dr Włodzimierz Nikitenko dr Włodzimierz Nikitenko
142
BLOG

Jego dostojność honor

dr Włodzimierz Nikitenko dr Włodzimierz Nikitenko Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

To co się źle zaczyna,

zazwyczaj źle się kończy…

 

         / Eurypides /

 

 

 

Praktycznie od najwcześniejszego początku swojego istnienia, człowiek był bardziej bądź mniej zmuszony stosować najprzeróżniejsze metody rozwiązywania licznych sporów z drugim człowiekiem. Tak było zarówno na płaszczyźnie spraw tylko i wyłącznie osobistych, jak i szeroko pojętego dobra grupowego, publicznego, czy wręcz społecznego. Te najbardziej drastyczne problemy, rozwiązywano w sumie „od zawsze” z pomocą użycia większej bądź mniejszej, wyważonej bądź brutalnej, pogodnej bądź chamskiej, ale zawsze siły. Nadmieniają o tym starożytne księgi odległego w czasie Sumeru, jak i równoległe im prawie hieroglify egipskich piramid. Temat podejmują również późniejsze dzieje świata opisywane przez Biblię, a nawet Koran. Podobnych dowodów doszukać się można również na przestrzennych obszarach starożytnego Dalekiego Wschodu chociażby w Wedach, ale i w opisach kolebki ludów <Czarnego Lądu>, bądź rozwiniętych cywilizacjach kultur azteckich, inkaskich bądź Majów. Oczywistym jednakże pozostaje, iż na pewno nie można do płaszczyzny tej wliczyć wszelkiego rodzaju starć, walk, potyczek, a nawet śmiertelnych pojedynków na śmierć i życie prowadzone przez niewolników. Im bowiem kazano zabijać, bądź wręcz umierać – czyż jedno z pozdrowień (a może jednak pożegnań) wychodzących na arenę gladiatorów[1] chociażby w rzymskim Kolloseum nie brzmiało prześmiewczo: „idący na śmierć pozdrawiają”. Nikt przecież nie kwalifikował tej właśnie jakże charakterystycznej i wcale potężnej w liczbach kategorii ludzi wyżej, niż zaledwie do poziomu tzw. mówiących narzędzi. Można patrzeć na to bardzo różnie, a jednak niewolnikiem było się nie tylko z urodzenia, ale najczęściej zostać można było przecież w postaci: porwanego lub porzuconego przez rodziców dziecka, jeńca[2] z licznych wypraw wojennych, a później podbojów kolonialnych, bądź jako dłużnik za nieuregulowane długi własne lub nawet rodzinne, jeszcze inaczej – jako osoba sprzedana w niewolę przez rodziców, ród, lub tylko daną społeczność…

Najprawdopodobniej okres ciemności średniowiecza Europy (przestrzeń IV-XII wieku naszej ery) wprowadzał, a właściwie rozszerzał od dawna istniejące, by nie powiedzieć na swój sposób upowszechniał i modyfikował nawet tylko dotychczasowe prawo „dochodzenia” własnych spraw z minionego jakoby okresu zamierzchłej starożytności. Modelował i wciąż poprawiał (a może – bardziej „unowocześniał”) je na drodze stosowanych coraz szerzej i powszechniej występujących ówcześnie już tzw. sądów bożych,[3] zwanych inaczej ordaliami, a wspartych w tym okresie bezsprzeczną mądrością, doniosłością i niepodważalnością doktryn religijnych Kościoła katolickiego, choć nie tylko. Generalnie, w większości zatargów międzyludzkich, które dotyczyły głównie naruszenia godności ludzkiej. Upraszczając – chodziło po prostu o obrazę, nazywaną naruszeniem honoru.[4] Sądów, względem których, określonym osobom stawiano realne oskarżenie o faktyczne bądź wyimaginowane tylko przestępstwa. Czasami były to przestępstwa pospolite, a czasami kryminalne, bądź z pogranicza jakoby kontaktów ze złymi mocami. Dotyczyły obrazy Kościoła lub tylko wybranych jego przedstawicieli. Mogły dotyczyć obrazy majestatu warstw posiadających, czci i majątku szlacheckiego, książęcego bądź królewskiego i jeszcze całego wachlarza innych spraw. Próbując wykryć ewidentną winę, bądź dowieść ich przeciwległego bieguna rozważań – pełnej nieskazitelnej niewinności. Otóż przeważnie zawsze, ten specyficzny rodzaj sądownictwa (sądów bożych), stosował jedną z wielu wybranych, a wcześniej skatalogowanych „rzeczywistych” prób w stosunku do każdego, któremu stawiano oskarżenie, bądź tylko podejrzenie o naruszenie tych na wskroś <żelaznych>, a ustalonych przez wieki faktycznych zasad niezłomności i sprawiedliwości boskiej i społecznej. Należały tu m.in.:

