Sir Winston Sir Winston
578
BLOG

Techniki cudów

Sir Winston Sir Winston Polityka Obserwuj notkę 13

Komuś, kto chciałby kreatywnie upiększyć swój wynik wyborczy, polecam wzięcie przykładu z ostatnich POlskich doświadczeń. Teoretycznie, oczywiście. Jak piszę w rubryce obok – to wszystko to tylko mój punkt widzenia.
Ludziom rozumnym polecam zdanie się na GWno.

Realizacji cudu sprzyja posiadanie dużej i jak największej liczby zdyscyplinowanych po ORMOwsku zaufanych komisji lub choćby komisji większościowo zaufanych. Najcenniejsi byliby naturalnie liczni członkowie komisji o palikociej mentalności, “ale cóż tam marzyć o tem” – ich już monopartyjnie zagospodarowano.
Technika I – dowożenie brakujących kart
Komisja przed rozpoczęciem pracy w dniu wyborów powinna ostemplować karty wyborcze, które są liczone. Ponieważ frekwencja wyborcza nie osiąga w Polsce już od lat wartości zbliżonych do 100% (ale kto wie, co nas w monopartyjnym zarządzaniu jeszcze czeka?), 60 – 65% kart w stosunku do zarejestrowanych wyborców powinno na ogół wystarczyć. Jeśli jednak w sprzyjającym momencie wrzucimy do urny część z tych kart, oczywiście uprzednio zaznaczając miłego nam kandydata, to dodatkowo pomagamy sami sobie: mamy szansę, że pod koniec dnia kart zabraknie. Podobnie działa zapewnienie niskiej liczby kart od początku. Gdy ich zabraknie – jak pamiętamy np. z roku 2007 – głosowanie się przerywa, organizując dowóz nowych. Te nowe powinny być również liczone, lecz czy ordynacja naprawdę to nakazuje? W czasie oczekiwania na dowiezienie kart można wrzucić (sprzyjający moment) zaznaczone już karty. Co prawda ordynacja jest niby jasna: urnę należy zapieczętować, lecz – znowu jak pamiętamy – nie ma potrzeby być aż tak drobiazgowym. Rok 2007 to 46 takich akcji w komisjach obwodowych.
Ważne: PO zamknięciu lokalu należy niezwłocznie uzupełnić podpisy za martwe dusze. Można nie liczyć z dokładnością do jednego, ale lepiej podpisać za dużo niż za mało.
Zaleta: duża skala cudu. Można nie tylko zużyć wszystkie karty danej komisji, lecz nawet otrzymać ich uzupełnienie. W końcu to przecież tylko zasługa świadomych swego obowiązku wyborców, że frekwencja w naszym obwodzie wypadła tak wysoko ;-)
Wada: W przypadku głosowania w dwóch turach prawdopodobieństwo, że ktoś niegłosujący w I turze zdziwi się swoim podpisem z pierwszej tury.
W przypadku niedoszacowania rzeczywistego poparcia dla przeciwnika możliwa druga tura mimo naszych starań.
Wniosek: metoda polecana do wyborów parlamentarnych, niepolecana do prezydenckich. (Zastrzeżenie znika w razie wprowadzenia osobnej listy na drugą turę – patrz technika II.) Liczba dorzucanych kart powinna pozostać w granicach rozsądku, w końcu kto uwierzy w 95% poparcia dla namiestnika (przykładowo)! Zresztą, niech nam coś udowodnią!
Technika II – Podmiana listy wyborców
Technika tego cudu w sporej części pokrywa się z techniką I, z tym że (najlepiej jeszcze PRZED pierwszą turą) należy przygotować warunki prawne do zniknięcia listy z pierwszego głosowania. Najlepiej, by rozporządzenie w sprawie aktualizacji listy(albo czegoś podobnego, tytuł to sprawa drugorzędna, ważne, by listy nikt już nie zobaczył) wydano bez zbędnego rozgłosu; to samo dotyczy przygotowania drugiej listy.
Ważne: Istotniejsze od nieprzesadzenia z liczbą dodatkowych kart jest podpisanie się za nieprzybyłych w pierwszej turze wyborców. Znowu: lepiej podpisać za dużo niż za mało, w końcu przy podmianie list nie mamy się już czego obawiać. W razie niewtajemniczonego w sprawę szefa komisji podpisywać szybko od razu po zamknięciu lokali, zanim wpadnie i zabezpieczy spis wyborców (nie dopatrzono 2010 w komisji nr 23* i zrobił się kłopot)!
Zaleta: Wynik bardziej wiarygodny niż w razie dowożenia kart, bo limitowany liczbą kart pozostałych do dyspozycji po wykorzystaniu przez przybyłych.
Wada: W zasadzie brak wad. Zarówno frekwencja, jak i uzyskane wyniki pozostają w zakresie prawdopodobieństwa.  Kwestia limitowania liczbą kart – do pominięcia.
Wniosek: Technika II stanowi udoskonaloną wersję techniki I, wymaga jednak przygotowania logistycznego na poziomie państwowym (stworzenie warunków prawnych do podmiany oraz utrzymanie jej w ciszy).
 
To jedynie dwa sposoby.
Może, jakbym pomyślał, wpadłbym na więcej?
 

*98 brakujących podpisów – względnie 98 dodatkowych, nieodgadnionego pochodzenia kart ;-) – to jedynie dowód szalbierstwa. Liczba 98 niewiele mówi o jego skali: nie mniej niż 98, nie więcej niż liczba oddanych głosów (4068) – tyle na pewno.
Na moje wyczucie będzie tego naprawdę między 500 a 750. Niech mnie który poprawi.
Zresztą, zdaje się, że raz tylko wykryto sfałszowany podpis w 2009 r. w komisji 158. Nie śledziłem tego jednak dalej; mała wpadka z podpisywaniem ZA WCZEŚNIE.

(Notka powstała z inspiracji Aspiryny. Aspirynę pozdrawiam.)

Sir Winston
O mnie Sir Winston

Large Visitor Map Wszystkie wypowiedzi w tym blogu stanowią osobistą i subiektywną opinię autora, który nawet sam uznaje się w POlskiej rzeczywistości za osobę spoza kręgu rozumnych. Młodym, wykształconym, z wielkich miast zaleca się niezwłoczne przełączenie na onet lub serwis informacyjny rządu - przynajmniej będzie się można poczuć jak jedna wielka rodzina. "Człowiek, który przypisuje sobie prawo posiadania własnego zdania na jakiś temat, nie zadając sobie uprzednio trudu, by go przemyśleć, jest doskonałym przykładem owego niezmiennego i absurdalnego sposobu bycia człowiekiem, który nazwałem masą"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka