Czas pozyskiwania wyborców zbliża się ponownie, a wraz z nim awantury o Kościół, o Komisję Majątkową, o in vitro, aborcję, krzyże i czarne sprawki pracowników instytucji kościelnej. Dlatego pozwolę sobie na dokończenie swoich rozważań, które pojawiły się w artykule „Kościół w Polsce sobie na to sobie nie zasłużył”
Nie będę już odnosić się do historii naszego kraju i roli kościoła w jego smutnych okresach. Przykład poprzedniego systemu pokazał, że niezależnie od ilości „czarnych owiec” w swoich szeregach, instytucja ta miała i ma osoby pełne poświęcenia, odważne i cieszące się szacunkiem społecznym. Takie, które spełniają misję do jakiej powołana została instytucja kościelna. Takie, które wnoszą dużo radości i ciepła do naszego życia i takie, w towarzystwie których chce się spędzać czas.
Przykładem może być ks. Twardowski, Boniecki, Sedlak, o. Leon czy też prof. Heller.
I czy to się czerwonym łotrom podoba czy też nie, kościół w Polsce ma mocne podstawy mimo swoich ciemnych sprawek, choć niekoniecznie wszystkich sprawek związanych z naszymi, rodzimymi księżmi.
Problem kościoła, w tym także polskiego, wynika obecnie ze zmian jakie następują w mentalności społeczeństw, zwłaszcza nowego, młodego pokolenia, wychowanego już nie w ksenofobicznym poczuciu jedności zawartej w granicach państwa i narodu. Młode pokolenia przyzwyczajone do wielokulturowych struktur wyznaniowych nie widzą sensu w kurczowym trzymaniu się starych doktryn, zwłaszcza gdy doktryny te mogą wyzwalać w nich poczucie winy czy też grzechu.
Dzisiaj zmienia się pojęcie grzechu ponieważ grzeszymy wszyscy i łamiemy wszystkie prawie przykazania. O ile zdrada czy nie uczestnictwo w uroczystościach religijnych jest tak powszechne, że przestało być tematem rozważań i spowiedzi, o tyle zabijanie nie jest już dane każdemu i nabiera innego wymiaru. Wali się nam jednak cały Dekalog, gdyż nie są znane powody zabijania ludzi w lokalnych wojnach, a kościół nie potępił wysłania polskich wojsk do Afganistanu na przykład.
Kościół stoi dzisiaj wobec innych problemów. Chcąc być przewodnikiem moralnym musi borykać się z zaszłościami i skandalami, które wychodzą na światło dzienne po latach. Chce uchodzić za instytucję trwałą, ponadczasową i niezmienną, a nie potrafi dopasować swoich doktryn do wymogów nowych czasów, nowych technologii czy nawet innych gustów wiernych. Uniwersalne nauki, będące początkiem istnienia kościoła chrześcijańskiego stają na drodze rozwoju instytucji kościelnej… nie dlatego, że są - tylko dlatego, że sama instytucja kościelna wstawiła je w ramy własnych interpretacji.
Nikt dzisiaj nie zgina karku na myśl o anatemie, choć w naszym kościele zdarzył się nadgorliwy biskup, któremu zachciało się straszyć polskich parlamentarzystów. Nikogo nie interesuje już czy papież jest nieomylny czy omylny, gdyż papież stał się raczej egzotyka pojawiającą się z okazji swoich pielgrzymek.
Polski kościół jest w tej specyficznej sytuacji, że w naszym kraju od dwudziestu lat toczy się bój o władzę i ci którzy do władzy pretendują, religię wpisują sobie w sztandarowe hasła.
Niezłomna w szerzeniu antyklerykalizmu lewica podsyca zawsze w okresie kampanii wyborczej dyskusje na temat ilości symboli religijnych w naszym kraju, choć wcale nie ma ich więcej niż u naszych sąsiadów… wytyka obwód pasa księży choć wcale chudszych przedstawicieli w swoich szeregach nie ma… wylicza ile zarabiają katecheci uczący religii w szkołach, choć prawo nakazuje wynagradzać wszystkich nauczycieli za pracę… wylicza ile pieniędzy z budżetu wydaje się na cele kościelne zapominając, że kasa ta jest przeznaczana na utrzymanie obiektów sakralnych będących przede wszystkim zabytkami i perłami naszej architektury także.