·       próba zimnej wody zwana także pławieniem czarownic

stosowana w Europie jeszcze w okresie wieku XVII; miała na celu rozstrzygnięcie, czy osoba oskarżona o czary jest rzeczywiście w posiadaniu złych mocy czarnoksięskich; próba polegała na przytrzymaniu przez jakiś czas jej głowy pod wodą, bądź całej postaci w wodzie na uwięzi (pozostawała w tym czasie całkowicie skrępowana sznurem, bądź tylko obwiązana nim w pół); jeżeli nie utonęła w pierwszym lub drugim przypadku to miała dostęp do mocy nieczystych – a więc winna, jeżeli utonęła – to znaczyło, że była jednak niewinna.

·       próba gorącej wody

polegała na zanurzeniu we wrzątku ręki aż do łokcia osoby oskarżonej; jeżeli wynikiem tej próby na skórze nie było poparzeń, osobę uznawano winną, jeżeli były – uznawano ją jednak za niewinną 

·       próba ognia lub gorącego metalu

osoba oskarżona miała za zadanie przejść określoną liczbę kroków przez ogień, lub przez określony czas trzymać rękoma rozgrzane do czerwoności żelazo; albo z zawiązanymi oczami przejść boso określoną ścieżką, gdzie po drodze rozłożono 9 rozgrzanych do czerwoności lemieszy; jeżeli się jej udało – wyrok głosił niewinność

·       próba krzyża

osobę oskarżoną i oskarżyciela ustawiano pod krzyżem z podniesionymi do góry rękoma; kto dłużej w takim stanie wytrzymał, ten był niewinny

·       próba czystości

jedyna ze wszystkich prób wymieniana w Biblii; otóż Bóg jakoby nakazuje przyprowadzenie niewiernej żony do kapłana, który dzięki odpowiednim ceremoniom towarzyszącym, podaje jej w końcu do picia „wodę zazdrości” (bardzo gorzka woda zmieszana z pyłem posadzki z miejsca przechowywania świętej hostii na ołtarzu – tabernakulum); jeżeli kobieta jest winna – wygnije jej łono, jeżeli pozostaje niewinną – będzie zdrowa i zdolna do rozrodu

·       próba mar

w średniowiecznej Europie przyjął się pogląd, iż osoba winna zbrodni zamknięta sama ze zwłokami ofiary, bądź innymi zwłokami, doprowadza do ich  krwawienia, co ewidentnie wskazuje na mordercę i jego czyn[5]

·       próba wagi

stosowana najczęściej w przypadku osób podejrzanych o kontakt z mocami piekieł; ponoć czarownice wykazywać miały całkowity brak wagi, a więc ważyły zaledwie „tyle co piórko”; czasami próbę prowadzono w sposób następujący: osobę oskarżoną umieszczano po jednej stronie wagi, natomiast Biblię po drugiej, jeżeli osoba ją przeważyła – znaczy, że jest winna

·       próba znamienia

również odnosiła się do osób podejrzanych o czary (kobietę rozbierano do naga, w przypadku mężczyzn nie stosowano takiego celowego dodatkowego poniżenia i obnażenia), następnie przymocowywano postać sznurem do krzesła i otwierano drzwi lub okno cały czas obserwując; pierwsze wchodzące zwierzę (uważano, że diabeł zawsze przychodzi do swojej służebnicy lub służebnika pod postacią zwierzęcia – mysz, szczur, ptak, owad…) miało jakoby wskazać ukryte na ciele osoby skazanej znamię (moce nieczyste zawsze przecież naznaczają swojego podległego „służącego”, stąd występowanie znamienia); po wykryciu znamienia (w tym czasie, gdy mycie postrzegano jeszcze jako luksus raczej nie było to trudne), nakłuwano je za pomocą szpili, bądź nacinano nożem doprowadzając tym samym do zupełnego wykrwawienia osoby; jeżeli osoba przeżyła – była winna, jeżeli nie wytrzymała próby – jednak była niewinna

