
Sumienie...
Zastanawiam się czy nasi obywatele szybciej mówią niż myślą, czy też jest to efekt naszego pociągu do awantur i wrzasków o niesprawiedliwości.
Niedawno media rzuciły na pierwszą stronę artykuł o tym, że wkrótce może tak się stać iż aptekarz nie sprzeda nam środków antykoncepcyjnych ponieważ może to być niezgodne z jego sumieniem...
I zawrzało.
Już pomijając fakt, że za łby chwycili się jak zawsze ci sami, chyba czas przypomnieć jak działa rynek. Otóż działa on tak, że gdy klient w jakimś punkcie nie może dostać towaru to idzie tam gdzie go na sto procent dostanie. Sklep, który ogranicza swój asortyment musi się liczyć ze spadkiem obrotów. Tak to działa.
Pani w aptece, która z obrzydzeniem patrzy na antykoncepcję zamiast zdzierać gardło i każdemu chętnemu tłumaczyć jak rozumie poczęcie i co przez to rozumie, wywiesić powinna informację na szyldzie czego nie sprzeda na pewno i po sprawie. Oczywiście tylko wtedy jeżeli pani w aptece jest właścicielem.
Gdy jest pracownikiem może już tylko mieć poglądy ponieważ robota jest po to by ja wykonywać a nie filozofować.
Żaden pracodawca nie bierze nawet pod uwagę możliwości, w której poglądy pracownika miałyby wpływ na malejące obroty sklepu... każdy szef wie co w takiej sytuacji zrobić należy.
Apteka nie sprzeda leku gdyż pracownik ma dylematy etyczne, sklep mięsny nie sprzeda mięsa gdyż pracownik jest wegetarianinem i też ma dylematy, urząd stanu cywilnego nie udzieli homikom ślubu ponieważ osoba udzielająca ślubu uznaje heteroseksualne związki za normalne i dylematy nie pozwalają mu spokojnie pełnić funkcji w USC, a pracownik warsztatu samochodowego nie naprawi auta tylko zaproponuje rower ponieważ troszczy się o środowisko...
Żaden szanujący się pracodawca nie będzie katować swojego pracownika tak stresującymi sytuacjami i zaproponuje kolejkę w Urzędzie Pracy jako dobre miejsce do rozmyślań nad dylematami sumienia.
Zaś gdy sprzedawca jest zarazem właścicielem sklepu branżowego ma wybór: albo sprzeda towar i nie dopuści by klient szukał innego dostawcy, albo także odda się rozmyślaniom na temat etyki w pracy zawodowej. A ja nie znam takiego właściciela, który zamieni nawet najgorzej idący biznes na robotę niewolniczą u kogoś.
Więc po co drodzy forumowicze tak się irytujecie?
Zapytajcie raczej panią aptekarkę z dylematami czy przypadkiem nie nakręca interesu zaprzyjaźnionemu gabinetowi ginekologicznemu... w końcu zysk jest nieporównywalnie większy z aborcji niż ze sprzedaży tabletki...
A przecież w biznesie chodzi tylko o kasę :)))
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (8)