41 obserwujących
740 notek
922k odsłony
  1312   0

II RP: Doktryna Rayskiego

Przedstawiam jeden z moich wcześniejszych textów o przedwojennym lotnictwie, w komentarzach do poprzedniego wpisu pojawiają się bowiem odniesienia do prac prof Malaka, który detale opisuje nieźle, syntezy ma jednak słabe. Ja opisuję jednak pewien proces dziejowy, który doprowadził do zapaści naszego lotnictwa. Analogie z współczesnością uprawnione. Swoją drogą ciekawe, czy red Ziemkiewicz wykorzystał należycie fachowe ustalenia w dziedzinie obronności, przypuszczam że nie do końca. Oczywiście ja tego wszystkiego nie wymyśliłem, korzystając z dorobku innych expertów zadowalam się rolą selekcjonera informacji.
Co do komentarzy do poprzedniego wpisu: silniki Gnome-Rhone były dostępne, to że ich nie chcieli to był wybór a nie konieczność. Nawet jak je zamówili w końcu to były to małe GR 14M o mocy 700 koni a nie duże 14N o mocy 1000 koni. Takie mieli marzenia. Uwypuklę tu jeszcze przesądy o rzekomej niemożności produkcji licencyjnej tych silników w Polsce: docelowo miały być produkowane silniki dwóch rodzajów: gwiazdowe Bristola i zupełnie inne rzędowe Foki. Zamiast Fok robimy GR (których potrzebujemy o połowę mniej) i wszystko gra. A teraz do rzeczy:

Wydaje mi się, że obecnie nadeszła pora na pewne podsumowanie działalności gen. Ludomiła Rayskiego, wieloletniego zarządcy naszego lotnictwa wojskowego. Jego ignorantystyczny sposób pojmowania zagadnień lotniczych wywarł bowiem decydujący wpływ na fatalną kondycję sprzętową Polski podczas Kampanii Wrześniowo-Październikowej. Zdaję sobie sprawę, że ramy powyżej zakreślone będę musiał niejednokrotnie przekroczyć, aby zasygnalizować zagadnienia szersze. Czyli napisze o tym, co będę chciał. Asumpt do napisania tego textu dały mi długoletnie debaty przeprowadzane na forach: Drugiej Wojny Światowej http://dws.org.pl ; Forum Okrętów Wojennych http://fow.pl czy wreszcie na Usenecie na grupie pl.misc.militaria. Chaotyczne i wewnętrznie sprzeczne enuncjacje zwolenników sanacyjnego porządku, czy też apologetów gen. Rayskiego zniewalają mnie do przedstawienia logicznie spójnego przebiegu wydarzeń, aby zedrzeć zasłonę dymną, do tej pory rozciągającą się nad lotnictwem przedwojennym. Rozciągającą się z winy czołowych historyków owego okresu, jak Cynk czy Malak – dodam. Mamy też do czynienia z oderwanymi od rzeczywistości artykułami Jerzego Gruszczyńskiego w „Lotnictwie”, po lekturze których skacze mi ciśnienie, stąd kilka moich wypowiedzi porażonych pewną emocjonalnością.

 

II Memoriał Rayskiego 1928 r.

Jak uprzejmie donosi Adolf Stachula1 gen. /późniejszy/ L. Rayski w roku 1928 wystosował memoriał, w którym precyzuje swoje poglądy na kwestie lotnicze. W tym rozdziale pragnę zająć się następującymi poglądami gen. Rayskiego:

- zadania lotnictwa dzielą się na dwie grupy:

a. praca lotnictwa jako broni pomocniczej (taktyczne rozpoznanie i bombardowanie, osłona myśliwska, obserwacja i łączność)

b. praca lotnictwa jako broni samodzielnej: zwalczanie lotnictwa nieprzyjaciela, prowadzenie zniszczeń na jego tyłach);

- konieczne jest oszczędzanie lotnictwa i używanie go tylko do zadań które nie mogą być wykonane przez inne bronie: użycie lotnictwa do bezpośredniego wsparcia wojsk na polu walki jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko najbogatsze państwa;

- mała ilość lotnictwa wymaga aby było ono w granicach możliwości uniwersalne.

Poglądy te można określić jako „Doktrynę Rayskiego”, która to decydowała o kierunkach rozwojowych naszego lotnictwa. Widać tu inspirację pomysłami włoskiego gen. Douheta, który uważał, że lotnictwo bombowe może „wybombardować” nieprzyjaciela z wojny, poprzez zniszczenie przemysłu, komunikacji. Temu działaniu na tyłach daje prym gen. Rayski, działanie na froncie - to jest luksus, z którego musimy zrezygnować.

Teorie douhetowskie mogły być stosowane tylko w przypadku wojny pozycyjnej, długotrwałej, zbliżonej przebiegiem do Pierwszej Wojny Światowej. Piłsudski wątpił w taką wojnę, preferował wojnę manewrową i potrzebował lotnictwa zdolnego do współpracy z armią. Tu należy chyba szukać przyczyn podstawowych rozdźwięków w pojmowaniu zadań sił aeroplanowych.

Apogeum douhetyzmu przypada jednak chyba na rok 19362 kiedy to płk Jagmin-Sadowski w oparciu o dane Departamentu Aeronautyki /czyli Rayskiego/ kombinuje strategiczne plany naszego lotnictwa. Miało ono atakować cele strategiczne na terytoriach wrogów:

- węzły i mosty kolejowe i drogowe wzdłuż Odry od Szczecina do Raciborza.

- porty morskie: Wismar, Rostok, Greifswald, Szczecin;

- obiekty przemysłu zbrojeniowego we Wschodnich Niemczech, rejon Berlin, Dessau, Zwikau, Drezno, Wrocław, Opole etc...

- cały teren Prus Wschodnich

Uznano, że trzeba mieć 378 bombowców i 360 liniowców do wykonania tych zadań. Ponieważ taka liczba okazała się nierealna ograniczono ją do 252 bombowców i 336 liniowców.

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura