Funkcja dyżurnego w klasie całkiem nieźle odpowiada pozycji kraju sprawującego „prezydencję” w Radzie Europejskiej. (O ile w szkole a la mode Hall jest takie zjawisko, przypuszczam że nie, a więc - notka jest skierowana do takich jak ja ludzi z dawnych czasów.)
I tak jak w szkole lekcje prowadzi nie dyżurny, lecz nadal nauczyciele a dzwonek wciąż dzwoni o tej samej porze co zwykle, tak i w Unii przewodniczącym Komisji UE pozostaje Baroso, ministrą spraw zagranicznych pozostaje czerwona baronessa i wszystkie pozostałe sprawy biegną swym normalnym torem.
348
BLOG
Polska od dziś – dyżurnym w klasie
Tak jak w szkole dyżurny biega po kredę, tak w Unii... hm... udziela głosu i pisze protokół, z tym że nie udziela ani nie pisze, jak mu się żywnie podoba, tylko "jak należy". A jeśli ktoś na co dzień zabierał mu kanapki, to i w dniu dyżuru nadal nie będzie miał co jeść na długiej przerwie.
Ale kto wie, może ta przemądrzała opryskliwa okularnica, Angela, ta z fryzurą jak od przystrzygacza żywopłotów (wiadomo, do czego takie bywają zdolne!) uśmiechnie się i poklepie go po plecach? W końcu jest dziś na świeczniku!
I jeszcze jedno podobieństwo: także w szkole trzeba by być niezłym błaznem, by z okazji takiego dyżurowania zadłużyć się na zakup futra z syberyjskich soboli[1] .



Komentarze
Pokaż komentarze (4)