Po drugiej stronie stoją ci, którzy ze skostniałego katolicyzmu, jakiś jego resztek z ubiegłego stulecia tworzą nowy obraz katolika, jego kościoła, a także swojego sposobu na przetrwanie w polityce. Tacy, którzy biegną do sądu gdy tylko ktoś użyje podobnego zestawienia kolorów co barwy Stolicy Apostolskiej, którzy chodzą z krzyżami wielkości sztachety od płotu na plecach i urządzają spektakle uliczne z okazji każdej rocznicy albo miesięcznicy… którzy w imieniu Boga są gotowi wpadać w wojenny amok poprzedzany rozdzieraniem szat i ekstatycznymi stanami rodem z voodoo.
Te dwa odchodzące światy – komuszej lewicy i ortodoksyjnej katolickiej prawicy ścierają się ze sobą w pierwszeństwie do pójścia na dno. Gdyż nie ulega wątpliwości, że to nastąpi wkrótce. Jednak w tej walce o przetrwanie próbują ciągnąć za sobą kościół, który wobec takich przeciwników stoi pomiędzy młotem a kowadłem…
Jeżeli pójdzie z duchem czasu i zmieniającej się obyczajowości to pozyska wprawdzie młodych wyznawców, ale będzie niezrozumiały dla starszego pokolenia - narazi się na krytykę, że nie stoi na straży wiary ojców. Już pierwsze tego symptomy pojawiły się z chwilą powstawania królestwa ks. Jankowskiego. Potem rosnącej atrakcyjności Radia Maryja i medialnych przedsięwzięć o. Rydzyka. Chyba nie ma innego kraju w Europie, w którym jeden zakonnik mógł odbić dla swoich celów kilkuset tysięczną publiczność i tak skłócić między sobą wyznawców. Nie było w naszym kraju chyba sytuacji, w której kategoryzowano wyznawców na miłych i milszych Bogu ze szczególnym uwzględnieniem poziomu patriotyzmu tych mniej milszych…
Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że zwierzchnicy kościoła katolickiego w Polsce do młodych się nie zaliczają i są tylko ludźmi podporządkowanymi instytucji Watykanu. Ma to swoje konsekwencje w wyznawanych doktrynach i prezentowanych poglądach, które zgodnie z obowiązującymi umowami muszą być respektowane „w terenie”. Jeżeli chcielibyśmy się odłączyć od tego krwioobiegu i stworzyć swój własny kościół (podobnie jak Anglicy) musimy wziąć poprawkę, że nasze życie duchowe może zdominować wtedy nowa instytucja o. Rydzyka lub jakiś podobny twór…
Dzisiaj pojawiają się starcia ortodoksyjnych katolików z hierarchami kościelnymi z całkiem błahych powodów. Występ Madonny rozbujał naszych fanatyków do tego stopnia, że sami poszli pośpiewać przed jej koncertem… pianista jazzowy Chick Corea stał się „nowym wrogiem Polskiego Narodu, Kościoła i Jedynej Wiary Katolickiej” występując w kościele w Bielsku-Białej i planując występ w katedrze warszawskiej, mimo tego, że archidiecezja nie ma nic przeciwko temu. Okazuje się, że brak silnego przywódcy rodzi pseudo przywódców walczących miedzy sobą. Mało tego, podważają oni autorytety hierarchów doprowadzając do sytuacji, że tworzy się „front walki” a nie „ducha pojednania”.
Jeżeli taką sytuację wykorzystają politycy to konflikt jest gotowy. Bo o ile kościół ma prawo wypowiadać się w sprawach dotyczących państwa i życia w nim, o tyle politycy nie mają prawa sugerować społeczeństwu w zawoalowany sposób, że do wszystkiego potrzebują zgody kościoła.
Sprawa in vitro to nie sprawa ideologii tylko kasy, której brakuje na tak kosztowne leczenie. Krzyże można ściągnąć z urzędów w ciągu jednej godziny i niepotrzebna będzie do tego wojna z biskupami. Ustawa aborcyjna zasila nieźle kieszenie ginekologów, którzy skrobią na potęgę w zaciszu swoich gabinetów i legalizacja jest im potrzebna jak łysemu grzebień.
Każdy ma interes w tym żeby winny był kościół... społeczeństwo nie nakrzyczy na pana Boga przecież, a nawet jeżeli... :)
Wszystkie awantury wokół polskiego kościoła są nadymane z okazji marzeń o korycie i nasilają się cyklicznie co cztery lata. W przyszłym roku czekają nas kolejne wybory do parlamentu i kolejne niedorobki rzucą się na krzyże, po to by na nie pluć albo nimi walić na oślep. Wszyscy zrobią to w imieniu społeczeństwa, wolności słowa, szacunku dla wyznania i dla dobra narodu… i oczywiście dla własnych korzyści. A my zastanówmy się co powinien w takiej sytuacji zrobić kościół, skoro wiemy, że polityczne hieny szarpią nim na wszystkie strony…
alex




Komentarze
Pokaż komentarze