Sir Winston Sir Winston
699
BLOG

Czy POlska zaprzeczy "ustaleniom" rosyjskich służb?

Sir Winston Sir Winston Polityka Obserwuj notkę 7

Od 10 kwietnia mam nieodparte wrażenie, że Zamach przeraził Tuska. Zaskoczył i przeraził.
Dalsze wydarzenia wskazują natomiast dobitnie, że akurat on nie był przygotowany na sytuację; ani w tę, ani w tamtą stronę.
Nie wyciągnął z Zamachu konkretnych korzyści; nie on.
Nie podjął też najmniejszych wysiłków, do których był zobowiązany z mocy sprawowanego urzędu, ogólnie można powiedzieć, że z tego punktu widzenia gładko kontynuował nicnierobienie, adaptując jedynie nieznacznie jego formy do powstałej sytuacji.

Z drugiej jednak strony odegrał przed Zamachem istotną dla jego przygotowania rolę, choć znowu nie mogę oceniać jej inaczej niż jako bezwiedną, bo chyba nie jedynie bezwolną; jak napisałem, jego wszystko zaskoczyło i przeraziło, a jego wyobraźnia ewidentnie postawiła mu przed oczyma inne, bardziej go dotyczące możliwości bezpośrednich i kierowniczych sprawców Zamachu.
Ale nie wszyscy byli przerażeni, nie wszyscy byli choćby zaskoczeni, ba! niektórzy sprawiali wrażenie całkiem nieźle do sytuacji przygotowanych.
(I jak szybko jechali do Warszawy! Podobno trasa, której Hołowczyc nie byłby w stanie pokonać poniżej 4 godzin zajęła komuś mniej niż 3 godziny. A stosowne przemówienie? Podobno archiwizatory internetowe dowodzą, że niezbadanym zrządzeniem losu pojawiło się w sieci przed godziną zamachu…)
Ale mniejsza w tym przypadku o innych, nagle spobożniałych, których tak ostatnio przepełnia chęć modlitwy (w miarę możności jak najbardziej publicznej), że w całym swym chrześcijańskim miłosierdziu chcą do swej „modlitwy” włączyć i bezbożnych, i heretyków i samego Łotra w domu Łotra nawet. To już nie nadstawianie drugiego policzka, lecz zupełnie czegoś innego, czego nie nazwę, ale o czym pisał Janusz Wojciechowski.
No, ale jeśli ktoś przestaje z samcami alfa, to przecież nie po to, by się trzymać za rączkę i wierszyki deklamować, tylko może się spodziewać konkretnych efektów.
Nie o tych zaprzańcach więc piszę, lecz o tym konkretnym, od którego zacząłem. Dostrzegam, że:
1.     Zamach go zaskoczył,
2.     Zamach i w szczególności zdarzenia po nim dowodnie wskazały podmiot jego lojalności: bynajmniej nie jest nim Naród kraju, którego przywództwo pozoruje, jest nim za to z pewnością kraj lub przywództwo kraju, w interesie którego działa, od kiedy objął urząd,
3.     podmiot tej jego lojalności nie ocenia tejże jako wartościowej: patrz 1. oraz wcześniejsze i późniejsze poniżenia i inne środki dyscyplinujące. Dla osoby znającej realia wojska środki te są same w sobie wystarczającym dowodem na istnienie konkretnego łańcucha dowodzenia.
Czy więc pozorant szefa rządu MÓGŁ w którymkolwiek momencie podjąć jakiekolwiek działania, do których nie tylko nie był zadaniowany, lecz które byłyby sprzeczne z realizowanym zadaniem, o którego celu i przebiegu nie potrzebował być, więc nie był poinformowany?
POnownie: dla osoby znającej realia wojska – a czymże innym jest organizacja płk. Putina? – pytanie to samo w sobie brzmi śmiesznie.
Teoretycznie mógł.
Jednak zdawał sobie sprawę z nieuniknionych konsekwencji.
Jego szansa polegałaby tu na podjęciu z sukcesem buntu, który postawiłby go ponad lub w pozycji niezależnej od zwierzchnika. Tylko wtedy mógłby dopuścić się niesubordynacji.
Zwierzchnik już po 1 IX 2009 roku dał mu odczuć, że jest z niego niezadowolony (pamięta ktoś jeszcze te 2 tygodnie zdjęcia parasola merdialnego?) i pozorant pragnął odtąd najbardziej w świecie, by taka sytuacja już nigdy nie zaistniała.
Dlatego bunt wymagałby prawdziwie wielkiej osobowości, a dodatkowo talentu stratega, a gdybyśmy z takimi mieli do czynienia, to pozorant nie zostałaby wyznaczony do roli pozoranta, prawda?
Zresztą, ilu może być Napoleonów?
Zwierzchnik, moim zdaniem, od razu po Westerplatte postawił na innego żołnierza w oddziale wyznaczonym do zarządzania Prywislanskim Krajem. Tylko że nie uznał za stosowne poinformować o tym uznanego za nieudolnego zarządcy PK. Poinformował za to najwyraźniej nowego dowódcę. Ten był przygotowany jak najbardziej.
Czy więc – wracając do pytania – czy Donald T. MOGŁ zachować się jak suwerenny przywódca suwerennego państwa?
Musiałby nie usłuchać rozkazu, który zakazywał zaprzeczać przez 24 godziny.
Sposób zapewne kazano mu samemu wymyślić.
Musiałby po upływie nakazanego czasu milczenia podjąć konkretne(!) działania, mimo dalszego istnienia podległości służbowej, godząc się z konsekwencjami lub starając się uzyskać pozycję, w której nie byłby nimi zagrożony.
Odpowiedź więc brzmi i w dalszym ciągu będzie brzmiała: NIE.
Niesubordynacja tego żołnierza nie będzie miała miejsca, ten „rząd” będzie nadal działał według rozkazów.
I tylko z tej perspektywy – perspektywy ciągłości łańcucha dowodzenia i zapewnionej subordynacji – należy rozpatrywać działania strony „polskiej” w kontekście wielkiego kraju.
 
