A wzrost inflacji można było przewidzieć. Świadczy o tym chociażby fragment z dokumentu RPP z marca 2011 w którym czytamy: „W styczniu 2011 r. roczna inflacja CPI wzrosła do poziomu 3,8%, tj. wyraźnie powyżej celu inflacyjnego NBP na poziomie 2,5%. Wzrost inflacji CPI wynikałprzede wszystkim z podwyższenia większości stawek VAT, wzrostu cen surowców rolnych i ropy naftowej na rynkachświatowych oraz podwyżek cen administrowanych. Według wstępnych szacunków wzrosła także inflacja bazowa.”.
Wysoka Rada zauważa negatywne tendencje i ich źródła które są poza Polską. Dalej Rada powołuje się na prognozy NBP, według których inflacja znajdzie sięz 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 2,8-3,7% w 2011 r. (przypominam 4,3% w marcu). Czyżby więc według NBP inflacja miałaby spaść o co najmniej 0,6%? Osobiście bardzo wątpię. W miesiącu marcu Rada ponownie zachowała się zachowawczo piszać. „Rada uznała jednak,że dokonane w styczniu podwyższenie stóp procentowych wraz z niepewnościądotyczącątrwałości przyspieszenia popytu konsumpcyjnego oraz brakiem sygnałów wyraźnego ożywienia inwestycji, a także utrzymująca sięumiarkowana presja płacowa w sektorze przedsiębiorstw i dalszy wzrost bezrobocia zmniejszająryzyko utrwalenia sięinflacji powyżej celu inflacyjnego wśrednim okresie.”.
Tak więc inflacja zaczyna szaleć, ala prezes Belka jest spokojny „Ale to jeszcze za mało, by natychmiast podnosić stopy procentowe. To, co napędza inflację do nienotowanych od miesięcy poziomów, niebawem ustanie”. Niestety prezes Belka nie rozumie mechanizmów współczesnej gospodarki i miejsca w której się znajduje. Nie bierze też pod uwagi na północy Afryki, które zmienią ceny ropy na co najmniej rok, jeżeli nie na dłużej. Prezes Belka jest niestety niekompetentny, a my szaraczki płacimy za to codziennie w sklepach


Komentarze
Pokaż komentarze