SOLTYS SOLTYS
1009
BLOG

Dlaczego czasami nie warto być patriotą

SOLTYS SOLTYS Polityka Obserwuj notkę 5

W świadomości wielu osób z którymi przychodzi mi rozmawiać spotykam bardzo ciekawą i zupełnie dla mnie niezrozumiałą tendencję do relatywizowania pewnych postaci, zjawisk i wydarzeń. Dowiaduje się, że komuna wcale nie była taka zła - w końcu dawali prace, a czasem nawet udawało się wystać w kolejce nieużywaną sraj taśmę. Dowiaduję się, że Pan Jacek Kuroń wcale nie był takim złym ministrem - na ulicy bidulek wystawał, zupki bezdomnym rozdawał. Prawda, bo prawda - lubił się napić, ale co to za Polak, który nie lubi się napić? Skoro już o ministrach mowa to dowiadujemy się od szefa resortu spraw zagranicznych, tego nie do końca "z tych" Sikorskich, że w zasadzie Powstańcy Warszawscy to żadni tam bohaterowie, tylko warcholstwo, które doprowadziło do zniszczenia naszej pięknej stolicy przez Hitlera.

Człowiek siedzi i słucha tego typu bredni, słucha medialnych zachwytów nad byłymi aparatczykami PRLu jacy to oni nie zasłużeni dla Polski i myśli sobie czasem, że być może lepiej byłoby pewnych spraw nie dociekać - może byłby głupszy, ale za to zdrowszy. Zaczyna wierzyć głosom mówiącym zewsząd: "Po co się tym martwić, skoro i tak nie jesteś w stanie tego zmienić?" Kiedy słyszę taki tekst najczęściej następuje przebudzenie i rodzi się we Mnie bunt, zaczynam się zastanawiać czy aby naszym lumpen-elitom właśnie na takim stanie społecznej nieświadomości nie zależy? Czy to właśnie dlatego 99% powierzchni plakatów wyborczych zajmuje tanie efekciarstwo, a nie rzetelna informacja lub chociaż zachęta do jej uzyskania? Ludzie uwierzyli w wałęsowskie 100 milionów dla każdego, to dlaczego mieliby nie uwierzyć w tuskowe 300 milionów z UE czy jakąś inną niedorzeczność? Przecież wyborcy doskonale wiedzą, że "i tak nie są w stanie niczego zmienić".

Jestem pewien, że gdyby przeprowadzić badania nt. wiedzy Polaków o kandydatach na których oddają swój głos to zdecydowana większość naszego społeczeństwa mogłaby powiedzieć więcej o życiorysie Dody. Ta smutna konstatacja już wiele lat temu przekonała mnie, że nie warto wychodzić z domu na jakiekolwiek wybory. Wiem, że zaraz ktoś zacznie wyjeżdżać mi z obywatelskim obowiązkiem, ale umówmy się co do jednego - nieświadome głosowanie zawsze będzie bardziej szkodliwe niż świadome niegłosowanie. Niestety obawiam się, że podobnie jak wiele demokracji wpadliśmy w zaklęty krąg, gdyż politykom tak naprawdę nie zależy na świadomych wyborcach, ale na tłumie podążających do urn dyletantów. Gdyby tak nie było, to kampanie wyborcze nie byłyby czymś na kształt konkursu Miss World, zaś czas i pieniądze przeznaczane na żenujące spoty/plakaty przeznaczono by na przedwyborcze edukowanie społeczeństwa.

Powiecie, że to utopia, ale skoro można w naszym kraju prowadzić kampanie społeczne na rzecz ochrony drzew w Amazonii to dlaczego nie można poprowadzić kampanii na rzecz uświadamiania społeczeństwa, że głosowanie dla samego głosowania (czyli z tzw. patriotycznego obowiązku) to tak naprawdę żaden patriotyzm tylko kpina z demokracji? Dlaczego ta sprawa ma być mniej istotna niż kilka drzew w odległych stronach świata?

Nie zadałeś sobie nawet 15-minutowego trudu, żeby przeczytać dossier osoby, na którą oddajesz swój głos? Swoją wiedzę nt. świata polityki czerpiesz wyłącznie z kolorowych gazetek? Głosujesz na Tuska, bo jest tzw. liberałem albo na Kaczyńskiego bo jest z tzw. prawicy? Uważasz, że SLD i Ruch Palikota nie mają nic wspólnego z dawnym PZPRem?  Wzbogać swoją wiedzę, a do tego czasu daj sobie spokój z głosowaniem. Zostań w domu i skoś trawę w ogrodzie - zrobisz więcej i dla siebie, i dla Polski.

SOLTYS
O mnie SOLTYS

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka