SOLTYS SOLTYS
295
BLOG

Czego Jaś się nie nauczy ...

SOLTYS SOLTYS Polityka Obserwuj notkę 2

Witam.

Zauważyłem, że na Salonie 24 bardzo wielu bloggerów komentuje ostatnie doniesienia prasowe. Osobiście mam w planach pójść nieco inną drogą i skupić się na problemach bardziej ogólnych i niekoniecznie pojawiających się w ostatnich wiadomościach. W tym wpisie poruszę kilka zagadnień związanych z szeroko pojmowaną edukacją.

Powiada się nieraz, iż jako naród sami sobie jesteśmy winni tego, gdzie się dzisiaj znajdujemy. Nasza kłótliwość i zadziorność nie pozwala nam zbudować nowoczesnego społeczeństwa, wyjść z zaściankowości. Na domiar złego jesteśmy  wiecznymi cfaniaczkami, wszędzie szukającymi okazji do prywaty. Czasem wydaje mi się to wszystko przesadzone, innym razem myślę sobie, że coś w tym jednak musi być. Jestem oczywiście dumny ze swojego narodu (z państwa zdecydowanie mniej), ale ta duma nie przesłania mi moich spostrzeżeń, które nie zawsze nastrajają pozytywnie. Wiem, że wiele z naszych obecnych bolączek wiąże się z uwarunkowaniami historycznymi. Wielu Polaków z różnych powodów do dzisiaj nie potrafi odnaleźć się w kapitalizmie, ale czy aby na pewno wszystko można wytłumaczyć naszą niezbyt ciekawą przeszłością? 

Jako nauczyciel z zawodu za ilustrację tego co mam na myśli podam przykład z mojej "branży". Coraz bardziej przekonuję się, iż  w naszym umęczonym kraju ściąganie na sprawdzianach zaczyna się stawać (o ile już się nie stało) substytutem zaradności. Dzieci i młodzież wzajemnie przechwalają się przed sobą w jakie wymyślne sposoby udało im się okpić swojego belfra. No, ale czemu się dziwić dzieciom, skoro dochodzi wręcz do tego, iż  niektóre matki bez zażenowania chwalą swoje pociechy za to, iż udało im się ściągnąć na klasówce i nie zostać złapanym. "Poradzisz sobie w życiu", mówią. O ile wiem na studiach przyszli magistrowie i inżenierowie również bardziej niż na swój mózg i pamięć liczą na kawałek karteczki schowany w rozporku/staniku, względnie pod siedzeniem ... W procederze tym bardzo pomaga wygodnictwo profesorów, którzy miast każdy egzamin przeprowadzać ustnie decydują się na mniej czasochłonne, ale i dalece mniej sprawiedliwe, pisemne sprawdzanie stanu wiedzy swoich studentów.

Nie dziwmy się, że w kraju, w którym pseudo-wykształceni gigusie są zjawiskiem powszechnym lekarze zaszywają pacjentom skalpele w brzuchach, a architekci projetkują mosty, które następnie trzeba rozbierać ze względów bezpieczeństwa. Nie dziwmy się, że co i rusz spotykamy się z dziadostwem, skoro sami na takie dziadostwo od lat pozwalamy czy wręcz mu przyklaskujemy. Doskonałym komentarzem do całej tej szopki jest fakt, iż publikacje zatytuowane "Ściąga z [tu wstaw przedmiot lub zagadnienie]" można beż cienia żenady zakupić w co drugim szkolnym sklepiku. Pytam się, gdzie nasze dzieci mają się nauczyć sumienności i uczciwości jeżeli nie w szkole? Gdyby jakieś brytyjskie dziecko pochwaliło się swoim rówieśnikom, że ściągało na sprawdzianie to zamiast fanfar spotkałby je ze strony kolegów totalny ostracyzm - obysmy kiedyś zdołali dojść do takich standardów.

