Kilka tygodni temu niemiecki Spiegel opublikował duży artykuł pod tytułem ‘Jak pewien naród napadł na świat’.
Artykuł artykułem, ale te komentarze! Spiegel zwykł w tydzień po artykule publikować wybrane listy od czytelników. A tam znaleźć było można tym razem następujące opinie: „To nie naród napadł na świat, zrobił to „Führer“ […]; „Zbiorowa wina ogranicza się do danego pokolenia […] i nie przenosi się na następców”; „prezentacje na temat współwiny[…] [pozostałych] krajów za ów straszliwy pożar świata tkwi, niestety, w powijakach”.
Dyskusji na różnych forach z końcówką .de nie będę nawet cytować.
Rozmowy dotyczyły raczej świadomości. Którą to, jak zwykle określa stan wiedzy i tego, co się za wiedzę uznaje. Różnice nie dotyczą faktów jako takich, tylko ich interpretacji. Nie podważano w tym roku istnienia paktu Ribbentrop-Mołotow, lecz jedynie spierano się o jego znaczenie.
Kwestia powrotu tzw. wypędzonych i zwrotu ich tzw. utraconego mienia traktowana była jako absurd i szaleństwo.
Towarzystwo szefowej Związku Wypędzonych nie jest już kompromitacją dla urzędującego Kanclerza. Rządząca partia Niemiec traktuje roszczenia tegoż związku jako normalne, co więcej: dla wszystkich Prawdziwych Europejczyków oczywistym staje się, że owi wypędzeni, zgodnie z prawem Unii Europejskiej o niedyskryminacji, mogą odzyskiwać swe niegdyś majątki (zwłaszcza w obliczu karygodnych zaniedbań w uregulowaniach i kompromitującej reprezentacji polskiej racji stanu, ale to trochę inna historia) i osiedlać się na terenach „tymczasowo pod polską administracją”. To dziś. A jutro?
Polecam wizytę na którymś z forów z końcówką .ru albo dyskusję z jakimś młodym, patriotycznym Rosjaninem, najlepiej w wieku i kondycji leminga: o niewielkim doświadczeniu życiowym, jednostronnej i ograniczonej wiedzy oraz w efekcie tym większej podatności na wpływ merdiów. A jakie artykuły dominują obraz np. II Wojny Światowej, dowiedzieliśmy się ostatnio wszyscy wspólnie.
Rozmowy z młodymi Rosjanami naprawdę polecam. Są bardzo pouczające.
Jej postać zaś wywiera wpływ, ba! dominująco kształtuje – samo pojmowanie narodów. Jest więc przedmiotem troski narodowych elit. Pewnych elit. A raczej – elit pewnych narodów.
W Polsce natomiast słyszę głosy podające w wątpliwość potrzebę polityki historycznej. Pamiętam, jak bardzoniemożliwym było kiedyś utworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego. Czytam o działaniach wymierzonych w Instytut Pamięci Narodowej.
Czy to dlatego, że kręgi podejmujące dziś w tych sprawach decyzje w POlsce są zdania, że możemy się w pełni i z zaufaniem zdać na politykę historyczną naszych sąsiadów? Że (w związku z tym – zapewne) nie ma potrzeby istnienia Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu? (A warto przypomnieć, że jest ona częścią IPN.)
Jeśli – zdaniem tych kręgów – tak jest właśnie, to czy – ponownie ich zdaniem – za przyczyną zbędności badania czy zbędności narodu polskiego?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)