Zakończyły się Igrzyska w Vancouver. Wbrew prawom fizyki i zdrowemu rozsądkowi , Polacy wypadli nadspodziewanie dobrze. Pomimo postawienia sportu na głowie dzięki talentowi i samozaparciu sportowców, działacze sportowi czują się dobrze.
Ewenementem na skale światową są sukcesy polskich sportowców. Można się retorycznie zapytać czy osławieni bobsleiści z Jamajki mieli tor bobslejowy , oczywiście , że nie. Tak samo jest z naszymi panczenistkami, zdobywczyniami brązowego medalu. 38 mln kraj nie ma ani jednego krytego obiektu dla panczenistów. Taki obiekt jest nieodzowny ,żeby można było odnosić sukcesy w panczenach. To ,że nasz sympatyczne panie go zdobyły , zawdzięczają swojej własnej pracy , talentowi , trenerom. Podobnie jest w saneczkarstwie i bobslejach.
Przecież w Polsce nie ma tzw. rynny do trenowania bobslejami i saneczkami a punktowane miejsce saneczkarki Staszulonek , to niewyobrażalny sukces tej zawodniczki.
O Justynie Kowalczyk nie będę pisał , ale żeby wśród około dwudziestu zawodniczek uprawiających w Polsce biegi narciarskie znaleźć trzykrotną medalistkę olimpijską , toć to rekord świata , a Justyna Kowalczyk to diament najczystszej wody na, który trzeba chuchać i dmuchać.
Podobnie jest w skokach narciarskich , Polska tak naprawdę ma trzy skocznie narciarskie , ale mimo to znalazł się w Polsce geniusz w skokach narciarskich, Adam Małysz. O takich , dyscyplinach jak hokej , konkurencje alpejskie nie będę pisał , bo jak jest każdy widzi.
Mimo oczywistej bryndzy w infrastrukturze do uprawiania zimowych sportów ,twarz prezesa PKOL jest uśmiechnięta i zadowolona , gdyż medale przesłoniły mu rzeczywistość.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)