać w wyżej opisany sposób? Do tej pory prezesostwu wystarczyło odczekać 3 latka i można już było zabierać się za kręcenie lodów w następnej firmie; wygląda na to, że stare długi ciągną się o wiele dalej. I moim skromnym zdaniem – bardzo dobrze.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)