·       próba łez

osoby związane z siłami nieczystymi, nie potrafią najprawdopodobniej w ogóle płakać i uronić najmniejszej nawet łzy, a szczególnie po skropieniu ich wodą święconą

·       próba święconego kęsa lub próba hostii świętej

osobie podejrzanej o przestępstwo bądź kontakt z mocami piekła, podawano spory kęs poświęconego chleba bądź hostię świętą; jeżeli się zakrztusiła przy jego połknięciu – jest winna, jeżeli nastąpiło zadławienie i się udusiła – była jednak niewinna

·       próba losowania

w przypadku morderstwa popełnionego w tłumie, bez konkretnej wiedzy kto mógł to zrobić, krewni zmarłego wybierali losowo 7 osób z tegoż tłumu i sami wśród nich wskazywali winnego, którego następnie skazywano na śmierć

·       pojedynek sądowy

często stosowany w Polsce okresu średniowiecza i później; polegał na siłowym pojedynku oskarżonego i oskarżającego (wśród szlachetnie urodzonych, walczono na miecze bądź kopie; wśród zwykłych chłopów, bądź rzemieślników, walka toczona była na kije); oskarżony musiał walczyć z każdym kto go oskarżał; każdorazowa przegrana potwierdzała winę, tylko zwycięstwo wskazywało na niewinność

Reasumując, sam system uznawania winnego, bądź orzekania o niewinności miał swoje podstawy w uznawanym i pielęgnowanym przez Kościół przekonaniu określenia:

          Bóg sprawiedliwy nigdy nie dopuści do tego, aby niewinny został pokonany w

                pojedynku (…) winny nigdy nie ośmieliłby się wobec sądu wzywać Boga na

                świadka, aby dowieść swojej niewinności, a popełniwszy krzywoprzysięstwo,

                stanąć następnie do walki, gdyż obawa przed karą Bożą sparaliżowałaby jego

                odwagę i nie pozwoliła mu na odniesienie zwycięstwa[6]

 

Generalnie wiadomo, że do pierwszego pojedynku sądowego dopuścił, a właściwie zezwolił na jego przeprowadzenie w roku 501 naszej ery – Gundebald, jeden z synów króla frankijskiego plemienia Burgundów – Zygmunta, pierwszego w historii Kościoła męczennika.[7] W następstwie tego zdarzenia, prawo to rozpowszechniło się wśród plemion germańskich. Uznał je w pełni również jeden z królów duńskich – Frothon III twierdząc z przekonaniem m.in.: „…każdy spór powinien rozstrzygnąć się mieczem, bo szlachetniej jest dla mężów bronią , jak słowami rozprawiać się…”.[8]      

Należy w tym miejscu dodać jednak, iż sprawy honoru,[9] bardzo często rozstrzygano od tej pory w drodze tzw. pojedynków.[10] Całość tych jakże widowiskowych „przedstawień” odbywała się na oczach szerokiego grona lokalnej społeczności, z udziałem specjalnie do tego celu wyznaczonych miejsca, sędziów, oraz zachowaniem ustalonych zasad i przepisów. Zazwyczaj do tej ostatecznej walki dopuszczano dopiero (a może już!), w 40 dniu od ogłoszenia wyroku – postanowienia o niej przez lokalne władze sądownicze. Często do tego momentu obaj przeciwnicy zmuszeni byli przebywać w odosobnieniu, czasami nawet pod nadzorem strażników, by nie uczynić sobie wzajemnie krzywdy. Czasami osoba pojedynkująca się, musiała także wnieść określony pieniężny zastaw ku korzyści ewentualnego zwycięzcy. Generalnie, w pojedynku mogły uczestniczyć tylko i wyłącznie osoby dorosłe, w granicach wieku 21 – 60 lat. Do tej jakże specyficznej próby siłowej nie były niestety dopuszczone osoby sprawujące władzę panującego (książę, król), oraz osoby duchowne i zakonnicy. Niejednokrotnie zdarzało się jednak, że i oni stawali do pojedynku bądź to pod zmienionym nazwiskiem, bądź w ogóle w tajemniczym przebraniu z całkowitą nigdy nie ujawnioną tożsamością. Kobiety i kalecy pozwani do takiego rozstrzygnięcia sprawy – przez pojedynek – mogli zawsze, oczywiście za określoną opłatą, skorzystać z zastępstwa „zawodowca” w tej dziedzinie, tzw. szampierza.[11]

Według zachowanych źródeł dotyczących tego innego niż wojenny rodzaju walk wiadomo, że tzw. szlachetnie urodzeni, a więc rycerze i możni, do pojedynku zobowiązani byli stawić się pieszo bez hełmu i pancerza walcząc mieczem i zasłaniając się jedynie tarczą, bądź konno, oraz w zbroi, potykając się na kopie lub lance. Osoby niższych stanów stawały do walki wyposażeni w kije. Nie było też nigdy takiego prawa, by osoba z niższego stanu mogła wyzwać na pojedynek osobę szlachetnie urodzoną. Prawem pojedynków była natomiast, przynajmniej na początku ich praktycznego upowszechniania się, walka na broń zabezpieczoną czyli tzw. tępą, choć coraz częściej zezwalano także na używanie broni w pełni sprawnej, czyli bojowej, tzw. ostrej. [12]

Na pewno Kościół zdecydowanie od samego początku potępiał ten rodzaj uzyskiwanej satysfakcji utrzymania na właściwym poziomie i pozycji własnego honoru. Stąd już w roku 855 ówczesny papież Mikołaj I, powołując się na boskie przykazanie: nie zabijaj, skarcił za przyzwalanie pojedynkowania zachodniofrankijskiego władcę – Karola II Łysego. Prawa te potwierdzali w różnym czasie kolejni następcy piotrowego tronu, m.in.: papież Aleksander III oraz papież Celestyn III. Nie mogło to jednak niestety zapobiegać postępującej rzeczywistości. W wieku XIII pojedynki zyskały już nawet status obowiązujących w prawie szwabskim, saksońskim i magdeburskim. Rozszerzyły się na całą zachodnią Europę, a przede wszystkim „upowszechniły” na dworach Hiszpanii, Francji, Niemiec i Anglii. Niestety, w większości przyzwalano na nie ale tylko w obrębie murów miejskich. Wybrane miasta – metropolie ówczesnej Europy, potrafiły również zabronić ich całkowitego wykonywania w obrębie swoich granic, m.in. Londyn i Wiedeń. Władcy francuscy, hołdujący doniosłości eposu rycerskiego zezwolili oficjalnie na pojedynki dopiero od roku 1538 roku, jak i roku 1547, ale tylko w swojej obecności. Z kolei obradujący sobór trydencki[13] określił: „…pojedynek jako zgubny i bezecny dla duszy ludzkiej, winien być wykorzeniony ze świata chrześcijańskiego (…) pojedynkujący i ich sekundanci[14] podlegają ekskomunice i konfiskacie swoich dóbr…”.[15] Niektórzy z panujących, stosowali swoisty terror dla ludzi szukających w ten niezwyczajny sposób przywrócenia swojego dobrego imienia, a właściwie szukających może tylko rozgłosu, bądź zaspokojenia własnego wybujałego wyobrażenia władzy, pełnionego stanowiska, a może tylko nieskromnych ambicji. Klasycznym tego przykładem był zamiar pojedynku dwóch generałów armii szwedzkiej w roku 1632. Otóż na wieść o mającym nastąpić pojedynku, ówczesny król szwedzki – Karol Gustaw, wydał polecenie katu, by dostarczył mu głowę zwycięzcy. Obaj oficerowie dowiedziawszy się o tym, zrezygnowali z pojedynku i zawarli ugodę. Reasumując, sztuka odzyskiwania jakoby własnego honoru z mieczem, a następnie szablą, rapierem czy szpadą w ręku, przetrwała w Europie Zachodniej faktycznie do około połowy wieku XVII. Według przybliżonych danych faktograficznych tamtego czasu, tylko we Francji z początkiem wieku XVII zginęło w pojedynkach około…30.000 osób. W czasach władzy Ludwika XIV, pojedynkowały się już nawet kobiety – chociażby hrabina de Polignac z magrabiną de Nesle, zakochane obie w księciu Rechelie.[16]

Wynalazek, a właściwie ciągłe udoskonalanie broni palnej, wzmagało wciąż tylko siłę dążności do pojedynków z jej użyciem. Stąd śmierć, coraz bardziej poszerzała szeregi swoich „wiernych”. W trakcie takiego pojedynku właśnie na broń palną zginął m.in. w roku 1837 wielki piewca rosyjski – Aleksander Puszkin. Najdziwniejsze w obecnym odczuciu walki o wyimaginowany honor stoczono m.in.:

-  w roku 1803 w okolicach Paryża, dwóch śmiałków: Peeck oraz Granpierre, toczyło pojedynek w balonach na wysokości około 200 metrów nad ziemią strzelając ze starych muszkietów do czasz swoich powietrznych wehikułów. Peeck zginął skutkiem trafienia w balon, rozbijając się o ziemię;

-  w roku 1817 dwóch innych śmiałków: kapitan Stuart oraz Henri d’Edville, stanęło z kolei na dnie wykopano grobu i oddzielając się trzymanym w lewym ręku jednym prześcieradłem miało się przez nie strzelać, niestety d’Edville zemdlał;

-  natomiast w roku 1868 na obszarach Ameryki Łacińskiej doszło do pojedynku dwóch bardzo obłożnie chorych oficerów, którzy przywiązani do krzeseł strzelali się tak długo, aż jeden zginął, a drugi został ranny.[17] 

         

W państwie polskim pojedynek miał również swój czas i swoje miejsce, jak wspominają o tym źródła w opiniach badaczy i historyków kulturoznawstwa – Aleksander Bruckner bądź Jan Stanisław Bystroń. Na pewno w okresie początków państwowości, obrazę honoru (czy tylko własnego „widzi mi się”), broniono za pomocą kija, mając na względzie dowody winy bądź niewinności. W Polsce szlacheckiej, w pogoni za wzorcami zachodnimi, jakże często pod wpływem ilości wypitych trunków, owe „dochodzenie swego” miało zazwyczaj bardzo tragiczne w finale skutki. A to obrażano się bez okazji, bądź z byle okazji, albo całkiem nieopatrznie wypowiedzianego słowa, bądź tylko nic nie znaczącego czy też przypadkowego zupełnie gestu. Faktycznie zabroniony prawnie już za samo tzw. wyzwanie do pojedynku w roku 1588, a według prawa wojskowego – zagrożony bezsprzecznie karą śmierci. Początkowo wstrzymywano się od <potrzeby> pojedynku jedynie w święta związane z Matką Boską. W miarę upływu czasu – także w soboty oraz znaczące święta kościelne. Faktycznie od wieku XVI, pojedynki w państwie polskim były jednym z podstawowych źródeł rozsądzania sporów sąsiedzkich i nie tylko. Próbowano przeciwko temu ustalać prawa i postanowienia. Skuteczność ich wszakże na ziemiach polskich była jednak mniej niż mierna. Pojedynki odbywały się nie tylko na dworach, ale i w przydrożnych zajazdach, na spotkaniach towarzyskich, podczas spotkań sejmikowych, „z okazji” prawdziwej lub wymyślonej obrazy dobrego imienia rodu, naruszenia własności prywatnej, bądź nieodpowiedniego zachowania w obecności niewiast. Rzadko już wówczas zachowywano pełną mającą towarzyszyć pojedynkom oprawie – sędziowie, sekundanci, prawo strzału… Prawo przewidywano już nawet karę osadzenia na kilka lat w odosobnieniu (wieży), jak i uciążliwe i wcale spore obciążenia pieniężne. Władcy w całej ówczesnej Europie przymykali na to jednak oczy i formalnie pod ich bokiem rozlewano krew winnych, niewinnych, jak i przyzwalano na dokonywanie zwykłych mordów, mimo zakazów prawa wobec tego rodzaju walk. W granicach państwa kościelnego za pojedynek groziła nawet – kara śmierci.; na terenie Austrii 10-20 lat więzienia; w Prusach ścigano jak za morderstwo; w USA – kara 1 roku więzienia, 9 lat pozbawienie praw obywatelskich i 500 dolarów kary.  Polacy tę niewątpliwą przyjemność zapewniali sobie zarówno szablą jak i pistoletami. W okresie panowania Sasów na tronie polskim, zmodyfikowano pojedynkowe starcie – odbywało się od teraz za pomocą pistoletów ale i konno. Czas tej „zabawy” przetrwał dobę Królestwa Polskiego oraz Wielkiej Emigracji po okresie powstań narodowych, przenosząc się nawet do środowisk studenckich wieku XIX.[18]

Pojedynkom od początku towarzyszyły coraz to bardziej zmienne reguły postępowania. Faktyczne kodeksy honorowe (pojedynkowe), zaczęto w rzeczywistości układać dopiero w okresie wieku XVIII. Pierwszy polski kodeks pojedynkowy wydano w roku 1881 w Warszawie autorstwa Józefa Naimskiego. Największą popularnością cieszył się jednakże Polski kodeks honorowy autorstwa Władysława Boziewicza, wydany jednak dopiero w roku 1919. Jego uniwersalność polegała m.in. na wyróżnianiu nawet rodzajów obrazy zagrożone postępowaniem honorowym – czyli pojedynkiem:

·       Obraza I stopnia – lekka

kiedy jedna osoba o drugiej wyrażała się w sposób lekceważący; obrażony miał prawo wyboru rodzaju broni, a obrażający warunków walki

·       Obraza II stopnia – ciężka

Kiedy jedna osoba obraziła drugą pogardliwymi i obelżywymi słowami; obrażony miał prawo wyboru rodzaju broni oraz warunków walki

·       Obraza III stopnia – bardzo ciężka

Kiedy jedna osoba dopuściła się na drugiej rękoczynu, bądź hańbiąco ją posądziła, uwłaczając czci (zaliczano w tym rodzaju również: obrazę narodu, rodziny, kobiety); obrażony miał prawo wyboru broni, warunków walki, a w przypadku broni palnej – pierwszeństwo strzału.[19]

Ustalono wtedy też, iż prawa do pojedynku na pewno nie mają:

-   kochankowie znieważeni przez mężów

-   osoby, które już raz uzyskały zadośćuczynienie w tej samej sprawie

-   osoby uważane za pijaków i awanturników

-   najbliżsi sobie krewni; ojciec, synowie, bracia

-   zdrajcy

-   osoby z jawnym tchórzostwem do pojedynku bądź pola walki

-   homoseksualiści

-   mężczyźni pozostający na utrzymaniu kobiet

-   alkoholicy

-   szantażyści i oszuści

-   ludzie łamiący prawo honoru

-   gospodarze obrażający gości we własnym domu

-   osoby poniżej 18 roku i powyżej 60 roku życia.[20]

          Przy pojedynkach bronią białą – szablą bądź szpadą, walczono do pierwszej, drugiej, trzeciej krwi, tzn. do otrzymania pierwszej, drugiej, trzeciej rany, bądź całkowitego obezwładnienia przeciwnika. Przerywano walkę jeżeli:

-   jeden z walczących otrzymał ranę

-   kiedy jeden z walczących upadł

-   kiedy jeden z walczących, uprzednio rannych, wykazywał niezdolności do walki

-   kiedy jednemu z walczących złamała się broń lub po prostu wypadła z ręki

-   kiedy jeden z walczących zawadził klingą o ziemię (należało ją zdezynfekować)

-   kiedy jeden z walczących naruszał obowiązujące przepisy pojedynku.[21]

          Pojedynek na broń palną – pistolety, zaczynał się od tego kto, jak i gdzie wykonał broń. Z całą pewnością musiały to być dwie jednakowe sztuki broni pod względem technicznym, jak i wyglądu zewnętrznego, m.in.: jednakowy kształt, długość, ciężar, kaliber, mocny spust i właściwie osadzone przyrządy celownicze. Do jednego z bardziej zapamiętanych polskich rusznikarzy należał m.in.: S.E.Rudzio (para jego pistoletów z roku 1815 wykonana specjalnie na życzenie cara Aleksandra I, znajduje się do dziś w petersburskim Ermitażu). Do momentu wybuchu II wojny światowej, w Polsce znajdowała się także m.in. para pistoletów pojedynkowych, użytych do śmiertelnego pojedynku Aleksandra Puszkina, a wykonanych przez jednego z najlepszych rusznikarzy francuskich – La Page’a.[22] Sam pojedynek na broń palną, posiadał bardzo wiele różnych odmian. Do najczęściej praktykowanych należały m.in.:

·       pojedynek na pistolety ze stałym posterunkiem

dystans 15-35 kroków; przy I stopniu obrazy losowano kolejność strzału i odległość minimalną; przy II lub III stopniu obrazy odległość maksymalną i pierwszeństwo strzału obrażonemu; w przypadku rannego, miał on jeszcze 2 minuty na strzał; jeżeli obaj strzelcy spudłowali 3 krotnie, ogłaszano zakończenie pojedynku bez jego rtozstrzygnięcia 

·       pojedynek na pistolety ze stałym posterunkiem i wolnym strzałem

dystans 25 kroków, w wyjątkowych sytuacjach zmniejszano go do 10 kroków; przeciwnicy stali do siebie tyłem; po komendzie „strzelać” odwracali się do siebie i strzelali; drugi strzał musiał jednakże nastąpić w ciągu 2 min. po pierwszym strzale

·       pojedynek na pistolety z posuwaniem się naprzód do barier

dystans 35-40 kroków, w wyjątkowych sytuacjach zmniejszano do 10 kroków; w środku pola dwie równoległe linie rozdzielające strzelców: 15-20 kroków oznaczone chorągiewkami (bariera), której strzelcy nie mogli przekroczyć; przeciwnicy stali w odległości 10 kroków od barier; na komendę dowolnie ruszali idąc do przodu i strzelali; przeciwnik chcąc strzelać musiał się zatrzymać, oddać strzał i czekać na strzał rywala; lekko ranny miał 2 minuty na strzał, potem go tracił całkowicie

·       pojedynek na pistolety z przerywanym posuwaniem się naprzód

dystans 45-50 kroków; przeciwnicy stają naprzeciw siebie rozdzieleni barierą z chorągiewkami (15-20 kroków) w środku pola; na komendę „naprzód” idąc prosto, zygzakiem, klucząc i zatrzymując się po drodze do strzału; kto strzelił musiał się zatrzymać, dając przeciwnikowi 30 sekund na strzał; ranny nawet jeżeli upadł miał jeszcze 1 minutę na strzał

·       pojedynek na pistolety na liniach równoległych

dystans 25-35 kroków; dwie równoległe linie dla pojedynkujących oddalone od siebie 15 kroków; strzelający musiał się zatrzymać w dowolnym miejscu na swojej linii, następnie czekał 30 sekund na strzał przeciwnika; w nadzwyczajnym przypadku przeciwnicy szli krokiem wojskowym z jednego końca na drugi i strzelali z marszu

·       pojedynek na pistolety na komendę lub na znak

dystans 25-30 kroków; stosowany najczęściej przy ciężkiej obrazie; sędzia lub sekundant dawał znak 3 krotnym klaśnięciem w dłonie; po ostatnim klaśnięciu przeciwnicy strzelali jednocześnie; jeżeli jeden z nich strzelił przed ostatnim klaśnięciem, bądź się spóźnił, uważano go za człowieka bez honoru; przeciwnik do którego strzelono przed lub po klaśnięciu, jeżeli przeżył miał dowolny czas na celowanie i strzał, jeżeli drugi nadal celował, sekundanci musieli mu w tym przeszkodzić, bo naruszał reguły

·       pojedynek wyjątkowy na pistolety z jedną tylko bronią nabitą

pojedynek ukrywający faktycznie czyste morderstwo; po nabiciu broni dla niepoznaki na kominki nakładano w obu sztukach broni kapiszon; sędzia główny trzymał obie bronie za plecami, a przeciwnicy losowali z której ręki chcą ją uzyskać; następnie przeciwnicy łapali chusteczkę za przeciwległe rogi lewymi rękoma, trzymając broń w prawej ręce; po klaśnięciu wypalali do siebie jednocześnie

·       pojedynek po amerykańsku

istotnie tak nazywano losowane białą i czarną kulą najczystsze samobójstwo; wylosowanie czarnej kuli zobowiązywało przeciwka do jego popełnienia z terminem odroczenia najdłużej do roku czasu

·       pojedynek na <kukułkę>

przeciwnicy zamykali się w ciemnym pokoju z nabitą bronią od czasu do czasu wydając dźwięk kukania, oczywiście szybko zmieniając przy tym swoje miejsce; wygrywał ten kto pozostał przy życiu .[23]    

 

 

 

LITETRATURA:

·      Baranowski B., O hultajach, wiedźmach i wstecznicach. Szkice obyczajów XVII i XVIII wieku, Łódź 1962.

·      Bystroń J.S., Dzieje obyczajów w dawnej Polsce (wiek XVI-XVIII), Warszawa 1994.

·      Czajka M., Kamler M., Sienkiewicz W., Leksykon historii Polski, Warszawa 1995.

·      Haasler R.A., Zabójcy Boga, Katowice 2002.

·      Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1991.

·      Langkammer H., Słownik biblijny, wyd. II popr. i uzup. Katowice 1984.

·      Maciejewski T., Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic, Koszalin 1997.

·      Rath-Vegh I., Historia ludzkiego szaleństwa, Warszawa 1973.

·      Snoch B., Szkolny słownik – terminy i pojęcia historyczne, Warszawa 1998.

·      Szymczak M. (red.), Słownik języka polskiego, t. 1-3, Warszawa 1978-1982.

·      Szyndler B., Pojedynki, Warszawa 1987.

·      www.gexe.pl

·      www.gutenberg.czyz.org

·      www.staropolska.pl

·      www.zygmuntlosice.pl



[1] Gladiator – łąc. gladius = miecz; w starożytnym Rzymie zapaśnik cyrkowy, który walczył mieczem lub inną bronią na śmierć i życie z innymi zapaśnikami lub dzikimi zwierzętami; Źródło: B.Snoch, Szkolny słownik - terminy i pojęcia historyczne, Warszawa 1998, s. 62.

[2] Jeniec – członek sił zbrojnych strony wojującej, lub osoba zrównana z nim wobec prawa, który się poddał lub został zdobyty na polu walki; Źródło: Szymczak M.(red.), Słownik języka polskiego, t. 1-3, Warszawa 1978-1981, s. 840.

[3] Sąd boży – wg poglądów okresu średniowiecza: Bóg wybawi każdą osobę poddawaną kolejnej próbie, jeżeli jest ona niewinna; Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, Warszawa 1981, s. 183.

  Sąd boży inaczej ordalia – rodzaj odwołania się do instancji wyższej niż ziemska, czyli Boga, bogów lub sił nadprzyrodzonych; sądowy ośrodek dowodowy znany z okresu starożytności, a rozpowszechniony w okresie średniowiecza, oparty na mniemaniu, że bóstwo ochroni niewinnego i przyczyni się do wykrycia prawdziwego sprawcy; zostały zabronione przez IV sobór laterański w roku 1215, choć w Polsce istniały jeszcze do początków wieku XIV; Źródło: Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, wyd. IV, Warszawa 1991, s. 1042. 

[4] Honor – poczucie godności osobistej, dobre imię, cześć; zaszczyt; dostojeństwo; Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 1, Warszawa 1978, s. 753.

 

[5] Kopaliński W., dz.cyt., s. 1042.

[6] B.Szyndler, Pojedynki, Warszawa 1987, s. 12

[8] B.Szyndler, dz.cyt., s. 12.

[9]  Sprawa honorowa (satysfakcja) – sprawa w której chodzi o zadośćuczynienie za obrazę honoru, dawniej często z bronią w ręku, w pojedynku na broń białą bądź palną; Źródło: Kopaliński W., dz.cyt., s. 385.         

[10] Pojedynek – dawny sposób załatwiania zatarg ów honorowych za pomocą walki dwóch obrażonych przeciwników na broń białą (sieczną: szabla, rapier, szpada, sztylet), lub palną (pistolet) w obecności sekundantów; pojedynek słowny, pojedynek do pierwszej krwi, pojedynek amerykański (losowanie, po którym przegrywający musi w określonym czasie popełnić samobójstwo); Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 2, Warszawa 1979, s. 767.

[11] Szampierz – zazwyczaj doświadczony i zaprawiony w bojach wojownik, mistrz sztuki pojedynku, który za odpowiednią opłatą stawał w zastępstwie za osobę pozwaną do pojedynku; nie mógł to być niestety nikt z osób krewnych lub spowinowaconych z osobą pozwaną; Źródło: B.Szyndler, dz.cyt., s. 13; www.staropolska.pl; www.gexe.pl;

[12] B.Szyndler, dz.cyt., s. 13.

[13] Sobór trydencki – obradował w latach 1545-1547, 1551-1552, 1562-1563; zapoczątkował ruch okresu kontrreformacji, kończąc swoje obrady kolejnym wydaniem Spisu ksiąg zakazanych; Źródło: Kopaliński W., dz.cyt., s. 1206-1207.

[14] Sekundant – pośrednik i świadek jednego z uczestników pojedynku; Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 3, s. 193.

[15] Szyndler B., dz.cyt., s. 18-19.

[16] Tamże, s. 20-24.

[17] Tamże , s. 28.

[18] Tamże, s. 30-176.

[19] Tamże, s. 179.

[20] Tamże,

[21] Tamże, s. 182-283.

[22] Tamże, s. 183-184.

[23] Tamże, s. 182-192.


Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura