33 obserwujących
136 notek
85k odsłon
  6326   0

Smoleńsk? Jak to się naprawdę odbyło? Co WIEMY?

Samolot tu154M PLF 101 miał na pokładzie cały szereg osób i przedmiotów, spośród których każdy / każda wystarczyłby specnazowi do próby przejęcia samolotu, zwłaszcza w warunkach zapewnionej ochrony na wypadek niepowodzenia przejęcia.

Po pierwsze, specnaz mógł spróbować, a skoro mógł, to prawie na pewno spróbował, usunąć dowódcę operacyjnego głównego wroga – NATO – generała Gągora. Taki zabieg jest z punktu widzenia wojska zawsze poważnym osłabieniem przeciwnika. Umiejscowienie go w czasie przed oficjalnym, w zasadzie pewnym objęciem stanowiska – to prawdziwy majstersztyk sprawnej służby specjalnej.
Zemsta to poważny motyw działania tych kręgach. Generalnie zasada jest prosta: NIE przebacza się. Dowiedział się o tym pułkownik Kukliński i jego synowie. Dowiedziała się Anna Politkowska, dowiedział się i Lew Trocki i Aleksandr Litwinienko.
Sens tej zasady jest prosty. Dzięki konsekwencji w jej stosowaniu wszyscy, którzy mają do czynienia lub zajdą za skórę CzeKa, po prostu wiedzą, że zemsta ich dogoni.
Człowiekiem, z którym car Władimir miał ponad wszelką wątpliwość wysoki rachunek do wyrównania, był Prezydent prof. Lech Kaczyński. Wskutek jego działań porażkę w aspekcie politycznym odniósł atak na Gruzję, jego cel pozostał boleśnie niezrealizowany. Ponadto przez pewien czas Rosja stała w świetle reflektorów jako Zły, a Rosja bardzo tego nie lubi.
Skoro wspomniałem o Aleksandrze Litwinienko, to od razu zadam istotne dla nas związane z nim pytanie, bardzo istotne dla tematu Zamachu Smoleńskiego: DLACZEGO do zamordowania Aleksandra Litwinienko ruskie służby użyły polonu?
Mogły posłużyć się czymkolwiek. Bronią palną, nożem, ładunkiem wybuchowym, siekierą. TIRem na białoruskich numerach, w końcu to sprawdzona metoda.
Ale nie. Użyto akurat polonu, który oprócz skuteczności cechuje się jeszcze jednym specyficznym przymiotem: oprócz Rosji jeszcze tylko ze dwie-trzy służby są w stanie użyć go do zabicia figuranta. Przy tym żadna z pozostałych nie wchodziła w grę.
A więc powstała taka sytuacja, że było to dzieło sygnowane, i to sygnowane w sposób nie budzący wątpliwości. Z drugiej strony sygnatura taka nie staje się dowodem w sprawie bez współdziałania państwa rosyjskiego w ustaleniu bezpośredniego sprawcy, a do takiej współpracy – co za zaskoczenie! – nie doszło.
Odpowiedź brzmi: właśnie DLATEGO. Nie po to przecież, by się kryć ze zdyscyplinowaniem Litwinienki, lecz by je zademonstrować.
Późniejsze zaprzeczanie to już tylko wyraz kolejnej zasady: Nigdy i do niczego się nie przyznawać.
Podobnie i żenująco ewidentne, ba! wręcz manifestacyjne fałszerstwa czy to zapisu CVR czy aktów zgonu, czy też samego przebiegu zdarzeń w czasie – wszystko to jest jasna wypowiedź: TAK, to byliśmy my i co nam zrobicie!
Ale wróćmy do naszego tematu notki.
Generał Gągor i Jarosław Kaczyński, to pierwsze dwie osoby, które warte były zachodu CzK.
Gwoli zwięzłości powiem o pozostałych jednym określeniem: przywództwo polskiego państwa. Polskiego, nie PO-lskiego. Za jednym –nomen omen – zamachem usunięto dowódców wszystkich rodzajów broni, po raz pierwszy w Polsce od Drugiej Wojny Światowej niezależnych od ruskiego zwierzchnictwa. Ujmijmy to w ten sposób, że był to poważny krok w kierunku powrotu tej części bliskiej zagranicy pod patronat FR. Oprócz wojskowych zlikwidowano także szefów instytucji istotnych dla funkcjonowania polskiego państwa, osoby nie do usunięcia w procedurach konstytucyjnych Rzeczypospolitej. W końcu starania powolnych Rosji grup trwały od 2007 roku i nie przyniosły żadnych efektów. Moim skromnym zdaniem, także wybory prezydenckie nie niosły dla Rosji perspektywy zwrotu, uważam że reelekcja prezydenta była przed nami, a ruski wywiad miał tego świadomość; to że produkują dla nas hipnotyczne wytwory tzw. sondaży nie znaczy, że sami w nie wierzą. Polecam przy okazji lekturę dostępnego w sieci dość starego już artykułu Grupa Trzymająca Sondaże, który nic nie stracił na aktualności.
Jeśli zaś chodzi o rzeczy, to pośród nich wystarczające do próby przejęcia były obecne na pokładzie urządzenia kodujące NATO. Dlaczego? Ano, nie dlatego, że w tym momencie cała Rosja miała jak jeden mąż dostroić częstotliwość i przejść na nasłuch, bo wiadomo, że w trybie awaryjnym całe kodowanie zostało w NATO natychmiast zmienione.
Nie można natomiast było zrobić już nic dla ratowania zapisów nasłuchów z przeszłości; one stały się dla służb Imperium Zła otwartą księgą.
Czy taka zdobycz to warte zachodu trofeum dla specnazu? Ciekawe, ilu napisze w komentarzach poniżej, że to bezwartościowy śmieć. A jak nie bezwartościowy, to że nie poniżyliby się dla niego zabiciem kogokolwiek, zwłaszcza – kogoś znienawidzonego i przeszkadzającego.
Na tym poprzestańmy, bo długie notki czyta się gorzej, a nie chcę rozbijać tej na dwie.
Skoro zdobyczą mogły paść zarówno cenne źródła osobowe, jak i cenny dla wywiadu sprzęt, to przebiegiem wydarzeń należało pokierować w taki sposób, by i jedne, i drugie pozyskać w stanie umożliwiającym dalsze wykorzystanie.
To oznacza kontrolowane dyskretne przekazanie samolotu w inne miejsce i lądowanie, a nie – rozbicie – z jednoczesnym odcięciem go od kontaktu z zewnętrznym światem oraz stworzenie iluzji całkowitej utraty samolotu w innym, pozornie oczywistym miejscu. Gdyby iluzji takiej nie stworzono, przejęcie samolotu byłoby tymczasowe, przejęcie osobowych i sprzętowych źródeł informacji – porażką.
W mojej ocenie TU 154M PLF 101 wylądował gdzieś 10 kwietnia bez ofiar.
Po wylądowaniu wyprowadzono z pokładu ludzi, po czym podzielono ich na grupy, dezinformując co do dalszych działań, przykładowo mówiąc, że grupa I uda się zastępczym środkiem transportu na pierwotne miejsce przeznaczenia, czyli do Smoleńska / Katynia. Prezydenta można było przy tym stosunkowo łatwo ponownie odizolować od grupy I, na przykład oferując mu dojazd w towarzystwie prezydenta FR, który o dziwo był obecny w pobliżu Katynia.
Grupa I to poza Prezydentem Rzeczypospolitej generałowie i najważniejsi przywódcy cywilni.
Wystarczyło wsadzić ich do autobusu pod pretekstem jazdy do Katynia i zawieźć, gdzie tylko się chciało a następnie – co najmniej wojskowych – poddać przesłuchaniu wg nowoczesnych i sprawdzonych (np. w Czeczenii) metod. Do uzyskania wszelkich potrzebnych informacji wystarczą dwa – trzy dni. Pamiętajmy, kiedy znaleziono którą grupę zwłok, dokładne zestawienie opublikowała któraś z Pań w salonie24, przykro mi – nie pamiętam nicku. Zwłoki generałów „odnaleziono” dopiero po paru dniach*. Pamiętajmy także, w jakim stanie były zwłoki, a w jakim – mundury: z oderwanymi orzełkami i dystynkcjami.
Czy to czegoś nie przypomina?
Grupa II to osoby funkcyjne w tym locie: załoga, personel pokładowy, ochrona.
Ich los także był przypieczętowany. Postawa żołnierza Specnazu wobec żołnierzy wroga jest jasno zdefiniowana i nie sądzę, by w bezpośrednim zetknięciu z nim miała ona nagle zmienić się na głęboko humanitarną. Ponieważ smoleński czwarty wymiar pochłonął broń i kamizelki kuloodporne borowców, słuszne wydaje się przypuszczenie, że w tej grupie stawiano opór.
Osoby cywilne bez istotnych funkcji państwowych – grupa III – zostały zapewne potraktowane łagodniej i odeszły z tego świata najwcześniej.
O ile oczywiście w ogóle odeszły.
Strona polska nie dysponuje obecnie żadnym dowodem śmierci którejkolwiek z osób znajdujących się na pokładzie. Być może za wyjątkiem Prezydenta.
Rozpoznawanie zwłok, liczne pytania o znaki szczególne, długotrwałość tej procedury sprawiają wrażenie raczej zbierania wskazówek do wybrania jakichś zwłok do podstawienia niż ustalania cech do identyfikacji.
Ile osób z pokladu PLF 101 żyło jeszcze w tamtym czasie?
Czy ktoś nadal żyje? Liczby osób na pewno nieżywych nie poznamy bez kompletu ekshumacji z badaniami DNA.
Co spadło obok Sewiernego? Co innego.
A co konkretnie, tego nie dowiemy się, nie mając u siebie szczątków, z tym że każda godzina upływająca od chwili zdarzenia powoduje coraz większe spustoszenie w śladach.
Choć kto wie, co zawierają materiały z obserwacji satelitarnej? Należałoby przy tym przeanalizować całość lotu PLF 101, bez luk, bo pamiętajmy, że przecież samolot na 18 minut znikł z radaru! Narzuca się, że to wtedy podstawiono inną maszynę, w końcu transpondera nie używano na Sewiernym ani przez chwilę.
 
 
Czy jest już ktoś, dla kogo to wszystko, co napisałem, to wyraz manii prześladowczej, paranoi... czego tam jeszcze...? „oszołomstwa”?
To proszę mi powiedzieć, CO wyklucza zdarzenia w wersji, którą opisałem. Zapisy CVR? Zapisy parametrów lotu? Proszę mnie nie rozśmieszać.
Jakie nie budzące wątpliwości FAKTY ją wykluczają, bo jeśli chodzi o argumenty z utworu s-f zbiorczego autora kryjącego się pod pseudonimem MAK, to przykro mi – szkoda zachodu.
W ogóle nie mam nastroju na s-f. Mrozi mnie za to myśl, że nie można wykluczyć, że zostawiliśmy żyjących ludzi na ich pastwę.

 

* Dodane 19 lipca 2011 00.10 - Lista dat powrotów ciał ofiar, sporządzona przez Intheclouds, dostępna także w zestawieniu na blogu Epitwo, proszę zwrócić uwagę na numery 85 - 90 oraz generał Franciszek Gągor - nr 14.

Lubię to! Skomentuj123 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale