Inaczej tego przecież nazwać nie można.
Rozumiem selekcje przed klubami, która na podstawie selekcjonera wpuszcza lub nie wpuszcza klientów do lokalu. Kto jeszcze pamięta tekst z „Misia" żeby klientów wpuszczać tylko w krawatach, bo taki jest mniej awanturujący się.
Rozumiem, cenową dyskryminację polegającą na tym, że ustala się wysokie ceny, tak żeby towarzystwo było takie, które ma odpowiednią ilość gotówki w portfelu.
Zrozumiałem żart właścicielki lokalu z Częstochowy, która klientom mężczyznom, w swoim lokalu nakazała nosić peruki.
Natomiast tego, nie potrafię za cholerę zrozumieć.
Ciekawe są części uzasadnienia. Po prostu przykład dyskryminacji w czystej formie.
A tak niedawno Wielka Brytania uchwaliła prawo, które zakazywało dyskryminacji w taki sposób że gejowskie kluby, zostały zmuszone, do otwierania swoich podwojów, dla hetero.
Skoro sąd w jakiś sposób doszedł do wniosku, że obecność hetero, może zagrażać gejom. To już tylko czekam, kiedy sądowy lub administracyjny nakaz wykluczy heteroseksualnych widzów, podczas Parady Równości - jeśli taka się odbędzie.
Tyle tylko że to zupełnie nie po myśli organizatorom kampanii „Niech nas zobaczą". Tak swoją drogą może znajdzie się teraz w Australii jeden odważny i powoła się na takie samo rozumowanie, że geje swoją obecnością psują zabawę heteroseksualnym i też zacznie przed wejściem wypytywać o orientację i wszystkie takie pary zawracać i odsyłać do stu diabłów. Albo do gett, które sami sobie budują.



Komentarze
Pokaż komentarze