3 obserwujących
31 notek
13k odsłon
  300   0

Urok zmroku

Człowiek nie rodzi się ludzkim,
Staje się nim dopiero w procesie
                             wychowania…

                         / R.E.Park /


Istota ludzka, od momentu opuszczenia łona matki, życia oraz świata dosłownie przede wszystkim za pomocą swoich własnych zmysłów. Jednym z najbardziej kształtujących późniejszego człowieka, jego postępowanie oraz postrzeganie otoczenia, jest bez wątpienia  w z r o k, a w nim głównie oczy . Za ich pomocą, odbieramy obraz otaczającej rzeczywistości dnia codziennego, a więc, m.in.: barw dnia i nocy, brzydoty i piękna, wielkości i minimalizmu, sygnalizowanych zewnętrznie odczuć, uczuć, oraz gestów… Bez wątpienia także, wzrok tworzy jeden z najbardziej doskonałych w Naturze i jedyny w swoim rodzaju najdokładniejszy jakże pomocny i niczym nie zastąpiony dla późniejszej pracy umysłu. Oczywiście człowiek, w porównaniu ze światem zwierząt, pozostaje i tak gdzieś dopiero na końcu tej skali z możliwością ostrości, zasięgu, jak i precyzji swojego wzroku. Np. sokół,  jako stosunkowo niewielki ptak, jest ponoć w stanie dojrzeć w locie uciekającą w trawie mysz z wysokości zaledwie… 1,5 km. Więcej, potrafi ją jeszcze wtedy spokojnie upolować. Trudno więc porównywać z nim chociażby ostrość, zasięg i dokładność wzroku człowieka. Mimo to jednak, człowiek przy pomocy swoich oczu, obserwować może bardzo blisko, ale też i więcej niż bardziej daleko – chociażby odległe o lata świetlne  gwiazdy na nieboskłonie.
Diametralnie inaczej o oczach, jak w ogóle o wzroku, zmuszone są myśleć osoby które go miały ale w jakiś sposób utraciły, bądź urodziły się bez najmniejszej nawet szansy i możliwości rozróżnienia barw, wielkości, konturów… Ci pierwsi to wszystko znają jedynie z pamięci, natomiast ci drudzy zaledwie z opowieści, jak „coś” wygląda, jaką ma „barwę” bądź dający się zidentyfikować „kształt”... Niestety, nie mogą w żaden sposób porównać omawianej rzeczy, zjawiska, koloru… do absolutnie niczego, ponieważ od urodzenia nie widzą. Żyją na pewno tylko w świecie własnych, co najmniej dziwnych dla osób widzących wyobrażeń. Jednakże absolutnie nie umniejsza to w niczym ani ich ludzkiej godności, ani wartości. Przecież normalnie czują, słyszą, chcą i mają prawo do życia. Od zamierzchłej starożytności, z powodu ich „defektu” wzroku uważano, przynajmniej w niektórych środowiskach społecznych, że ludzie niewidomi, delikatnie mówiąc, są niepełnowartościowi umysłowo, stąd... W rzeczywistości, ludzie ci pragną i chcą, bo to przecież czysto ludzkie, wiedzieć o <<naszym>> świecie jak najwięcej, mimo, że w żaden sposób nie mogą go przecież fizycznie zobaczyć, a jedynie „namacać” – rozpoznając kształt…
Niestety, musiało upłynąć wiele dziesiątek, a nawet setek  lat, nim człowiek, zwrócił swoją, jak i społeczną uwagę na zagadnienie zmysłu wzroku. Jak powszechnie wiadomo, dopiero epoka Oświecenia  faktycznie podjęła problem, iż ten człowiek „obok” nas, chociaż chromy  (przy. autora: w konkretny sposób upośledzony fizycznie), ma także niezaprzeczalne prawo do życia, wiedzy, normalności… Jednym z pierwszych, bo już w roku 1749, który głośno powiedział o tym, był bez wątpienia – Denis Diderot  stworzonym wówczas dziełem: List o ślepcach do użytku ludzi widzących. Zwracał uwagę, a nawet apelował w nim o poświęcenie przez każdego widzącego, chociaż małej chwili uwagi naszym bliźnim, a więc ludziom, którzy mimo najszczerszych chęci nie podziwiają dnia, a ich życie piętrzy się czasami górą problemów tylko z tego powodu, że nie widzą…
Bez wątpienia, dzieło  Diderota stało się jedną z kluczowych konsekwencji coraz głośniejszego wstrząsu społecznego, wywołanego w roku 1777 przez oryginalny koncert muzyki kakafonicznej  ówczesnych ulic Paryża i jego okolic. Fascynację rozbudzał fakt, iż tę nadzwyczaj wrzaskliwą prezentację wykonywała specjalnie dobierana, jak i karykaturalnie wprost przy tym wystrojona grupa instrumentalna ludzi niewidomych. Chyba najbardziej dobitnie podsumował to jeden z ówczesnych muzyków i działaczy francuskich na rzecz niewidomych – Maurice de la Sizeranne : „była to publiczna zniewaga, jaką doznała ludzkość w osobach niewidomych”
Fundamentalnym problemem ludzi niewidomych był i jest bez wątpienia sposób porozumiewania – zarówno za pomocą czytania, jak i pisania. Absolutnym pierwowzorem pisma dla tej specjalnej grupy ludzkiej, była zmoczona kartka papieru z powiększonymi literami łacińskim napisanym kursywą oraz poddanymi jednostronnemu wytłoczeniu. Może dlatego kolejnym krokiem dla lepszego porozumienia się z niewidomymi stały się tzw. alfabety wypukłe (generalnie oparte na dwóch rodzajach pisma: pismo liniowe oraz pismo punktowe). Od roku 1784 miała szansę zaistnieć formalnie pierwsza na świecie szkoła dla niewidomych założona przez podróżnika i filantropa – Walentego Haűya.  Nim jednakże powstała szkoła, jego pierwszym uczniem został „znajomy’ młodociany paryski żebrak – Franciszek Lescuer, który ze swojej „pracy” utrzymywał rodziców i rodzeństwo. Haűy podejmując trud kształcenia niewidomego, rekompensował mu ten czas „pracy” rodzajem miesięcznej „pensji” przyjętą równowartością sumy uzyskiwanej z ulicznej żebraniny. W czasie jednego z takich spotkań, jego uczeń przypadkiem dotknął mocno wypukłej litery „o”, prawidłowo ją przy tej okazji odczytując. Jego dobroczyńca i mistrz zachęcony uzyskiwanymi wynikami, doprowadził do uruchomienia szkoły, do której przyjął pierwszych 12 uczniów. W dwa lata później (około roku 1786), mógł się już popisywać ich umiejętnościami na francuskim dworze królewskim, wzbudzając olbrzymie zainteresowanie problemem całej ówczesnej Europy. Niestety, wypadki Wielkiej Rewolucji Francuskiej doprowadziły do zmian statusu szkoły Haűy’a, którą ówczesna nowa władza ustawodawcza, przemianowała początkowo na: Instytut Narodowy, natomiast od roku 1801, już upaństwowiony: Institut National des Jeunes Aveugles, zwany – Instytutem Paryskim. Początki wieku XIX, to również faktyczna zmiana w zakresie stosowanego pisma dla niewidomych. Otóż litery pisane do tej pory – kursywą  zaczęto zastępować – antykwą , pozwalającą znacznie (ze względu na prostotę) przyspieszyć proces nauki czytania.  
Działalność Haűy’a faktycznie spowodowała tak szeroki rozgłos problemu w ówczesnej Europie, iż stopniowo ale jednak, zaczęło budować szkolnictwo dla osób upośledzonych zmysłem wzroku – niedowidzących, jak i niewidomych. W ten sposób zbudowano jego fundamenty, m.in.: Liverpool – od roku 1789; Bristol i Edynburg – 1793; Londyn – 1799; Berlin – 1806; Petersburg – 1807; Wiedeń – 1808; Wrocław – 1817.
Haűy jako nauczyciel uczył w instytucie wszakże tylko aż czytania, które dla niewidomego stanowi podstawę porozumiewania się. Natomiast poprzez dotyk palcami wskazującymi obu rąk (palec ręki prawej „odczytywał” literę-znak, a ręki lewej, sprawdzał jej umiejscowienie w kolejności wiersza), zdobywał tak ważną dla siebie elementarną wiedzę o życiu i świecie. W trakcie swojego pobytu w Niemczech, a ściślej w Berlinie, Haűy początkowo zastosował własną metodę druku wypukłego dla swoich podopiecznych. Zgodził się jednak na jej ulepszenie przez lokalnego drukarza niemieckiego Hebolda, który dla niewidomych, kazał tłoczyć książki specjalnie dużym i wypukłym liniowym pismem łacińskim (stąd czasami spotykamy nazwę: metoda Hebolda). Niestety, ówczesny świat, a tym bardziej <<stary kontynent>> (Europa), miał wówczas jeszcze żadne pojęcie o zmyśle dotyku, a szczególnie o kwestii: jaką różnicę tworzy dotykowe „odczytywanie” przez osobę niewidomą konkretnego wypukłego punktu, a wypukłej linii ciągłej, przerywanej, skosów, zaokrągleń…
Na pewno swojego rodzaju rewolucję w nauczaniu tej grupy ludzi, podjęło wówczas szereg wielu różnych specjalistów, jak i ludzi całkiem zupełnie „przypadkowych” w tej dziedzinie. Zapewne sporą nowością było wprowadzenie przez austriackiego nauczyciela szkoły niewidomych z Wiednia – Wilhelma Kleina.  Otóż jego „nowe” z roku 1818 polegało na tym, iż kształty liter oznaczył plastycznie wypukłymi kropkami na kształt danej litery alfabetu łacińskiego – tzw. perldruck (tzw. druk perełkowy). Wspierając się obserwacją oraz dokonaniami Haűy’a, stworzył w ten sposób tzw.  „alfabet punktowy”, w którym wszystkie linie ciągłe liter, zamieniał w szeregi bardzo licznych punktów, zachowując przy tym kształt poszczególnych liter.
