Dawno nic nie pisałem na swoim blogu, chyba zwyczajnie nie miałem takiej potrzeby. Bardzo rzadko również Salon przeglądałem. Nie ukrywam, ze nie podoba mi się wklejanie na stronę główną w tak wielkiej i dominującej liczbie notek lewicowych blogerów nie zważając na jakość owych notek. Coraz ciężej 'wyłapać' tu coś ciekawego.
Żyję w ostatnich czasach jakby trochę na marginesie życia medialnego. Od 2 miesiecy nie oglądam zupełnie telewizji. Przeszło mi jak moje zauroczenie panią od muzyki w czasach podstawówki. Telewizor stoi jako mebel, brzydki, szary i nie spełniajacy żadnej funkcji. Tylko brak czasu i zapracownie powstrzymują mnie by wynieść go na śmietnik lub oddać rodzinie - może komuś przyda się całkiem sprawny telewizor na którym będzie mógł obejrzeć Taniec z Gwiazdami, serial o miłości czy poznać ciemną naturę Jarosława Kaczyńskiego.
Nie ukrywajmy - w dobie szybkiego internetu, telewizja jest pod każdym względem zbędna. Tym bardziej to coś co jest obecnie, ta popkulturowa i niestrawna platformiano-wymiotna papka.
Moja ucieczka w życie osobiste i pracę nie odciągneła mnie jednak całkowicie od informacji. Wklikujesz co chesz w Google, i masz - całą paletę serwisów informacyjnych, które wybierasz sam. Od dłuższego czasu do porannej kawy codziennie dodaję lekturę niezależna.pl plus kilka krótkich filmików z bieżących działań politycznych. Powstanie TV Gazety Polskiej poczytuję jako bardzo dobry krok, mimo mojej ciągłej urazy do tego organu medialnego która sięga tzw sprawy bp.Wielgusa. Interenet daje też możliwośc darmowego obejrzenia ciekawych filmów dokumentalnych, np pana Brauna, w których istny maraton poszedłem ostatnimi czasy, czy też dzięki sieci łatwo możemy poznać opinie ciekawych ludzi wyrażone na ich prywatnych vblogach. Z dużą przyjemnością obejrzałem przed kilkunastoma dniami video-wywiad z panem premierem Jarosławem Kaczyńskim właśnie tu, na S24.
Do jakich wniosków doprowadziła mnie ta internetowa pożywka medialna dni ostatnich?
Przede wszystkim, rocznica 10.04 ukazała nam, że mimo niesamowitej wojny propagandowej ze strony władzy i jej mediów, mimo niekorzystnej pogody, w całej Polsce setki tysięcy Polaków czynnie brało udział w celebrowaniu pamięci poległych na służbie pod Smoleńskiem. A należy powiedzieć, że te setki tysiecy to jedynie ułamek z tych co czcili pamięć, nie wszyscy jednakowoż mają potrzebę celebracji zbiorowej.
Widok kilkudziesiciu tysięcy rodaków w sercu warszawskiej Starówki musi napawać optymizmem.
Siedzę w ciepłym domu na warszawskiej Woli, popijam sok pomarańczowy w ponury chmurny dzień i nie mogę uwierzyć, że kilka kilometrów odemnie szerzy się jawne bezprawie. Widziałem w swoim komputerze, jak ludzie przebrani za strażników miasta bili jakiegoś spokojnego człowieka. Podobno jego przewiną było to, że stał na chodniku. Nie można stać na chodniku. Rano, 10.04, kilku posłów polskiego parlamentu zostało poturbowanych również przez panów, tym razem ci ubrani byli zupełnie jak policjanci - strażnicy wolności i bezpieczeństwa obywateli. Tym razem ofiary zajścia popełnili przestępstwo gdyż nie tyle stali na chodniku, ale próbowali nań wejść. Nowe prawo - nie można wchodzić na chodnik.
Po raz kolejny zastanawiam się, gdzie ja żyję? Jak jakaś zaraza, ciągnie się to prymitywne i brutalne flekowanie ludzi myślących inaczej, którego początek mieliśmy latem pod Krzyżem Smoleńskim. Władza idzie na całość. To jakaś surrealistyczna historia, obrazki jak z Orwella. Czy nie popełniłem właśnie myślozbrodni?
Oglądam dalej. Granatowy mundur, bociana czapka z żółtymi detalami, skórzany pas. Pod czapką rumiana ziemniaczana twarz. Obok w identycznym uniformie jakaś wyszczekana dziewucha, bardzo brzydka, o czerwonych rękach. Jej agresywne odhumanizowane słowa jak grom przypominają mi styl najznakomitszej funkcyjnej dziennikarki, której już nie muszę oglądać. Jestem wolny. Zaś panie ze skupu butelek wolę oglądać na żywo. Ten ton i 'argumentacja' dziewuchy w mundurze warszawskiej straży miejskiej przypomina mi jeszcze czasy moich wędrówek po portalach typu Onet i przeglądanie ichniejszych komentarzy platformianych cyngli.
Właśnie leniwie wchodzę na portal internetowy i widze zdjecia jak kilka osób w mundurach Straży Miejskiej usuwa przynisione przez warszawiaków na cześć Marii Kaczyńskiej tulipany. Przypominają mi się obrazki z Londynu i kwiaty pod Buckingham Palace. Czy ktoś je stamtąd usuwał..., do dziś Anglicy składają pod BP kwiaty i znicze w hołdzie księżnej Diany. Gdyby zabrano jeden najsłabszy kwiat, media na Wyspach podniosłyby rwetes, że Królowa wprowadza reżim. Jedyne co można w takiej sytuacji stwierdzić, że do Anglii nie dotarła jeszcze platformiana nihilistyczna ideologia, wg której kwiaty nie są symbolem pamięci, ale są niebezpiecznym wrogiem systemu.
Młodzi, wykształceni, z wielkich miast - grzmiała onegdaj na łamach polskojęzycznej prasy i w okienkach postkomunistycznych koncernów medialnych platformiana propaganda. Nigdy się na to kłamstwo nie godziłem. Jako racjonalista. Wszak wokół mnie: młodego wykształconego, z wielkiego miasta nigdy jakoś się platformersi nie kręcili, choć podobnie jak ja dzielą te 3 wymienione cechy.
Rehabilitacja Jaruzelskiego, pomnik dla bolszewickich oprawców, żyrowanie KGBowskiej wersji o Smoleńsku - może to już już nie młodzi, ale prędzej stare komuchy? Dziesiątki błędów ortograficznych w internetowych wpisach oraz bUl i tkwienie w ortograficznej beznadzieJI przez prezydĘta Komorowskiego. Czy to jeszcze wykształceni, a może już analfabeci? No i wreszcie: niech nas zobaczą, czyli sławny come out wyborców PO. Okazało sie bowiem nagle, że nie są oni z wielkich miast, ale zwyczajnie z Biedronki.
Władza kopie się po czole, siepie na oślep. Coraz mniejsze grono wyborców partii rządzącej jest coraz bardziej zdezorientowane i zawstydzone. Pora dopić sok, i udać się do pracy. Wsiąść w tramwaj, założyć słuchawki z utworami Gintrowskiego i marzyć o Polsce. A ta już niedlugo.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)