Należy pamiętać, że dzieci rysujące dzisiaj szlaczki pod zadaniem domowym to jutrzejsi konkurenci na rynku pracy. Czy naprawdę chcemy, aby o przyszłych karierach naszych pociech decydowały znajomości i/lub umiejętność przepisywania z kartki na kartkę? Najwyraźniej tak, przynajmniej na poziomie decyzyjnym, gdyż w zasadzie wszystkie ze śledzonych przeze Mnie reform edukacji narodowej (gimnazja, nowa matura, reformy dostosowywyjace nasze szkolnictwo do norm UE) sprowadzały się do tego samego - coraz większego zbaraniania nieletnich oraz coraz większej biurokratyzacji procesu nauczania. Maturę z historii przekształcono w marnej jakości quiz, którego bez wyrycia na pamięć szeregu nikomu niepotrzebnych bzdur nie da się zdać na dobrą ocenę. Czy twórcy tej matury naprawdę nie wiedzą, że historia to przedmiot humanistyczny? Że historyk niekoniecznie musi znać na pamięć każdą datę i każdą postać, ale powien umieć się wypisywać i wysławiać, a przede wszystkim rozumieć pewne dziejowe procesy? Na Języku Polskim podobnie - zamiast się popisywać swym lekkim piórem na miejscu dzieciaki przynoszą pościągane z internetu wypracowania, których nawet nie potrafią składnie streścić. Nie wiem jak to wygląda z przedmiotów przyrodniczych, ale nie przewiduję, iż jest jakoś wyraźnie lepiej (wyniki matur mówią same za siebie). Marnym pocieszeniem jest dla mnie fakt, iż przecietny Polak i tak ma większą wiedzęn niż, dajmy na to, przeciętny  Niemiec. Cóż to za pocieszenie skoro okazuje się, że statystyczny Niemiec nie potrafi nawet wymienić swoich sąsiadów (najczęściej padająca odpowiedź to oczywiście Turcja, a jakże - przynajmniej nie da się im zarzucić braków w logice).

A zatem zamiast coraz bardziej poszerzać widełki edukacyjne, jakie jeszcze mimo wszystko dzielą nas od Zachodu myśliciele z MENu, z których zapewne spora część ostatni raz widziała placówkę szkolną  od środka jakieś 30 lat temu, uznali że skoro wartko zdążamy ku Europie to trzeba równać do niej nawet w tych kwestiach, w których jesteśmy in plus. Efekty wprowadzenia wzorowanych na zachodnim szkolnictwie gimnazjów są już dzisiaj nad wyraz widoczne, nie tylko w kontekście edukacyjnym, lecz także psychologiczno-społecznym. Pozostaje mi dziękować opatrzności, iż  byłem jednym z ostatnich roczników, które kończyły ośmioklasową podstawówkę, bo dzisiaj sprawnie szło by mi jedynie pisanie smsów.

Mam zbyt małą wiedzę o wczesnych fazach edukacji, żeby oceniać czy posyłanie dzieci sześcioletnich do szkół to generalnie dobry pomysł, natomiast jestem pewien, iż tworzenie klas łączonych, gdzie 6 latki mają nadążyć za tempem nauki o rok starszych kolegów to strzał w stopę. Pozornie wydaje się, że ten rok róznicy to niewiele, ale nie trzeba specjalistycznej wiedzy, aby wyobrazić sobie, iż w pewnych aspektach (np. manualnych) sześciolatki i siedmiolatki może dzielić prawdziwa przepaść.

Spójrzmy prawdzie w oczy - nie jesteśmy i długo jeszcze nie będziemy krajem zamożnym, który może sobie pozwolić na szkolenie hord wykształciuchów. Powinniśmy stawiać nie na ilość, ale na jakość kształcenia, gdyż tylko w ten sposób możemy zrównoważyć 50-letni debet czasowy zaciągnięty na naszym narodzie przez PZPR. Ostatecznie nie każdy musi być przecież magistrem czy iżynierem, aby odnalazł swoje miejsce w społeczeństwie.

W niedalekiej przyszłości postaram się nieco bardziej rozwinąć cześć z poruszanych tutaj kwestii. Zainteresowanych dyskusją i poznaniem szerszego zakresu moich opinii zapraszam do uważnego śledzenia tego bloga.

Dziękuję za poświecony czas i pozdrawiam .

SOLTYS
O mnie SOLTYS

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka