O znaczeniu informacji rozpowszechnianych przez Internet wiadomo nie od dzisiaj.
Weźmy chociaż P.O. P. , który ustala stan prawny, rzucając okiem do wikipedii (PO co tam komu – a już na pewno P.O.P. - Konstytucja RP?)
To też znak, że pewne organy muszą pożegnać się z swym monopolem na informację.
Choć – z drugiej strony – jak tak popatrzeć na chronologię publikacji, to już wcześniej widać było, że tzw. mainstreamoweźródła… (ale no właśnie, jakie tam źródła?) czerpią pełnymi garściami z blogerów. I często nie kwapią się nawet podać, kto jest prawdziwym autorem.
Ale znowu: co tam! Bloger pisze nie dla dudków, w większości nawet nie dla sławy (zresztą, kto wie? ;-) , ale przede wszystkim dla ogłoszenia swojego poglądu i rozpowszechnienia go.
Jednak mimo wszystko uważam, że organy, ze względu na zwykłą uczciwość… no, ale mniejsza o to!
Ale od mniej więcej 14 kwietnia widzę w salonie głosy ludzi obarczonych jakąś widoczną niepełnosprawnością. Pióra niepełnosprawnością, oczywiście!
Gdyby nie biło to w oczy już przy lekturze nieporadnie skleconych zdań, pełnych błędów gramatycznych, często i ortograficznych, to budząca współczucie niezdolność logicznego rozumowania i tak nie pozostawiłaby wątpliwości: Onet wysunął wypustki!
Zapewne przez czysty przypadek są to autorzy bez własnych notek, choć trzeba przyznać, że co pracowitsi dorobili się przez te niecałe dwa tygodnie po paręset komentarzy.
Cóż z tego, że najczęściej rozjeżdżanych bezlitośnie przez czytelników.
Ja w tym widzę awanturnictwo i rozbijanie dyskusji.
Wydaje mi się, że jeden Onet wystarczy. Jak dla mnie, to i tak za wiele.
To element obniżający wartość tego miejsca, dyskusji i chyba całego obywatelskiego dziennikarstwa, do którego tak uporczywie się przykleja.
A przecież wystarczy po prostu BAN…



Komentarze
Pokaż komentarze (17)