Dodam proroczo, że dostrzegam, z powodu podważenia autorytetu zdyscyplinowanego publicznie dowództwa, konieczność wzmocnienia autorytetu dowódcy wobec podwładnych, czyli ludu PK. Być może będzie to oznaczało zmianę na stanowisku bezpośredniego dowodzenia z zachowaniem struktury*.
Być może nie nastąpi zmiana na stanowisku, lecz wzmocnione zostaną struktury, ale to silnie sugeruje stłumienie zarzewi buntu wśród podwładnych, żeby nie powstała równoległa struktura dowodzenia. Przytarcie podwładnych może być zresztą uznane za pożyteczne także w pierwszym przypadku.
W każdym razie, coś się musi zmienić, żeby nie powstał bałagan, i warto wiedzieć, że ta zmiana nie będzie wyrazem woli podwładnych (czyli ludu PK), nawet gdyby tak się w pierwszej chwili wydawało.

* Obserwacja wg stanu  na dzień 22-1-2011: Czyżby Schetyna miał być nowym plutonowym? W każdym razie wydaje się, że on wietrzy taką szansę. Czy przejmie wszystko, wraz z uzdolnionym do realizacji dużych operacji logistycznych T. Arabskim?

Sir Winston
O mnie Sir Winston

Large Visitor Map Wszystkie wypowiedzi w tym blogu stanowią osobistą i subiektywną opinię autora, który nawet sam uznaje się w POlskiej rzeczywistości za osobę spoza kręgu rozumnych. Młodym, wykształconym, z wielkich miast zaleca się niezwłoczne przełączenie na onet lub serwis informacyjny rządu - przynajmniej będzie się można poczuć jak jedna wielka rodzina. "Człowiek, który przypisuje sobie prawo posiadania własnego zdania na jakiś temat, nie zadając sobie uprzednio trudu, by go przemyśleć, jest doskonałym przykładem owego niezmiennego i absurdalnego sposobu bycia człowiekiem, który nazwałem masą"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka