Swojego czasu na zajęciach z ochrony praw człowieka, prowadząca śmiała się z Lecha Kaczyńskiego. Twierdziła że nie jest on wcale takim ministrem jak wyobrażają go sobie Polacy. Na poparcie twierdzenia przedstawiała przykład, że będąc na ministerialnym stołku rozsyłał po prokuraturach wewnętrzny - najpewniej tajny - okólnik, żeby za naprawdę drobne przestępstwa nie żądać maksymalnych kar. W tym kar pozbawienia wolności.
A było to w niedługo po tym kiedy młody chłopak podrobił pieczątkę na legitymacji studenckiej żeby pojechać ulgowo pociągiem.
Miał pecha, złapali go i zaliczył trzy miesiące paki. Na którą każdy z podatników musiał się złożyć.
A tak na prawdę powinien dostać miotłę, czy pędzel i puszkę farby i odpowiednio karę odpracować. Pod nadzorem, ale także i groźbą realnej paki. Tak na wszelki wypadek.
Tym bardziej cieszy mnie inicjatywa w Lublinie, żeby więźniowie aresztu śledczego sprzątali miasto: http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,4177259.html
W taki sposób miasto powinno być czystsze a aresztanci nie będą zajmowali się zbijaniem bąków.
Jest to jednak jedynie pierwszy krok do tego, żeby zamiast do aresztu tacy skazani trafiali od razu na ulice, gdzie mogliby odpracować swoje przewiny. I to bez narażania się na kontakt z elementem prawdziwie demoralizującym.



Komentarze
Pokaż komentarze