Shork Shork
127
BLOG

Sen sponsorowany

Shork Shork Kultura Obserwuj notkę 0

 Znowu wychodzę z pracy ostatni, cholerne siatki, plączą się. Nie mogę wyjąć klucza. Odstawię. O jest. Cholera, zapomniałem uruchomić alarm. Siatki. A niech leżą. Jaki to był kod? Aha. Piszczy?

Zamykamy. Co tych siatek tyle? Dawno powinienem sobie kupić skórzaną torbę. Jak ja to będę targał? Może coś zostawić. Ale co? Nie ma czasu. Zaraz odjedzie ostatni autobus. A do domu dwanaście kilosów. Idziemy. Jeszcze jeden zakręt. Jeszcze jeden. I przystanek. Pusty. Szlag by trafił. Która godzina. Znowu trzeba siatki postawić. Oprę o słupek. Gdzie ta komórka. Wpół do szóstej. A rozkład oczywiście zdarty. Piątek. Co za zadupie. Kurde. Zaraz. Ten nowy mówił, że jest jeszcze pociąg do samego centrum. stamtąd już się jakoś doturlam. W końcu z dworca muszą jeździć jakieś autobusy. Tylko trzeba iść w drugą stronę, wzdłuż wału i potem kawałek przez ogródki działkowe. Trafię. Pociągi słychać. Tych siatek to chyba było więcej. E, złudzenie. Całe szczęście, że założyłem te sportowe buty można w nich biec leciuteńko. Prawie bez zmęczenia. Teraz przed mostem, wzdłuż wału. O jak podskoczyć, to widać druty trakcji. Woda ciemna, leniwie płynie. Jakby mieć kajak to tylko cyk i w domu. Tak, a do pracy pod prąd. Dobra jest dworzec. Gdzie ta informacja. No jak to w piątki nie kursuje? To co ja teraz zrobię? A ten co jedzie? Co Pani mówi? To ekspres międzymiastowy. Taki superszybki. I nie zatrzymuje się. Na peronie dwie osoby.

Cyganka coś tam przeżuwa i gość w garniturze z walizką. Podejdę do gościa. Człowieku, nie chcę kupować od ciebie parasola. Zobacz jaka pogoda, środek lata. Powiedz jak do miasta się dostać. E tam, gadaj z takim. Może jakiś postój taksówek? Jest po drugiej stronie, pusty. I tak nie można przejść przez tory. Kto wymyślił dwumetrowe perony? Człowieku nie kupię od ciebie parasola, odczep się. Zobaczę co mam w tych siatkach. Stawiam na ławce. Jakieś plastikowe łańcuszki, a w drugiej materiał zwinięty w rulonik. To rolety. Rzeczywiście miałem przywieźć do domu rolety. Jakie ładne udało mi się kupić. Będą świetnie pasowały do kuchni. Pakuję wszystko z powrotem. Gość w garniturze patrzy z zazdrością. W drogę, z powrotem wałem do mostu. Biegnę prawie bez wysiłku. To te buty. Trochę nie pasują kolorem, ale nieważne. Wygląda jakby nurt rzeki zmienił kierunek. Złudzenie. Słoneczko świeci, ale nie za mocno. Na moście odpoczywam chwilę. Może złapię jakąś okazję. Macham na ciężarówkę. Kierowca nawet nie przyhamował. Więcej nie widać.

Trudno pobiegnę najpierw prawą stroną. Tam jest chodnik. Potem są dwa domy, kawałek parku i kończy się chodnik. To jakieś kilometr może dwa. Biegnę. Deszcz? Na niebie nie było ani jednej chmury. Skąd deszcz? Coś majaczy przede mną. Dwóch kolesi prowadzi motocykl. Właściwie pcha. Kiepsko im idzie. Tylna opona sponiewierana. Druty szurają o asfalt. Pomogę. Widać już budynki. Tu jest warsztat. Obaj kręcą głowami. W tym drugim budynku jest lepszy. Dobra co mi tam popchnę jeszcze kawałek. Tym bardziej, że przestało padać. Machają rękami na pożegnanie. Biegnę dalej. Jak ten park się rozrósł! Kilka tygodni temu ledwo krzaczki a teraz zarosło nawet pomniki z czołgami na cokołach. Muszą czymś specjalnym podlewać, że rośnie tak bujnie. No i koniec. Płot. Trzeba przejść na drugą stronę. Wygląda jakby tu wcale nie padało. Słońce przygrzewa. Ścieżka biegnie wzdłuż pola pszenicy, a ja ścieżką. Przy mojej alergii powinienem już zacząć kichać i płakać. Lekarstwa są niezawodne. Ścieżka skręca zaraz koło tej wierzby. Jak pięknie. Mogę tak biec i biec. Naprzeciwko staruszek. Siwiuteńki. Niezłe tempo. Markowe ciuchy. O ma takie same buty jak ja. Zagapiłem się, wpadam na innego biegacza. Tym razem to kobieta, chyba żona staruszka. Podnosimy ją razem. Nic się nie stało. Jest cała tylko lekko zdyszana. Uśmiechają się oboje na pożegnanie. Stoję chwilkę w cieniu wierzby. Ciepło, ale nie gorąco. Z daleka rozpoznaję znajomą sylwetkę. Zbliża się. Jeszcze nie chcę wierzyć. Tak. Jestem pewien. Wybiegła mi naprzeciw. Taki kawał z domu. Skąd wiedziała, że będę wracał tędy? Kilka metrów przede mną zwalnia idzie. Nie jest spocona, używa takich dezodorantów jak ja. Obcisła koszulka. Błyszczące jak od balsamu nogi. Już czuję jej zapach. Pochylam się do pocałunku. Coś pyknęło. To budzik.

Zawsze pyka cichutko i dopiero po dwóch sekundach dzwoni. Nie!. Jeszcze dwie sekundy. Dla snu to godziny, choćby minuty. Zdążę. Kochanie! Gdzie jesteś? Wyciągam ręce. Z nieba spływają kolorowe symbole i napisy:

Sen Sponsorowany przez.

„Suplek” – producenta leku przeciwalergicznego,

„Flozaur”- najlepszy dla roślin

Kosmetyki dla niej i dla niego marki „Synth”

Warsztat samochodowy „Kółeczko”

Rolety na każde okna – „Sunlight”

Szybkie linie kolejowe „Ekspresstu”

„Parasolex”

i producenta obuwia sportowego „Biega”.

Drrrrrrrryyyyyń.

*********

Wierzcie sobie albo nie, ja to tylko spisałem.

Shork
O mnie Shork

jaki jestem? Okropny! Zacząłem od Forum Frondy, teraz jestem na rebelya.pl. Mam swój blog osobisty i księgarnię na graniaste.pl. Kopię tekstów wysyłam na niepoprawnych. Wdając się ze mną w dyskusje, spodziewaj się wszystkiego.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura