Wiele już było sygnałów, że ramię hm... nazwijmy je cywilnym – w zjednoczeniu noszącym szyderczy kryptonim Platforma Obywatelska popadło w niełaskę u swego mocodawcy. Dziś mało kto pamięta, od czego się zaczęło. A zaczęło się od przesławnych obchodów 1 września na Westerplatte, na których car Władymir miał od któregoś momentu minę, jakby zjadł coś bardzo niestrawnego. Zdaje się zresztą, że Aniela Merkelowa stołowała się onego dnia w tej samej kuchni.
Wtedy po raz pierwszy dano Donaldowi T. odczuć, co to znaczy podpaść przełożonemu w wojskowej strukturze. Z zewnątrz można było zaobserwować bezprzykładne ataki na płemieła, którego nieznośne pytania żurnalistów rozbijały psychicznie tym bardziej, że nigdy przedtem nie zetknął się z minimalną choćby dociekliwością mendiów w ITI RP... tj. mediów – oczywiście.
Prawie że żal było patrzeć, sprawiał wrażenie zbitego psiaka, który niczego nie pragnie bardziej niż, żeby jego pan się już na niego nie gniewał. Po równo dwóch tygodniach ta swoista kocówa się skończyła, Donald T. zdaje się na dobre uwierzył, że wszystko poszło w niepamięć i jakby nigdy nic, zarządzał nadal powierzoną mu prowincją. Zwierzchnik najwyraźniej jednak musiał uznać, że nie ma co liczyć na rozwiązanie podstawowych problemów prowincji przez dotychczasowego hm... gubernatora i – nic mu nie wspominając o nowych rozkazach – postawił na inne kręgi i inne rozwiązania. To jest: trochę inne kręgi i nieco inne rozwiązania, nie sięgnął przecież po nic – i po nikogo – kogo/czego byśmy dotąd nie kojarzyli z Imperium Zła.
A o jakie rozwiązanie i które kręgi chodzi, można się łatwo zorientować, rozważając boleśnie proste fakty: kto w ostatnich latach awansował w naszym kraju na niespodziewanie wysoką pozycję, bijąc przy tym parę oficjalnych i nieoficjalnych rekordów świata w prędkości?
I tyle tytułem wprowadzenia w następującą aktualną obserwację: Oto znowu ktoś spuścił psy merdiów... tj. oczywiście: mediów na pana premiera. Nie dość, że rypnęła się sprawa z konstrukcją Amber Gold, to jeszcze rypnęła się tak, że – jak powiedział Dobry Wojak Szwejk – wyleciała wróblem, a wróciła wołem. Prowokacja z uczynnym sędzią może i była niewinna i niesponsorowana, ale to, co po niej nastąpiło, na pewno nie. I to przekroczyło oczekiwania wielu. Moje również.
A już kompletnie grubymi nićmi szyte jest opublikowanie zdjęć Donalda T. z usłużnym sędzią i prokuratorami, w tym – zajmującymi się śledztwem w sprawie AG... Dlaczego szyte? Może ktoś nie zauważył, ale to przyszło z TVN24(!), a takie zdradzieckie napaści nie zdarzyły się towarzyszom z bezpieczeństwa od dawna – od wspomnianego dyscyplinowania po wpadce na Westerplatte konkretnie.
Pisałem o tym bez mała już dwa lata temu (jak ten czas leci), a teraz chyba ma się na ziszczenie owego proroctwa: ONI będą chcieli zmienić coś pozornie istotnego, tak żeby w istocie nic się nie zmieniło. Bo kto wie, do czego to jeszcze mogłoby dojść! Pamiętajmy choćby o gorącym Aneksie do Raportu, nie wydaje się by można go zniszczyć, a i oddać (byle komu) – też przecież nie można! A to nieostatni dylemat tego typu: I rządzić tak dalej nie sposób, bo katastrofa za katastrofą stoją u bram w niecierpliwej kolejce do zwalenia się na głowę; i nie rządzić nie sposób, bo ktokolwiek to w normalnym trybie przejmie, będzie musiał zrobić bilans otwarcia i na dobry początek parę setek ludzi obdarować państwowym wiktem o dużo gorszym standardzie niż dotąd.
Dodajmy jeszcze, że od 29 września mają już teraz pewność, że zwykłą kosmetyką wiele już nie zdziałają. A że rychłe nadejście takiego stanu było do przewidzenia już od ostatniego Marszu Niepodległości, to i rezydent Rzeczypospolitej w przezorności swojej zaordynował takie zmiany w przepisach o zgromadzeniach, że po ich wejściu w życie (wkrótce) finał kolejnej patriotycznej demonstracji jest już niemal pewny: sprowokowane zamieszki, być może użycie LRADów i Bóg wie czego jeszcze, ofiary zajść i wyroki dla organizatorow oraz użycie pretekstu do załatwienia gangsterskich porachunków między oboma skrzydłami Zjednoczenia. Kto wygra – wiadomo. Poparcie cara ma swoją wagę.
Poza tym w końcu cała operacja Zmianado tego właśnie zmierza.
Przy tym sytuacja prawna za chwilę nie będzie już taka sama, jak jeszcze parę lat temu; poza ustawą o zgromadzeniach weźmy choćby rezydenckie uprawnienia do wprowadzenia stanu wyjątkowego i stosowane już obecnie środki kontroli komunikacji. To już nie przedprzełomowy siermiężny realny socjalizm, dziś technicznie bliżej mu do nowoczesnego socjalizmu pełną gębą, narodowego czy międzynarodowego.
Pytanie tylko: Kiedy? Na 11 listopada kręgi rezydenckie nie wyrobiły się z ustawą kagańcową, ale takie utrudnienie nie zmienia niczego w potrzebie przeprowadzenia planowanych działań, rozróba w połowie listopada to i tak dość późny termin.
Problem kasy i magazynu straciłby na znaczeniu...
Komentarze
Pokaż komentarze (5)