Co gorsza oba te pisma prowadzą swoistego rodzaju licytację. „W sieci” licytuje, że jest bardziej za naszymi bohaterami, bo o Powstaniu Warszawskim pisze wyłącznie dobrze. Co ciekawe, nie przeszkadza im to w sprzedaży książki powstańca warszawskiego, Jana Ciechanowskiego, który już na emigracji posyłał większe gromy na Powstanie niż Zychowicz. „Do rzeczy” licytuje że bardziej pamięta o wyrządzonych nam zbrodniach, bo załącza drastyczniejsze opisy gwałtów i mordów. Tak właśnie wygląda ten segment prasowego rynku.
Nie zarzucam tym pismom, że przeinaczają fakty, ale metoda doboru artykułów sprawia że nie kupuję ani jednego ani drugiego tytułu. Nie oferują bowiem tekstów pozwalających historię lepiej zrozumieć zastępują je tekstami służącymi do rytualnego przeżywania co tydzień tych samych oburzeń i wzruszeń. Mnie to nie bierze. Jestem świadom skali zbrodni niemieckich i ruskich, ale nie widzę pożytku z zaczytywania się przytaczanymi szczegółowo opisami i danymi o ilości noworodków wbitych na widły ukraińskich zbrodniarzy.
Patriotyczne rytuały są ważne, ale poważne traktowanie historii nie powinno schodzić na drugim plan.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)