Sprawa wyglada tak - prowadzę w Wielkiej Brytanii firmę. Nie chcę tu uprawiać kryptoreklamy, dlatego ogólnikowo powiem, że firma zajmuje się pisaniem tekstów. Z natury rzeczy - większość pracy wykonują dla mnie ludzie, którzy przysyłaja mi swoje teksty przez internet. Żyją w różnych krajach. Większości z tych ludzi nigdy nie spotkałem osobiście. Ludzie piszą dla mnie teksty, wystawiaja mi rachunek a ja go opłacam. Proste? Nie w Polsce.
Zgłosił sie do mnie dzisiaj młody człowiek z Polski. Kwalifikacje miał w porządku, studia skończył, jakie trzeba. Był chętny do pracy. Ja to rozumiem, że chętny - mieszkać w Polsce i zarabiać w funtach brytyjskich to bardzo świetna perspektywa. Sam jestem Polakiem i ciesze się, gdy mogę rodakowi choć trochę pomóc.
A teraz schody. Polskie schody.
Człowiek ten dopiero zaczyna karierę w zawodzie, więc własnej działalności gospodarczej jeszcze nie założył. Faktury wiec nie wystawi. Ja go nawet rozumiem. Na początku kariery zysk jest niepewny, a ZUS dusi za gardło. Nie ma co się spieszyć do zakładania.
Zaproponował mi więc, ze co miesiąc będę z nim podpisywał umowę-zlecenie. Pod koniec miesiąca on mi przez internet wyśle skan podpisanej umowy, która bedzie opiewała na sumę wykonanych w poprzednim miesiącu zleceń. Ja tą umowę sobie wydrukuję, podpiszę, zeskanuję a skan podpisanej przeze mnie umowy wyslę do niego. Mi w sumie wszystko jedno. Ja po prostu musze mieć rachunek od wykonawcy. Jakikolwiek rachunek. Trochę dużo tego drukowania i skanowania - ale co mi tam. Rodak jest rodak, prawda?
ALE. DUŻE ALE.
Ale okazuje się, że w UK nie ma instytucji umowy-zlecenia. A to oznacza, że gdybym podpisał taką umowę, to on automatycznie stałby sie moim pracownikiem. Musiałbym dbać o jego urlopy, odzież roboczą, BHP i tak dalej. Prawdobodobnie musiałbym tez zrobic mu szkolenie przeciwpożarowe. Ale to nie koniec.
Ten młody człowiek powiedział mi, że pytał w Urzędzie Skarbowym i powiedzieli mu, że taki układ (skanowanie-drukowanie-podpisywanie-skanowanie-wysyłanie) jest do przyjęcia. Ale nie pamietał biedak o ZUS-ie. A w przypadku umowy-zlecenia - to ja musiałbym opłacać część jego składki. Wyobrazacie sobie tę tonę papierów potrzebna do tego, aby firma, która nie ma siedziby w Polsce mogła zarejestrować się w polskim ZUSie?
Plus - wcale nie jestem pewien, czy Polski Urząd Skarbowy nie uznałby, że w takim wypadku osiagam cześć moich dochodów na terytorim RP. A wtedy zażądaliby ode mnie podatku. Kolejne papiery.
Ogólnie - ten człowiek nie ma szans w tym biznesie. Jest z góry skazany na porażkę. Z przyjemnoscią zleciłbym mu parę tekstów na próbę. Ale nie mam ochoty ani pieniędzy aby produkować tony papierów i zaswiadczeń, dzwonic do urzędów a byc może nawet latac do Polski i stawiać się w przysłowiowym pokoju 308. W efekcie - wolę dać zlecenie komuś z Hong-Kongu niż z Polski. Przykro mi, ale jak to mawiają "Biznes jest biznes".
A teraz powiem Wam jak by było, gdyby ten człowiek mieszkał w UK.
Firma mówi mu, że jest chętna mu zlecać pracę ale chce mieć rachunki. Dla niego to nie problem. Może wystawiać rachunki od razu. Wystarczy kupić stosowny bloczek w sklepie papierniczym. A na zarejestrowanie działalności ma TRZY MIESIĄCE.
Tak, dobrze przeczytaliście - jego rachunki są ważne i legalne nawet w czasie, gdy nie jest formalnie zarejestrowany jako przedsiebiorca! Jest tak dlatego, bo rząd Jej Wysokosci rozumie, ze małe firemki na początku nie generują zysków a czesto upadają, więc urzędy nie przejmują się drobnicą. Mają ważniejsze rzeczy do zrobienia niż analizownanie faktur na drobne sumy. Dzieki takiemu podejściu dają szansę młodym ludziom na sprawdzenie się na rynku. Filozofia jest prosta - jeżeli Twoja firma przetrwa rok podatkowy i bedzie generować zyski - to Państwo upomni sie o swoją działkę. Przedsiębiorca najpierw musi zarobić - aby potem miał sie czym dzielić. Proste, prawda?
Innymi słowy - jezeli podczas tych trzech miesiecy okaze się, że współpraca sie nie klei - to ten człowiek może zrezygnowac w kazdej chwili. Jedyne co musiałby zrobic na koniec swojej przygody - to zapłacić tutejszy ZUS. A najniższa stawka to 2.50 tygodniowo. Tyle by ryzykował.
A moja firma nie ryzykowałaby nic.
Z jednej strony - tony papierów. Z drugiej £2.50 tygodniowo i bloczek z papierniczego.
Widzicie różnicę?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)