Turcja atakuje Syrię w odwecie za ostrzał z moździerzy.
Przedstawiciele Syryjskiego reżimu cynicznie i pokrętnie oświadczyli, że
nie jest w interesie Syrii atakowanie sąsiada i że oni by tego nigdy nie
zrobili bo i po co? Jednak społeczność międzynarodowa nie dała wiary tej
zbrodniczej argumentacji i stanowczo zażądała innych wyjaśnień.
Sojusz Północnoatlantycki zażądał zaprzestania atakowania swojego
sojusznika i zagroził "poważnymi konsekwencjami"...
Na to przedstwiciele krwiożerczego tyrana Assada odpowiedzieli, że to naprawdę nie oni atakowali. I nie mają jak przerwać atakowania, bo po pierwsze - to nie oni, a po drugie - to Syria jest w tej chwili bombardowana przez Turcję a nie na odwrót.
A ja tak sobie myślę, że USA miało już od dawna ochotę wkroczyć do Syrii i zaprowadzić tam ład/demokrację/dobrobyt/prawa człowieka/powszechną szczęśliwość (niepotrzebne skreślić). Tylko ciężko by było wytłumaczyć społeczeństwu kolejną wojnę w dalekim kraju. Amerykanie są zmeczeni już tym "pomaganiem".
Teraz otwiera się furtka. Sojusznik z NATO został zaatakowany! I pan Obama, chociaż bardzo nie chce to jednak "zmuszony bedzie" dotrzymać sojuszniczych zobowiązań wobec bratniego narodu Tureckiego.
Pewnie będzie parę dni podkręcania atmosfery w mediach a potem cóż - sojusznik to sojusznik, prawda?



Komentarze
Pokaż komentarze (5)