We wczorajszym programie "Tomasz Lis na Żywo", poza dalszym ciągiem tematu smoleńskiego, odniesiono się również do ostatniego wyroku na generale Kiszczaku. Pisałem co o tym myślę dosyć obszernie juz kilka dni temu, więc nie będę się powtarzał. To co mnie zaintrygowało to postawa panów Lityńskiego i Celińskiego, którzy udowodnili po raz kolejny, że gdyby to od nich zależała suwerenność Polski to dzisiaj jak jeden mąż pisalibyśmy cyrylicą.
Nie zamierzam odbierać ww. Panom ich zasług, ale po pierwsze ich powtarzane jak mantra argumenty o zagrożeniu interwencją sowiecką zostały dawno obalone (co celnie wypunktował poseł Giżyński), a po drugie nazywanie stanu wojennego bezkrwawym to jakiś ponury żart. Przyznam, iż spodziewałem się, że argumenty jakie wytoczą panowie ustawieni w tym sporze na pozycjach obrońców umowy okrągłostołowej, sprowadzą się do klasycznego już w ich kręgach światopoglądowych stwierdzenia, że "Pinochet zabił więcej ludzi niż Jaruzelski." Pan Celiński skorzystał nawet z Wikipedii i dla poparcia swoich tez nie omieszkał wspomnieć o sprawie Waltera Rauffa. Wszystko to prawda, ale skoro już mielibyśmy przerzucać się liczbami to pragnę zauważyć, że ultralewicowy poprzednik Pinocheta, Salvador Allende, uśmiercił znacznie więcej osób (a rządził wielokrotnie krócej, bo raptem 4 lata), tylko jaki to ma sens? Jeśli ktoś jest mordercą albo zleceniodawcą morderstwa to po prostu nim jest i nie ma co się przerzucać liczbami zabitych, bo wówczas zawsze można sprowadzić rozmowę do frazy, że "Ponad towarzysza Stalina nie było większego sk....syna".
Kolejnym przekłamaniem jest stawianie Wałęsy i Jaruzelskiego jako równorzędnych partnerów do rozmowy przy okrągłym stole. Znając dzisiaj bardzo dokładnie przeszłość i niestety również teraźniejszość prezydenta Lecha Wałęsy, możemy z dużą dozą pewności stwierdzić, że w wielu kwestiach omawianych w Magdalence nie był on wyrazicielem woli ludu, ale przede wszystkim obrońcą swojego siedzenia, umoczonego w latach 70'. I proszę mi tu nie wyjeżdżać w komentarzach ze szkalowaniem świętości, bo dowodów na kłamstwa i manipulacje tego Pana jest obecnie co niemiara. W tym kontekście wyrok sądu lustracyjnego z 2001 roku uniewinniający Wałęsę można potraktować jako czysto polityczny.
Panowie Celiński i Lityńkski są, zdaje się, tym typem wiecznych oportunistów, którzy nie mogą zrozumieć, iż w pewnych warunkach bezkrwawe oddanie władzy jest gorsze niż konfrontacja ze złem. Krew należąca do zdrajców i morderców takich jak wspominany Allende to dla ludzkości żadna strata. Jest to typowe i dosyć zadziwiające myślenie rodem z postępowych kręgów, które z jednej strony twierdzą, że nie ma nic cenniejszego niż ludzkie życie, a z drugiej strony zadziornie wojują o legalizację aborcji i eutanazji. Otóż pragnę panów poinformować, iż są na świecie wartości ważniejsze niż ludzkie życie. Dla tych wartości oddawali życie żołnierze AK i WiNu. Dla tych wartości ginęli powstańcy warszawscy (tak ministrze Sikorski !), a później ludzie na wybrzeżu i górnicy w "Wujku". Dogadanie się z Jaruzelskim i zapewnienie mu nietykalności było napluciem w twarz tym osobom i ich rodzinom. Jest mi przykro, że osobom, które są odpowiednio reprezentantem narodu i doradcą prezydenta RP trzeba takie rzeczy uświadamiać.
Stawiając życie ludzkie jako najwyższą wartość na Ziemi tracimy z pola widzenia cały horyzont wartości, który jest ponad nim, takich jak ojczyzna, honor czy sprawiedliwość. Jeśli panowie Lityński i Celiński uważają okrągły stół za wielki sukces, to nawet boję się pomyśleć co w ich słowniku oznacza porażkę. Z mojej perspektywy okrągły stół to usankcjonowanie PRLowskiego dejavu. Mocodawcy masakry na Pomorzu i w "Wujku" dostają glejt nietykalności, stają się z dnia na dzień "ludźmi honoru". Cały aparat państwowy, który przez lata gnębił swoją ojczyznę przesiada się do zarządów banków, spółek i spółeczek. Ci sami ludzie którzy kiedyś doili nasz naród z krwi dzisiaj doją go z pieniędzy i rozdają między sobą kolejne stanowiska. To jest ten sukces Wałęsy i okrągłego stołu czy może coś pominąłem? Nie może być mowy o bezkrwawym przekazaniu władzy, bo żadna władza nie została nikomu przekazana ! Zmieniono szyld z PRLu na III RP, a na czele interesów tego haniebnego układu stanęły najwyższe osoby w państwie, lansujące potrzebę odgrodzenia przeszłości "grubą kreską". Nie wiem ilu z nich złamano, ilu przekupiono czy zastraszono, a ilu zwyczajnie oszukano, ale fakt, iż przez 15 pierwszych lat III RP na fotelu prezydenckim zasiadali współpracownicy tajnych służb, a obecnym premierem jest człowiek, który brał czynny udział w obaleniu jedynego rządu, który mógł się z tą hydrą rozprawić jest chyba nad wyraz czytelny znakiem dokąd prowadzi układanie się ze zdrajcami.
Zdrajców powinno się wieszać, a nie z nimi paktować.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)