Jego naśladowcami ale i szukającymi nowych rozwiązań byli m.in. Niemcy: Studer (w roku 1827), oraz W.Lachmann (w roku 1830). Innego sposobu „zapisu” próbował jeden z dyrektorów Instytutu Paryskiego, Francuz – Dufau, który zmierzał do likwidacji znaków dla niewidomych (kazał zniszczyć „system Braille’a” nawet bijąc i głodząc swoich uczniów; polecał bardziej system tłoczonego pisma Johna Altona). Niestety, starsi uczniowie uczyli młodszych wtedy już tylko jakby na przekór „braille’a”. Kolejni eksperymentatorzy, Anglicy, to m.in.: J.Gall, proponował w roku 1827 roku system triangularny (termin zapożyczony z astronomii i geodezji pozwalający na zastosowanie wyznaczania wyższych i niższych współrzędnych wypukłych punktów). Z kolei F.N.Lucas w okresie lat 1834-1835, proponował niewidomym stworzony przez siebie alfabet stenograficzny (zbudowany tylko z 8 podstawowych znaków, przy pomocy których stosując różnej wielkości kreski, kółka i łuki, można zbudować… 26 liter i 10 cyfr). W roku 1837 Alton zastosował duże litery łacińskie z kanciastym wykończeniem. W rok później (1838 r.) J.H.Frere oraz Blackheth posługując się podobnym pismem do F.N.Lucasa, stworzyli 24 ciągi literowe z przemiennym kierunkiem pisania. Inne próby rozwiązania problemu nauki niewidomych, jak i skutecznego ich porozumiewania się, podejmowali także, oprócz osób normalnie widzących, również ludzie tracący wzrok, jak również sami niedowidzący, oraz niewidomi. Jednym z bardziej znanych na tej płaszczyźnie był w roku 1847 m.in.: William Moon  – stworzył kombinację 4 rozmieszczeń 8 liter uproszczonego w piśmie alfabetu łacińskiego.   
Całkowicie nowy, rewolucyjny i inny od dotychczasowych sposób zdobywania wiedzy przez osoby niewidome, faktycznie wprowadził jednak dopiero Francuz Ludwik Braille.   Nim to nastąpiło, w szkole (Instytucie Paryskim) zagościł około roku 1820/1821 emerytowany oficer artylerii napoleońskiej – Charles Barbier de la Serre. Otóż zwrócił się on z propozycją do dyrektora placówki o ocenę pomysłu przekształconego pisma szyfrowego z okresu działań wojennych (polegało na skopiowaniu z armii francuskiej sposobu porozumiewania się w ciemności: tzw. „nocne pisanie”, porozumiewano się więc bez konieczności używania słów; opierało się ono na wypukłych punktach po 6 w 2 kolumnach). Propozycja miała być rodzajem „najlepszej” autorskiej pomocy nauki czytania dla niewidomych. Dyrektor szkoły poprosił jednak, by tę propozycję oceniali sami uczniowie, a wśród nich i 12-letni wówczas Braille. Propozycję zdecydowanie odrzucono jednak jako zbyt trudną do nauki i zapamiętywania (armia uczyniła to zresztą podobnie). Od tej chwili pracując samodzielnie nawet w wakacje, Ludwik Braille sam, wspierając się różnymi informacjami oraz własnym postrzeganiem jako niewidomy, opracował tzw. pismo punktowe – oparte zaledwie na 6 punktach (2 rzędy po 3 punkty każdy znak, rozmieszczone co 2-3 mm i zawsze ustawione w prostokącie), wymyślając dla nich 63 różne kombinacje. Za pomocą tego autor przewidywał możliwość zarówno czytania, jak i… pisania przez ludzi niewidomych. Wszystko dlatego, że każdy dotykany bądź „pisany” znak mieścił się pod opuszkiem jednego palca ręki.
W 1825 roku miał w ten sposób przygotowane tłumaczenie całego ówczesnego alfabetu na swój system wypukłych punktów. Podzielił go na cztery serie po 10 znaków każdy. Całość obejmowała apostrof, kursywę, litery (duże i małe), łącznik, numeryk, paragraf, znaki interpunkcyjne. W roku 1827 wydano po raz pierwszy broszurowe opracowanie tej tytanicznej ale szczegółowej pracy – „La Grammaire des grammaires". W dwa lata później (około roku 1829) Braille rozbudował opracowany system do 9 serii, dalej po 10 znaków każda. Od piątej serii ujął nieobecną do tej pory w alfabecie (a trudną w praktycznym zastosowaniu) – wypukłą kreskę. W ten sposób, w kolejnych seriach znalazły się: V seria – cyfry; VI – znaki interpunkcyjne; VII – specjalne znaki algebraiczne, matematyczne i muzykograficzne; VIII – uzupełnienie symboli matematycznych, fizycznych, chemicznych; IX – notacja muzyczna.
Sygnalizowane opracowanie punktowo-liniowe przedstawiono publicznie pod postacią kolejnej publikacji L.Braille'a pt.: "Sposób pisania słów, muzyki i śpiewu za pomocą punktów, do użytku niewidomych i przystosowany dla nich". Nie przeszkadzało to jednak w kreowaniu przez Braille’a swojej metody wśród swoich uczniów. Faktycznie dopiero w roku 1837, przyjęto zasady punktowego czytania i pisania według autorskiego opracowania Ludwika Braille’a do druku w Królewskim Instytucie dla Niewidomych. W roku 1850 opracowany przez Braille’a system stał się obowiązujący, niestety ale tylko na terenie rodzimego Instytutu Paryskiego. Za życia Braille’a, jeszcze w pełni nie doceniono wielkiego trudu opracowanego dzieła. Dość często za to sam autor spotykał się z wielką falą oporu ku powszechnemu stosowaniu swojej wiekopomnej metody. Wiadomo, że w roku 1854, w dwa lata po śmierci Braille’a, opracowany przez niego system czytania i pisania, wszedł jako obowiązujący w całym państwie francuskim. Natomiast w roku 1878, na międzynarodowym kongresie poświęconym osobom niewidomym i głuchym, padła propozycja zastosowania jego systemu celem próby w innych państwach. W rok później (1879 rok), system zaczął powszechnie obowiązywać w granicach Niemiec, a następnie carskiej Rosji. Wciąż jednakże poszukiwano systemu postępującego uproszczania wszystkich możliwych znaków, by je zastosować do poszczególnych alfabetów narodowych występujących w świecie różnych nacji, ras, a nawet pozostających w powszechnym użyciu dialektów oraz narzeczy służąc jako forma przyjętej komunikacji międzyludzkiej.
Wypadki I wojny światowej, spowodowały m.in. przyzwolenie zastosowania systemu „braille’a” na terenie Stanów Zjednoczonych, choć już w jego licznych rodzimych amerykańskich przekształceniach. Około połowy wieku XX (1950 rok), z inicjatywy UNESCO <<system Braille’a>> sprawdził się do tego stopnia w świecie, iż znalazł praktyczne zastosowanie nawet w odniesieniu do… około 800 dialektów oraz narzeczy powszechnie używanych na obszarze… „czarnego lądu” – Afryki.     
 
Problem ludzi niewidomych, znalazł swoje odzwierciedlenie również na rodzimym gruncie państwa polskiego, mimo że ono nie istniało. Stało się to faktem od roku 1817. Natenczas jakoby z poręki księdza Jakuba Falkowskiego , miał szansę powstać w Warszawie Instytut Głuchoniemych. Od roku 1822 przyjmowano każdego roku do tej specyficznej szkoły  t a k ż e  kilkoro dzieci niewidomych. 20 lat później – w 1842 roku, dzięki zabiegom innego działacza tego ruchu – księdza Józefata Szczygielskiego  utworzono nawet specjalną klasę dla dzieci niewidomych. Jednocześnie placówka zmieniła swoją nazwę na: Instytut Głuchoniemych i Ociemniałych. W szkole uczono głównie muzyki. Stąd niewidomi absolwenci tej „kuźnicy”, to przede wszystkim: nauczyciele muzyki, organiści, stroiciele fortepianów i pianoli. System nauki „braila” zastosowano na ziemiach polskich po raz pierwszy dopiero jednak w roku 1895, choć istnieją dowody, iż pierwsze próby miały miejsce już w okresie lat 1864-1865. Niestety zaniechano ich, ponieważ na tę chwilę brakowało jeszcze podręczników z dostosowaniem „braila” do alfabetu polskiego. Więcej, ówczesny dyrektor placówki – Jan Papłoński  stwierdził, iż znany uczniom polski alfabet jest na pewno wystarczający do nauki, niż jakieś dziwny system „braila”.
Kolejną zaistniałą szkołą dla niewidomych na ziemiach polskich, tym razem w obszarze Kresów, był – Zakład Ciemnych we Lwowie. Powstała ona dzięki fundacji ziemianina, a zarazem filantropa – Wincentego Zaręby Skrzyńskiego. Fundator zaznaczał w ten sposób szacunek i pamięć swojego niewidomego syna. Polecił więc wybudować w roku 1845 przy ulicy Łyczakowskiej stosowny do tego celu dom (otwarto go już w roku 1851). Początkowo liczył on tylko siedmiu uczniów z jednym nauczycielem. Przeznaczeniem szkoły miało być według fundatora: „… uczniów kształcić w języku polskim, muzyce, rachunkach, religii i niektórych rękodziełach, jako to: w pleceniu koszyków, powroźnictwie, szczotkarstwie, tokarstwie itp. […] aby według możności, po ukończeniu kursu naukowego na własne utrzymanie zarobkiem własnych rąk trudnić się mogli …” . Pierwszym kierownikiem placówki był Marek Makowski. Od roku 1868 zakład ten prowadził także kształcenie dla niewidomych dziewcząt. Natomiast w roku 1902, uruchomiono także oddział przedszkolny dla pozbawionych wzroku maluchów. Wiadomo, że metody „braila” uczono w tej placówce dopiero jednak od roku 1878. Na pewno pierwowzór stanowiła tzw. <<kuźnica Lwowska>>, gdzie od roku 1878 właśnie „braila” preferował polski emigrant z Francji – Aleksander Schȍnfeld. Do nauki „braila” powrócono dopiero w okresie I wojny światowej, gdyż w okresie kwietnia roku 1916 – października roku 1917, zakład przekształcono w ośrodek rehabilitacji dla ociemniałych żołnierzy wycofywanych tu z frontu…
Wiadomo, że w obszarze ówczesnego zaboru ziem polskich przez Prusy, także tworzono specjalne szkolnictwo dla ociemniałych, m.in.: we Wrocławiu – od roku 1817, w Szczecinie – 1850, w Wolsztynie – 1853 (szkołę następnie przeniesiono w roku 1872 do Bydgoszczy), we Wrzeszczu k/Gdańska – 1866. Generalnie system „braila” wprowadzono na tym obszarze dopiero w roku 1878, ale ucząc wyłącznie w obowiązującym języku niemieckim. Jako pierwszy system takiej edukacji zastosował Ch.Krohn wyposażając go aż w… 103 znaki (kurzschrift), który obowiązywał na terenach Prus i Austrii formalnie od roku 1895. Więcej, te specyficzne szkoły wyposażano dodatkowo w małe drukarnie, które specjalnie drukowały niezbędne podręczniki tylko dla swoich uczniów, oczywiście przy społecznej i ofiarnej pomocy lokalnych bibliotek szkolnych i specjalistów w tym zakresie.
Na terenie zaboru rosyjskiego natomiast, naukę dla osób niewidomych zapoczątkował od roku 1901 nauczyciel szkoły w Petersburgu – Perow. Kontynuatorem jego dzieła od roku 1909, pozostawał zecer szkolnej drukarni – Rajewski. W Warszawie natomiast, jako pierwsza inicjowała edukację dla ociemniałych od roku 1910 – panna Róża Czacka . Zapewne największym osiągnięciem w historii przystosowania polskiego piśmiennictwa dla osób ociemniałych – systemem „braila”, było zastosowanie rozwiązania autorstwa Czackiej oraz współpracującej z nią zakonnicy – Teresy Landy . Otóż obie stworzyły w oparciu o system Breille’a ciąg 263 zbiegów literowych, znaczników i skrótów, przystosowanych dla języka polskiego w założeniach:
•     pozostawiono niewidomym możliwość pisowni ortograficznej, stąd przesunięto wszelkie skróty do systemu skrótów i stenografii
•     pozostawiono podobieństwo maksymalnego zapisu między normalnym drukiem (czarnodruk) a zapisem „braila”, dlatego zwrócono uwagę na takie znaki, jak m.in.: znak dużej litery, kursywy, paragrafu, wiersza;
•    zachowano logikę wyprowadzenia znaków dla liter polskich ze znakami diakrytycznymi; stąd w wielu wypadkach odniesienie się do Tablicy Monniera , jako podstawy wszelkich badań, oraz wykorzystanie współzależności serii.
Końcowym efektem, prowadzonych prac przez Czacką i Landy od 1928 r., zostało powszechne uznane na mocy ówczesnego Zarządzenia Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, konkretnie – polskiego alfabetu dla niewidomych i skrótów ortograficznych za obowiązujące w polskim szkolnictwie specjalnym od roku 1934.
    Okres I wojny światowej, niestety nie poprawił na żadnej płaszczyźnie ani warunków życia, ani tym bardziej edukacji ludzi niewidomych. Więcej, przysporzył w znacznej mierze tworzenie wciąż nowych grup ludzkich z tego rodzaju kalectwem. W trudnym okresie odbudowy państwa polskiego, po 123 latach austriacko-niemiecko-rosyjskiego jarzma zaborów i niewoli, polskie ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, zdecydowało o powszechnym obowiązku szkolnym dzieci i młodzieży. W tym więc i dzieci i młodzieży niewidomej również. Od roku 1921, dzięki inicjatywie i zabiegom Marii Grzegorzewskiej  (późniejsza dyrektorka ośrodka i gorąca zwolenniczka rehabilitacji niewidomego w środowisku ludzi widzących; m.in autorka Psychologii niewidomych), zaczął funkcjonować w stolicy – Instytut Pedagogiki Specjalnej, w którym szkolno między innymi również przyszłe kadry nauczycielskie – w tym do edukacji także niewidomych. Właściwie od tej pory dzieci i młodzież z tego typu kalectwem miały już szansę uczestniczyć w zajęciach szkolnych dla nich – oczywiście tylko w miastach gdzie takie placówki mogły zaistnieć. W latach dwudziestolecia odrodzonego kraju, działał w stolicy także – Instytut Głuchoniemych i Ociemniałych, Zakład Ciemnych we Lwowie, jak również: szkoła dla niewidomych w Bydgoszczy, oraz szkoła dla niewidomych prowadzona przez zakonnice pod kierunkiem panny Czackiej. Oczywiście wszystkie te placówki edukacyjne były zaledwie przysłowiową „kroplą w morzu potrzeb”, scalanych natenczas ziem polskich. Ta ostatnia wymieniana szkoła była najbardziej profesjonalnie przygotowana do kształcenia dzieci i młodzieży z upośledzeniem braku wzroku. Ośrodek w Laskach posiadał w swojej strukturze: przedszkole, siedmioletnią szkołę powszechną, warsztaty dla młodzieży szkolnej, warsztaty dla osób dorosłych, schronisko dla dorosłych, drukarnię z systemem „braila”, oraz liczącą około 4000 książek (w systemie brajlowskim) bibliotekę.
    Edukacja osób niewidomych w odrodzonym państwie polskim, przebiegała także w różnych innych miastach scalanych ziem i różnych ośrodkach:
•    Jedną z pierwszych na ziemiach polskich, choć pod rosyjskim zaborem, szkołą (ośrodkiem) dla niewidomych, była w latach 1860-1914 placówka w Wilnie. Założyła ją ociemniała lekarz Maria Strzemińska  w oparciu o patronat Towarzystwa Kuratorium nad Ociemniałymi im. Cesarzowej Marii Aleksandrowny. W roku 1930 placówka, po formalnym przejęciu przez państwowe władze oświatowe, przybrała nazwę: Państwowa Szkoła Specjalna dla Dzieci Niewidomych w Wilnie. Więcej, szkoła i towarzystwo przy niej działające, swoją kuratelą obejmowała wszystkich niewidomych ze wszystkich wschodnich terenów byłego państwa polskiego bez rozróżniania wieku, płci, narodowości pochodzenia. W roku 1935, jeszcze bardziej rozbudowano tę edukację. Otóż oprócz szkoły podstawowej, zainicjowano także powstanie szkoły zawodowej w specjalnościach: koszykarstwo, rolnictwo, tkactwo. Obie szkoły funkcjonowały równolegle ale tylko do wybuchu II wojny światowej. Zamknięto obie w roku 1940, a wręcz zniszczono całkowicie około roku 1945, czyli z momentem zakończenia wojny i olbrzymim obowiązkiem przesiedleńczym Polaków, w związku z nowym podziałem granic Polski a ZSRR.   
•    Zapewne jedynym z „pozyskanych” od zaborców tego typu miejsc, była bezsprzecznie Bydgoszcz, a w niej – Zakład dla Niewidomych Dzieci. Ośrodek wspierany był przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, które swoją działalność kształtowało nie tylko na obszarze Pomorza, ale również i Wielkopolski. Zarówno poziom kształcenia, jak i ilość „pobierających” tu naukę był fatycznie dość wysoki. Podyktowane to było jeszcze tradycjami pruskimi (według obowiązku przymusowego kształcenia dzieci z roku 1911). Placówka była też jedną z najlepiej ówcześnie doposażonych – posiadała własną specjalistyczną bibliotekę i drukarnię (z niej pochodzi słynny polski elementarz brajlowski wydrukowany tu w roku 1925, który prezentowano na I Zjeździe Nauczycieli Szkół Specjalnych, jako podstawę do nauki dla niewidomych dzieci). Funkcjonowało także tzw. biuro kopistów, w którym katolickie organizacje społeczne siłą swoich członkiń, zajmowały się przepisywaniem książek. Pod szyldem placówki funkcjonowało także schronisko dla około 50 niewidomych osób, jak również publiczna biblioteka dla ludzi ociemniałych.
•    Jeszcze zupełnie innym, choć zaledwie „regionalnym” ośrodkiem dla niewidomych, bo tylko dla określonej grupy społecznej, pozostawał założony w okresie lat 1924-1926 przez ówczesną poseł na Sejm – Różę Melcer , Zakład dla Żydowskich dzieci Czterozmysłowych (ociemniałych i głuchoniemych) w Bojanowie (obecne województwo wielkopolskie). Zainicjowała ona wtedy także powstanie – Centralnego Stowarzyszenia Opieki nad Głuchoniemą i Niewidomą Młodzieżą Żydowską z siedzibą zarówno w Krakowie, jak i Warszawie. Niestety, gdy fundatorka zmarła w roku 1934, zakład skasowano, a uściślając – zabrano z Bojanowa, łącząc go z Instytutem Głuchoniemych i Ociemniałych w Warszawie.
•    W samej stolicy okresu międzywojennego funkcjonowały dwa prężne ośrodki trudniące się kształceniem niewidomych. Pierwszy, większy to niewątpliwie – Instytut Głuchoniemych i Ociemniałych. Placówka ta przyjmowała rocznie w granicach 300 – 400 uczniów do wydzielonych klas dla niewidomych. Zdobywana wiedza profilowała kształconych szczególnie w dziedzinie muzyki, kształcąc przede wszystkim nauczycieli muzyki, organistów, oraz stroicieli fortepianów. Niestety, okres I wojny światowej prawie całkowicie zniszczył budynki i pomieszczenia szkoły, jak również wcale pokaźną profesjonalną bibliotekę. Jedynym kontynuatorem tej edukacji pozostawało w tym miejscu Towarzystwo Niewidomych Muzyków (powstało w roku 1864), które czynnie brało udział w ówczesnym życiu, aż do wybuchu Powstania Warszawskiego w II wojnie światowej. Więcej, wielu członków tej organizacji czynnie uczestniczyło w bohaterskiej walce z okupantem jako łącznicy, kolporterzy prasy podziemnej, informatorzy oraz przechowujący broń, amunicję i środki opatrunkowe.
•    Innym, nie mniej znanym warszawskim, a właściwie podwarszawskim ośrodkiem były na pewno leżące na wschodnim pograniczu Kampinosu – Laski (między Izabelinem, Bielanami i Bemowem). Ośrodek, który dzięki pracującym w nim osobom, stanowił ówcześnie jedną z pereł warszawskiej myśli intelektualnej, filozoficznej i naukowej. Otóż w skład personelu pracującego z niewidomymi zaliczali się m.in.: krytyk i eseista Rafał Blűth;  rzeźbiarka i filozof – siostra Katarzyna (Zofia Sokołowska) ; dr filozofii z Sorbony Zofia Landy; poeta Jan Lechoń;  Jerzy Liebert;  siostra Nulla (Lucyna Westwalewicz);  filozof Jerzy Siwecki . Wiadomo, iż dyrektorem ośrodka od roku 1934 do wybuchu wojny był jeden z rzetelnych organizatorów rehabilitacji, jak i zawodowego szkolenia niewidomych Henryk Ruszczyc . Dzięki jego pomysłom mogło zaistnieć czteroletnie gimnazjum zawodowe, specjalizujące się w koszykarstwie, jak i szczotkarstwie. Ponadto uruchomił wówczas trzyletnią szkołę rzemiosł. Czas wojny wytłumił działalność edukacyjną, choć wciąż czynną pozostawała działalność szkoły rzemiosł. Więcej, Ośrodek aktywnie uczestniczył w walce podziemnej Warszawy, jak i powstania warszawskiego, stanowiąc dogodne  miejsce dla ukrywających się, zdobywania informacji, rozdziału środków do walki, opatrunkowych (polowy szpital dla rannych i chorych), oraz łączności i aprowizacji. Gdy powstanie upadło, w tym miejscu  był punkt organizowania rozdziału i pomocy w zakresie odzieży i żywności.
•    Na pewno godnym uwagi pozostaje inny, pozornie zupełnie niezależny fakt, iż od roku 1933 specjalne audycje dla osób niewidomych zaczęła nadawać – Łódzka Rozgłośnia Polskiego Radia. Była to audycja o nazwie: Łódzka Rodzina Radiowa. Jej popularyzacja i nagłośnienie na falach eteru codzienności człowieka niewidomego w szerokim gremium społecznym spowodowała całkiem niespodziewany odzew. Dzięki masowym zbiórkom społecznym, w krótkim czasie zebrano kapitał finansowy pozwalający wybudować od podstaw nową szkołę dla dzieci niewidomych na 100 osób, oraz internat dla 21 z nich. Więcej, ta właśnie łódzka rozgłośnia, nagłaśniając problematykę ludzi ociemniałych, wkrótce stworzyła swoje oddziały w m.in.: Pabianicach, Rudzie Pabianickiej, Zduńskiej Woli, Zgierzu. Faktycznie szkoła istniała do roku 1951 po wojnie, a owa rozgłośnia, zyskała miano prawie-że jedynego prawdziwego opiekuna ludzi niewidomych w rejonie łódzkim.
Generalnie, wydolność systemu edukacyjnego dla tej specyficznej grupy odbiorców – niewidomych, zarówno w grupie dzieci, młodzieży, jak i osób dorosłych była niestety w okresie dwudziestolecia międzywojennego znów zaledwie przysłowiową… kroplą w morzu potrzeb.
    Czas kolejnej wojny spowodował tylko częściową przerwę w edukacji niewidomych. Ośrodki w Bydgoszczy i Laskach dzięki pozwoleniu władz okupacyjnych mogły dalej szkolić przyszły potrzebny do pracy personel rzemieślniczy. Powojenne państwo polskie w okresie umacniania się reżimu władzy komunistycznej,  zastosowało specyficzny rodzaj dość istotnych zmian w edukacji niewidomych. Laski oprócz posiadanej szkoły podstawowej oraz szkoły rzemiosł zyskało teraz także przedszkole, jak i szkołę średnią. Więcej, do połowy lat 80 wieku XX, zespół tych szkół pełnił rolę głównego ośrodka dydaktyczno – wychowawczego  i naukowo – badawczego w zakresie dydaktyki, ale i rehabilitacji osób niewidomych. U progu wieku XXI (z końcem lat 80 XX wieku), szkoły liczyły już nawet około 300 uczniów. W kierunkach kształcenia przeważały takie specjalności jak: dziewiarstwo, szczotkarstwo i ślusarstwo. Natomiast czteroletnie liceum zawodowe, kształciło głównie w specjalności elektroniczno – mechanicznej. Bilans końca lat 70 wykazywał, iż przez ośrodek przeszło łącznie około 1800 dzieci i młodzieży (dokładnie: 1769 wychowanków). Z tej wartości: 197 uczniów ukończyło szkołę średnią dla osób widzących, a 62 osoby nawet… studia wyższe na UW.  
    Wiadomo, że do lat 60 Instytut Głuchoniemych i Ociemniałych jeszcze przyjmował do edukacji dzieci i młodzież niewidome. Po tym okresie, już tylko dzieci głuche. Do nauki niewidomych powróciły szkoły w Bydgoszczy i Łodzi. W tej pierwszej, oprócz szkoły podstawowej uruchomiono: trzyletnią szkołę zawodową o profilach: szczotkarstwo i ślusarstwo; jak również czteroletnie liceum zawodowe w specjalności: mechanika obróbki skrawaniem. Ponadto powstały wtedy także szkolne placówki m.in. w Gdańsk-Wrzeszczu, Krakowie, Owińskach k/Poznania Szczecinie i Wrocławiu. Osobne zakłady zaistniały też w:
- Lublinie → Państwowy Zakład Wychowawczy dla dzieci niedowidzących  (w jego składzie szkoła podstawowa, oraz Państwowy Zakład Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych);
                 → Zespół Szkół Zawodowych Centralnego Związku Spółdzielczości Pracy (w jego składzie: dziewiarstwo (dla dziewcząt); oraz elektromechanika (dla chłopców).
    Około połowy roku 1985 poza edukacją pozostawało ponad 140 osób, natomiast studia na uczelniach wyższych kontynuowało około 70-90 osób.     
Z dniem 4 listopada roku 1981 w placówkach polskich szkół specjalnych dla dzieci i osób ociemniałych wprowadzono zmodyfikowany polski alfabet „brajla” odpowiadający przyjętym polskim ortograficznych skrótom brajlowskim (skróty opracowano na zlecenie Polskiego Związku Niewidomych skierowane do Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Ich autorami pozostają językoznawcy: Tadeusz Józefowicz i Zygmunt Saloni).
Swojego rodzaju wymuszeniem przez ludzi ociemniałych po pierwszej połowie wieku XXI, a nawet zupełną „nowością” współczesności, stało się cudo technologiczne tzw. optofon  – pomocny przy czytaniu przez niewidomych, oraz optacon  służący niewidomym od początku lat 70, do pełniejszego porozumiewania się (zarówno czytania, jak i pisania).  
Na pewno znacznym „unowocześnieniem” z początkiem wieku XX w życiu ludzi niewidomych, było zastosowanie tzw. książek mówionych, które za pośrednictwem Polskiego Związku Niewidomych, mogą być im udostępnione na terenie całego kraju (około 60 wypożyczalni). Osoby niewidome, jak i niedowidzące, mogą także korzystać z przeznaczonych tylko dla nich czasopism, m.in.: Dłonie i Słowo (kwartalnik głuchoniewidomych); Nasz Świat (miesięcznik społeczno-literacki); Nasze Dzieci (miesięcznik dla rodziców dzieci niewidomych i słabowidzących); Gazeta Wyborcza (wybór artykułów z ciągu jednego tygodnia; wersja dźwiękowa - 1 kaseta tygodniowo); Głos Kobiety (dwumiesięcznik); Pochodnia (miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych); Promyczek (dwutygodnik dla młodszych dzieci); Światełko (dwutygodnik dla dzieci starszych); Życiu Naprzeciw (miesięcznik dla młodzieży); Wydawnictwo Nieperiodyczne (opracowaniem książek o tematyce beletrystycznej, popularnonaukowej, podręczników). Oczywiście współczesna doba naszego życia, z każdą chwilą wprowadza coraz bardziej powszechną różnorodność komputeryzacji na absolutnie każdej płaszczyźnie naszego istnienia. Stosowane technologie umożliwiają coraz nowocześniejsze komputery i ich nieocenione, ale wciąż rozwijane oprogramowania…

    Puentując całość, należałoby pewnie postawić problem wciąż bieżący, bo codzienny, namacalny i wciąż do bólu obecny w przestrzeni naszego życia nie tylko tu i teraz wokół nas, ale w regionie, kraju i na planecie Ziemi –

Jak wygląda obecny stan faktyczny zagadnienia, oraz jaki jest  najprawdziwszy, powszechny urok życia niewidomych w zmroku ?!

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo