Wynik poniżej 50% dla PiS byłby bardzo kosztownym zwycięstwem, jeśli powodowałby utworzenie rządu. Katastrofalny stan finansów i zapadające lada chwila płatności, katastrofalny stan przygotowania do Mistrzostw Europy, najprawdopodobniej problemy ze środkami z Unii Europejskiej, nieuchronny już raczej upadek euro – pytanie już tylko, w jakim zakresie nastąpią zmiany w tej walucie, ale nie czy przyjdzie nam pokryć poręczenia dla Grecji.
To wszystko jest ustawioną nie wiadomo dokładnie na kiedy, lecz tykającą bombą zegarową, którą PO prawie zostawiła Prawu i Sprawiedliwości. Po 9-10-11 bomba została pod siedzeniem nas wszystkich, ale nie ma i nie będzie już wątpliwości, czyja to bomba.
Dziś, w poniedziałek po wyborach, wiemy już, że nie powstrzymaliśmy PO w dziele zniszczenia. Za kolejne lata niewolnictwa naszych dzieci i wnuków ludzie wytypowani przez służby do odgrywania roli „rządu” będą nadal niszczyć kraj, mataczyć w sprawie Zamachu Katyńskiego, oddawać za bezcen swoim protektorom i mocodawcom zasoby jakże bogatego kraju i sprowadzać go do roli upadłej dziewki, która sprzedaje się za miskę strawy.
Jeśli jednak ktoś sądzi, że byłoby inaczej, gdyby wyniki ukształtowały się odwrotnie, to myli się, bo przeciwnikami Prawa i Sprawiedliwości pozostaliby przecież w dalszym ciągu Rezydent na RP, merdia lekkich obyczajów, partie Penisoryja i ta druga, założona za pieniądze GRU z reklamówki (a razem to spora – nomen omen – kupa posłów, połączonych historią, zależnościami i interesem) oraz całe to stado dotowanych autorytetów niemoralnych, namaszczonych przez GWno z przyległościami.
Wydawało mi się, że można – a więc i należy – nie dopuścić do bankructwa Polski, do wpędzenia nas w długi, przy których z nostalgią będzie się wspominać gospodarną przezorność Edwarda Gierka...
Najwyraźniej nie było to możliwe.
Najwyraźniej moi przyjaciele i rodzina nie są idealnym przekrojem elektoratu.
Wbrew mobilizacji wszystkich tych wspomnianych, wrogich Polsce sił udało się uzyskać dla PiS aż 30%.
Ale to nie wystarczy, Polska wybrała więcej tego samego.
Cieszę się więc tylko, że spośród dwóch realnie możliwych scenariuszy porażki wyborczej nie przypadł nam w udziale ten gorszy: wariant odpowiedzialności bez możliwości działania, czysto tytularna wygrana bez realnej władzy, a z taką mielibyśmy do czynienia, nie uzyskując 50+ % głosów.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)