Sprawa TW "Bolek" znowu pojawia się w mediach i znowu mówi się o wokół niej o wszystkim, byle tylko w ten sposób powiedzieć o niczym. Na bazie czołobitnego materiału w programie Tomasz Lis na żywo, gdzie już tradycyjnie prowadzący zaprosił tylko jedną stronę do rozmowy, prezes instytutu Lecha Wałęsy, Piotr Gulczynski, nazywa oskarżenia wobec swego sponosra odgrzewanymi kotletami. Dowiadujemy się o potężnym kręgosłupie moralnym Wałęsy, o jego miłości do żony, o tym że ceni go Pan Frasyniuk i nieco mniej ceniła go Anna Walentynowicz. Dwie godziny wcześniej u Moniki Olejnik bryluje gen. Czempiński, czyli człowiek, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, będąc szefem UOP pomagał byłemu prezydentowi w wyprowadzaniu dokumentów ze swojej agendy, podobnie jak robił to minister Milczanowski. Spiewka jest taka sama co zwykle: kserokopie z kserokopii, brak dowodów, zakazać pisać Cenckiewiczowi o Wałęsie (sic!) etc. Nad to wszystko trzeba oczywiście nadmienić to co krzyczy ulica: nie wolno nam zniszczyć legendy Wałęsy, wszak to jedyny żyjący Polak, którego kojarzą na całym świecie.
Zaiste genialny argument. Zastanaiwam się tylko jaka część z takich krzykaczy zadała sobie trud przeczytania jakiejkolwiek publikacji o Lechu Wałęsie i spróbowała dociec głebiej niż mają w zyczaju redatkorzy Lis i Olejnik. Niestety znając statystyki i widząc jak niechętnie nasze społeczeństwo sięga po jakiekolwiek inne zródło wiedzy poza telewizyjną tubą, obawiam się, iż opinia większosci osób wypowiadających się w tej kwestii bazuje na prywatnym wrazeniu, nie zaś na faktach.
Pan Frasyniuk zapewne powiedziałby mi teraz słynne zdanie: "Pierd...sz, nie było Cie tam". Wówczas ja musiałbym odpowiedzieć, że nie było mnie również w trakcie bitwy pod Grunwadem czy w czasie Insurekcji Kościuszkowsiej, a jednak jestem pewien, iż wiem więcej o tych wydarzeniach niż większość z ich bezpośrednich uczestników. Zdajmy sobie wreszczie sprawę, iż wg naukowej metodologii bezpośredni świadek wydarzenia jest zawsze zródłem najmniej obiektywnym. Najbardziej obiektynym zródłem są natomiast te dokumenty, świadectwa czy zapisy, które powstawały w celach innych niż relacjonowanie bierzących wydarzeń. Dla przykładu akt urodzenia będzie bardziej obiektywnym zródłem informacji niż osoba twierdząca, że urodziła się danego dnia. Gdyby zaufać relacjom świadków II WŚ to okaże się, że Polacy zniszczyli więcej czołgów i zabili więcej Niemców niż tych było w sumie posłanych na nasz kraj.
Mamy uwierzyć, że urzędnicy PRLu w latach 70' postanowili na wszleki wypadek sfabrykować jakieś materiały na Wałęsę i wpleść je do archiwów pod właściwymi dla tego okresu paginacjami?. Każdy kto zna podstawowe informacje na temat obiegu dokumentów w PRLu musi uznać takie zdarzenie za wysoce nieprawdopodobne, a podrabianie całych teczek i wrzucanie ich do głównego archiwum jako autentycznych to już kompletny absurd. Z jednej strony sugeruje się nam, że służby były wszechwładne i wszechwiedzące, ale w tej sprawie nagle dowiadujemy się, że tak naprawdę to banda idiotów, robiąca sobie burdel w archiwach tylko po to, żeby za 20 lat mieć kwity na pewnego elektryka, który został prezydentem.
Jak już zapewne zdołali Państwo zauważyć jestem, jakby to powiedział redaktor Lis, przedstawicielem "tej drugiej strony", czyli osób które śmią powątpiewać w krystaliczność byłego prezydenta. Wg posła Celińskiego to coś co każe nam to czynić to pewna małość, typowa dla Polaczków chęć dokopania komuś, komu się udało. Być może mam w sobie takie genetyczne uwarunkowanie, ale mam też głód prawdy płynącej z faktów, nie zaś z prywatnych opinii. W czasach gdy byłem nastolatkiem Wałęsa był dla mnie takim samym bohaterem jak dla każdego Polaka. Mając rodzinę w Gdańsku za kilkuletniego szkraba wystawałem pod jego domem, bo każdy obywatel chciał zamienić choćby jedno zdanie z "tym który pokonał komunizm". Przez długi okres czasu uważałem to samo, co wielu uważa do dzisiaj: chcą go upodlić i ośmieszyć, macki komunistycznej hydry działają pomimo odciętej głowy.
Nad przewartościowaniem oceny i dokonań Lecha Wałęsy zacząłem się mocniej zastanawiać po obejrzeniu filmu Grzegorza Brauna "Plusy dodatnie, plusy ujemne". Moje poruszenie wzbudziły nie tyle relacje jego kolegów ze stoczni (które wówczas uznałem za zwykłą zawiść), ale ostatnia scena tego dokumentu, gdzie rozwścieczony Wałęsa zaczyna targać podane mu przez Brauna dokumenty, które mogłyby wskazywać na jego agenturalną przeszłość. Dowiadujemy się wówczas od Wałęsy, że zbrodnią przeciwko niemu jest sam fakt zadawania pytań dotyczących tej sprawy, że nie wolno zadawać niewygodnych pytań "temu który obalił komunizm." Zacząłem się wowóczas poważnie zastanawiać, czy tak zachowuje się osoba niewinna. Z jednej strony to naturalne, że jeżeli zostajemy posądzeni o coś czego nie zrobiliśmy to początkowo wpadamy w szał. Z drugiej strony ten film powstał w 2006 roku i Wałęsa miał lata, aby przygotować się do rzeczowego i spokojnego rozwiewania wszelkich zarzutów pod swoim adresem. Gdzież indziej będzie lepsza szansa na rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących jego osoby jeśli nie przed okiem kamery, na filmie który obejrzą miliony Polaków?
Zachowanie byłego prezydenta wydało mi się o tyle zastanawiające, a film na tyle wiarygodny, iż wiedziony wrodzoną dociekliwościa postanowiłem w miarę skromnych możliwości sie tej sprawie przyjrzeć. Pobieżna lektura kilkunastu publikacji co prawda nie odpowiedziała zadowalajaco na żadne z moich pytań, ale dostarczyła kolejnych watpliwości co do krystalicznego obrazu Lecha Wałęsy. Dlaczego wyprowadził dokumenty z UOP i z jakich powodów następnie kłamał, iż nigdy tego nie zrobił (pomimo podpisu pod wypozyczeniem)? Dlaczego forował w swoim otoczeniu ludzi ze starego systemu? Jaką rolę pełnił w tym wszystkim Mieczysław Wachowski? Dlaczego doprowadził do upadku rząd Olszewskiego i co mógł na tym zyskać? Te i wiele innych pytań zaczęło się pojawiać w mojej głowie, niestety zwyczajny brak czasu i nie mniej istotne braki w zakresie dostępu do kluczowych informacji sprawiały, że szybko straciłem zapał do poszukiwania odpowiedzi. Tym nie mniej wątpliwości pozostały i nie rozwiał ich wcale jakby tego chciał poseł Celiński wyrok sądu lustracyjnego z 2001. Wszyscy wiedzą, że w tych kwestiach sądy nader często lubiły mijac się z prawdą. Procesy Walęsy, byłego premiera Józefa Oleksego czy senatora Mariana Jurczyka rażą tak wielką liczbą "niedociągnięć procesowych", iż nie mam zbyt dużych oporów w nazywaniu ich farsą. Jurczyk np został uniewinnony od zarzutu wpółpracy przez Sąd Najwyższy pomimo tego, iż sędzia dysponował dokumentem o zawarciu takiej współpracy z odręcznym podpisem oskarżonego. W procesie Wałęsy dowody traktowano nie mniej wybiórczo, a za zmarłego uznano jednego z głownych świadków, kpt. Graczyka. Oficer, który zwerbował TW Bolka co prawda cudownie ożył, ale niestety już po wydaniu korzystnego dla byłego prezydenta orzeczenia.
W 2008 roku mrówczą robotę wykonała za Mnie dwójka pracowników IPN, dr Sławomir Cenckiewicz i dr Piotr Gontarczyk, publikując książkę "SB, a Lech Wałęsa". Autorzy w spójny, dobrze udokumentowany i wzorowy pod względem historycznego warsztatu sposób ukazali mroczne strony postaci Lecha Wałęsy, jednocześnie powstrzymując się od osobistych ocen. Książka ta jest zbiorem chronologicznie uporządkowanych faktów i wypowiedzi jakie przez lata nagromadzily się w tej sprawie. Każdy kto widzi w niej paszkwilanctwo czy jakąś obsesyjną chęć dokopania Wałęsie powinien zmienić okulistę. To czego oczekiwałbym jako obywatel po bez mała 4 latach od ukazania się tej pozycji to próby naukowego obalenia jej tez przez jej przeciwników, względnie ich zamilknięcia do czasu aż uda im się taką publikację wykluć. Określanie tego tekstu "paszkwilem", "pomyjami", "plwocinami" czy "odgrzewanymi kotletami" poza tym, że nie przystoi poważnym ludziom, to jednocześnie sprowadza poważny naukowy dyskurs do poziomu rozmowy dwójki meneli pod monopolowym. Winny! Niewinny! Winny! Niewinny! Dla mnie osobiście jest to kwestia na tyle poważana, że o tym czy Wałęsa był agentem czy nie nie powinien rozstrzygać były PRLowski aparatczyk w programie "Kropka nad i".
Nie wydaje mi się, aby wielkim problemem było zoganizowanie kilkugodzinnego programu/cyklu programów nt. Lecha Wałęsy, gdzie sam zainteresowany oraz jego zwolennicy i przeciwnicy mogliby się rzeczowo ustosunkować do tej sprawy. Dlaczego nikt przez te wszystkie lata nie zdecydował się na taki krok? Czy to oskarzeni czy oskarżani czują się w tej dyskusji na przegranych pozycjacjach? Czy to oskarzeni czy oskarżani lawirują od jednej medialnej wrzutki do kolejnej nie chcąc przypadkiem znaleźć się w jednym studio telewizyjnym z kimś kto może zacząć sypać niewygodnymi faktami jak z rękawa? Oczywiście można się zasłaniać wyrokami sądu, ale to nie posuwa sprawy ani o centymetr do przodu, bo jako się rzekło niewielu trzeźwo myślących ludzi jest w stanie te wyroki zaakceptować. Można powiedzieć: "wierzcie Mnie, albo wierzcie SB", ale cała ta sprawa z wiarą lub niewiarą nie ma nic wspólnego. Faktom powinno się przeciwstawiać inne fakty, a nie czerstwą gadaninę.
Jeżeli jest podpis Wałęsy pod odbiorem dokumentów z kancelarii UOP, a potem mamy wyparcie się byłego przezydenta, że kiedykolwiek coś stamtąd wypożyczał to naturalnym jest zadanie pytania dlaczego kłamał. Jeżeli wypożyczone dokumenty wracają zdekompletowane to naturalnym jest pytanie dlaczego część z nich postanowił sobie przywłaszczyć. Jeżeli w trakcie tzw. nocnej zmiany Wałęsa obala prolustracyjny rząd Olszewskiego to naturalne jest pytanie dlaczego tak bardzo się tej lustracji obawiał. To są bardzo logiczne pytania nie wynikające z żadnej zawiści czy chęci dogryzania bliźniemu, ale z chęci poznania prawdy. Jeżeli odpowiedzą na tak naturalne pytania jest święte oburzenie albo jakieś półsłówka to nie dziwmy się, że są osoby które będą te sprawy drążyć.
Żeby nie było wątpliwości to na koniec pragnę podkreślić, że ja naprawdę doceniam rolę jaką Lech Wałęsa odegrał w latach 80'. Po prostu nie przesłania mi to jak niektórym negatywnej oceny tego człowieka w latach 70' i 90'. Szczególnie bolesne są tu lata 90', kiedy Wałęsa kierowany samolubną chęcią zatarcia niechlubnych kart w swoim życiorysie bardzo skutecznie blokuje proces lustracji, pozwalając tym samym na odradzanie się PRL-u bis w łonie III Rzeczpospolitej. Wszystkich zainteresowanych tą sprawą zachęcam do docielkiwosci wykraczającej poza ramy szklanego ekranu.
Pozdrawiam.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)