5 obserwujących
54 notki
32k odsłony
531 odsłon

Życie wyryte na cynowym kubku. Wstrząsająca historia

Marek Sikorski, "Życie wyryte na cynowym kubku" - książka o męczeństwie księdza Andreasa Faulhabera
Marek Sikorski, "Życie wyryte na cynowym kubku" - książka o męczeństwie księdza Andreasa Faulhabera
Wykop Skomentuj

http://marek-sikorski-autor.blog.pl/

Dwa lata i siedem miesięcy wisiały koło twierdzy w Kłodzku na szubienicy zwłoki księdza Andreasa Faulhaber. Zawieszone tak długo nie uległy one rozkładowi — był to swoisty znak czasu i męczeństwa.

Historia ta popadłaby w zapomnienie, gdyby nie pewne dokumenty i osobliwy świadek i dowód prawdy — duży cynowy kubek.

Kim był Anderas Faulhaber i dlaczego mowa jest o jakimś kubku? Urodził się on 21 maja 1713 roku w Kłodzku jako syn kowala, wytwórcy mechanicznych zegarów wieżowych. Uczył się początkowo zawodu w warsztacie ojca przy ulicy Czeskiej w Kłodzku. Jednak kowalstwo nie było przeznaczeniem młodzieńca. Ciągnęło go w stronę nauki. Dumnym i zazdrosnym okiem spoglądał na brata Augustyna, który kształcił się na teologicznych studiach w Pradze. Dla młodego Andreasa zabrakło pieniędzy na naukę. Skończył jednak gimnazjum w Kłodzku. Przez czternaście lat pracował jako nauczyciel domowy.

Czekał, aż zbierze pieniądze na dalszą naukę. Chciał zostać księdzem. Jego brat Augustyn pracował już jako ksiądz w Kłodzku. Marzenie Andreasa, aby pójść w ślady brata, się spełniły. W 37 roku życia został wyświęcony na księdza, stało się to we wrześniu 1750 roku. Pełnił obowiązki kapłańskie w Lądku. Dusznikach, Wojciechowicach. A ostatnio pracował w Kłodzku, gdzie też był nauczycielem w gimnazjum. Ksiądz Faulhaber był człowiekiem bardzo uzdolnionym, pracowitym i pełnym pokory. Zainteresowany przeszłością parafii napisał nawet małą książeczkę o świątobliwym arcybiskupie praskim Arnoście z Pardubic — wielkim dobroczyńcy, który został pochowany w kościele Wniebowzięcia NMP w Kłodzku. Do tej książeczki wykonał własnoręcznie kilka miedziorytów.

Lata jego kapłańskiej pracy przypadały na czas tragicznych wojen prowadzonych przez pruskiego króla Fryderyka II przeciwko austriackiej cesarzowej Marii Teresie. Wojska pruskie wtargnęły na Śląsk i do hrabstwa kłodzkiego. W parze z wydarzeniami wojennymi szły represje protestanckich Prusaków wobec katolickiego kleru. W wojsku pruskim zaś mnożyły się dezercje przymusowo wcielonych mieszkańców ziemi kłodzkiej.

Nakazem królewskim zabroniono księżom udzielania spowiedzi dezerterom i zobowiązano do wydawania ich władzom wojskowym. Tego rodzaju działanie narażało księży na łamanie tajemnicy spowiedzi. W tym momencie rozpoczął się dramat księdza Andreasa Faulhaber. Był to 1757 rok.

W Kłodzku rządzili nieprzychylni katolikom Prusacy. W twierdzy kłodzkiej znajdowały się wojska pruskie pod dowództwem generała de La Motte-Foque - potomka hugenotów, zaciętego wroga katolików i jeszcze większego przeciwnika kleru. Jego zastępcą był równie okrutny major d'O ( takie nazwisko- przyp. autora) - Włoch z pochodzenia, co prawda katolik, lecz wielki antyklerykał. Ci dwaj oprawcy przyczynili się do niesłychanej zbrodni na księdzu Faulhaberze.

Niechętni pruskim rządom, wcieleni do armii mieszkańcy hrabstwa kłodzkiego często dezerterowali. Dwóch takich dezerterów z pruskiej armii złapali królewscy husarzy we wrześniu 1757 roku. Byli to Joseph Nentwig i Johann Georg Veith. Pierwszy pochodził z ziemi kłodzkiej, był od ośmiu lat w służbie wojskowej. Drugi zaś, zupełnie młody — lat 18, był tylko 4 tygodnie w służbie wojskowej i też pochodził z ziemi kłodzkiej. Nie wiadomo, z jakiego powodu zeznali oni, że do dezercji namówił ich podczas spowiedzi nikt inny, jak tylko ksiądz Andreas Faulhaber. Prawdopodobnie owe zeznania zostały siłą wymuszone. Zapewne wynikały z szantażu, bo dezerterzy nie zostali specjalnie ukarani. Jeden z nich kupił sobie nawet po tym wszystkim piekarnię. Skąd miał pieniądze?

Dla komendantów twierdzy w Kłodzku, de La Motte-Foąue i d' O, nadarzała się dobra okazja zaatakowania kleru katolickiego. W twierdzy wrzało. Prusacy mieli okazję zemścić się na klerze popierającym Habsburgów. Okrutny generał de la Motte-Foąue i jego wspólnik major d'O zdecydowali wykorzystać kłamliwe zeznania dezerterów i aresztować niewinnego księdza. 5 września 1757 roku aresztowano go w domu parafialnym w Kłodzku. Został on wtrącony do celi więziennej w twierdzy kłodzkiej. I tak zaczęła się droga jego kaźni. Ciężkie warunki bytowania, liczne przesłuchania i brak obrony nie załamały księdza Faulhabera. Zarzucono mu, że doradził dezerterom dalszą ucieczkę, czyli popierał zakazaną dezercję. Za to groziła tylko szubienica.

Ksiądz Faulhaber nie przyznał się do winy, ale nikt tego nie brał pod uwagę. Nawet zabroniono mu dostępu do adwokata. Sprawa nieszczęśnika doszła do króla pruskiego Fryderyka II. Ten ku wielkiej radości, bo nadarzyła mu się okazja do niszczenia kleru katolickiego (król był protestantem) podpisał bez wahania wyrok śmierci.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura