0 obserwujących
49 notek
21k odsłon
251 odsłon

Sekret smoka wawelskiego i wizja Wincentego Kadłubka

Marek Sikorski
Marek Sikorski
Wykop Skomentuj

http://marek-sikorski-autor.blog.pl/

 

Powszechnie mówi się, że od najdawniejszych czasów wawelska bajeczna historia z Krakiem dotyczyła smoka, lecz to nieprawda. Mistrz Wincenty Kadłubek – twórca pierwszej przekazanej w wersji pisemnej historii o wawelskiej bestii – nie pisał o smoku, lecz o potworze. Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, późniejszy zakonnik w klasztorze cysterskim w Jędrzejowie, napisał na przełomie XII i XIII wieku słynną Kronikę polską(Chronica Polonorum).
Dzieło to, ze wszech miar ciekawe, będące drugą po dziele Galla Anonima kroniką naszego narodu, zawiera wiele motywów będących wytworem fantazji. Wśród nich jest zapis mówiący o historii Grakcha (postać ta później otrzymała miano Kraka lub Krakusa), który z udziałem swoich dwóch synów przyczynił się do pokonania podwawelskiej bestii. W jego kronice można przeczytać: „Był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich”.

Władca Grakch nie mógł znieść tego potwora i postanowił go zgładzić, ale to zadanie zlecił dwóm swoim synom. Ci wpadli na pomysł, aby podstępnie otruć bestię, dając jej do zjedzenia płonącą siarkę zapakowaną w skórę bydlęcia. Potwór nic nie przeczuwał, zjadł i udusił się od buchających we wnętrznościach płomieni.

Jak głosi dalej to podanie, na ścierwo potwora zleciały się kruki i to od ich krakania wywodzi się nazwa Kraków.

Wincenty Kadłubek nic nie wspominał o żadnym smoku, lecz pisał o potworze, którego w tekście oryginalnym, czyli łacińskim, nazywa olophagiem.

To słowo jest jednak sztucznym tworem językowym wtrąconym do łacińskiego tekstu. Jest połączeniem dwóch słów greckiego pochodzenia, które dają się przetłumaczyć jako pożerający w całości, czyli całożerca. Kadłubek użył tego słowa tylko w odniesieniu do podwawelskiego potwora i nigdzie indziej, chociaż słowo smok (łac. draco) było mu znane.

W swojej kronice użył słowa draco aż dwa razy: w odniesieniu do Bolesława Krzywoustego oraz cesarza Fryderyka Barbarossy. Można posądzać Wincentego Kadłubka o dążenie do zwiększenia literackiej ekspresji, ale też o chęć użycia tego jemu tylko znanego słowa do nazwania potwora inaczej. Taki stan rzeczy zapewne sugeruje, że był to potwór niekoniecznie smoczego pochodzenia, inaczej autor napisałby po prostu draco– smok. Wincenty Kadłubek, jak sam podkreślił, nie wymyślił historii o podwawelskiej bestii, lecz ją usłyszał, czyli dowiedział się o niej z innych źródeł. Dlatego nie można go traktować jako twórcy fantazyjnej opowieści, lecz jako osobę, która tylko przekazała dalej znaną w Krakowie historię.

Istnieje pewien precedens, który wskazuje na motyw walki bohatera z potworem, który nie był smokiem. Był nim na przykład mitologiczny Minotaur, którego pokonał Tezeusz.

W średniowiecznej Europie, a w tym i w naszym kraju, znana była historia zabicia przez Beowulfa potwora Grendala (jednakże po jego zabiciu bohater ten walczył później też ze smokiem). O jego czynach czytamy w epickim utworze z X wieku, pochodzącym z kręgu literatury anglosaskiej, pod tytułem Beowulf –jest to przykład istnienia w kulturze europejskiej motywu pokonania potwora, który nie był smokiem.

Zapewne Kadłubek celowo pisał o potworze, a nie smoku. Chodziło być może o jakieś symboliczne przedstawienie tej istoty w religijnym rozumieniu, a mianowicie jako pożerającego ludzi szatańskiego strażnika piekieł.

Niektóre średniowieczne wizerunki piekieł w sztuce sakralnej pokazują paszczę potwora pożerającą w całości ludzi. Dotyczyło to piekielnego potwora, a nie smoka.

Być może chodziło Wincentemu Kadłubkowi o Lewiatana lub Behemota – szatańskie postacie związane z wyobrażeniem piekła. Sztuka średniowieczna z połowy i końca XII wieku, a więc z czasów za życia Kadłubka, wydała wiele dzieł przedstawiających potwora Lewiatana jako piekielną istotę. Istnieje wiele przykładów pokazujących pożerającego potwora, ale niekoniecznie smoka! Chociażby w katedrze Saint-Lazare w Autun (Francja) spotykamy się z wizerunkiem paszczy pożerającego potwora jako Lewiatana (przykładowo kapitel w przedsionku zachodniego portalu, rzeźba z lat 1130-1145). Znanym dziełem jest Schwytanie Lewiatana, scena z Hortus deliciarum, Herrady von Landsberg, z drugiej połowy XII wieku. Z roku 1125 pochodzi Liber FloridusLamberti Canonici – tekst teologiczny z ilustracjami, w którym zamieszczono wizerunek Antychrysta jadącego na Lewiatanie, co wskazuje na eschatologiczne traktowanie tego potwora związane z ideą czasu ostatecznego.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura