"240 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania przyznał sąd znanemu opozycjoniście z PRL i byłemu działaczowi NSZZ "Solidarność" Zbigniewowi Romaszewskiemu. W latach 80. był on przez ponad dwa lata więziony za działalność niepodległościową."
Jest kilka aspektów tej sprawy, które są mocno wątpliwe z moralnego i prawnego punktu widzenia.
- Ten Pan został etatowym pracownikiem Solidarności. Za pensję dwukrotnie wyższą, niż zarabiał dotychczas. A pieniądze pochodziły z zagranicznych "dotacji" - czyli głównie od CIA. W pewnym sensie czyni to z tego Pana etatowym pracownikiem obcego wywiadu. Być może nawet najemnika.
- Ten Pan doskonale wiedział na jakie ryzyko się decyduje walcząc z władzą. Zakładam, że walczył o wolność Narodu, ze walczył z przyczyn ideowych. Walczył o lepsza przyszłość. Teraz domaga się za tą walkę zapłaty. Chce kasy. I ten fakt stawia go w bardzo złym świetle. Bo chłopcy z Powstania nie pytali o to kto i kiedy im zapłaci.
- Ten Pan został skrzywdzony przez komunę. Ale wyciąga rękę nie po komunistyczne pieniądze, nie po pieniądze Jaruzelskiego czy Kiszczaka, tylko po nasze wspólne. Te które odkładamy do wspólnej kasy w naszym wolnym kraju. Po pieniądze emerytów. Po pieniądze dzieci.
- Koniec końców: Ten Pan został skazany wyrokiem, który my dzisiaj widzimy jako niesprawiedliwy, ale który wtedy był całkowicie zgodny z obowiązującym prawem. Takie wtedy było prawo po prostu. W myśl prawa obowiązującego dzisiaj - ten Pan nie popełnił żadnego przestępstwa. Ale wtedy to było przestępstwo. Co z zasadą, że prawo nie działa wstecz?
MÓJ SALOMONOWY wyrok:
- Skoro ten Pan nie dba o honor ani o zasługi dla Polski, a dba tylko o pieniądze - proponuje odebrać mu wszystkie zaszczyty, ordery i medale. I ZAPŁACIĆ MU, skoro tego pragnie.
A w Encyklopediach i na Wiki napisać:
"Zbigniew Romaszewski -
były opozycjonista. Rachunek uregulowano w całości'
I podać kwotę.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)