Wybory rozstrzygnięte 7 lipca 2024 roku pogrążyły jednak kraj w głębokim paraliżu politycznym, gdyż brak wyraźnego zwycięzcy doprowadził do podziału izby na trzy niemal równe obozy, niezdolne do zawiązania stabilnej koalicji. Najwięcej miejsc w parlamencie, bo 182 mandaty, zdobyła lewicowa koalicja Nowy Front Ludowy, wyprzedzając obóz prezydencki, który uzyskał 168 mandatów (co oznaczało spadek o blisko 80 miejsc) oraz Zjednoczenie Narodowe z wynikiem 143 mandatów. Brak bezwzględnej większości którejkolwiek z tych sił uniemożliwił tradycyjny model sprawowania władzy, zmuszając prezydenta do poszukiwania rozwiązań doraźnych.
Zgodnie z artykułem 8. francuskiej konstytucji, to prezydent powołuje premiera. Choć szef rządu nie ma formalnego obowiązku poddania się wotum zaufania zaraz po nominacji, musi mierzyć się z realną groźbą odwołania przez opozycję w dowolnym momencie. W efekcie w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy Francja miała aż czterech premierów. Gabriel Attal pełnił tę funkcję do lipca 2024 roku, po czym stery rządu przejął Michel Barnier, sprawując urząd przez trzy miesiące jesienią 2024 roku. Następnie François Bayrou utrzymał się na stanowisku przez dziewięć miesięcy 2025 roku, a obecnie funkcję tę piastuje Sébastien Lecornu. Wszyscy oni, mianowani przez Macrona, byli określani przez opozycję – zarówno lewicową, jak i prawicową – mianem „lojalistów prezydenta”, co tylko pogłębiało polaryzację.
Kluczowym problemem pozostaje brak konsensusu parlamentarnego w sprawie budżetu. Dług publiczny Francji oscyluje wokół 117% PKB, a każda próba redukcji wydatków lub podniesienia podatków kończy się groźbą wotum nieufności wobec „makronistów”. Obecnie Francja nie posiada uchwalonego budżetu na nadchodzący rok i funkcjonuje w oparciu o tak zwaną „ustawę awaryjną”. Pozwala ona jedynie na utrzymanie podatków i wynagrodzeń w sferze budżetowej na poziomie z roku ubiegłego, co w praktyce zamraża jakiekolwiek nowe inwestycje czy reformy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)