Marszałek Schedyna rzucił pod obrady komisji sejmowych projekt ustawy o związkach partnerskich. Sprawa ta jest przedmiotem politycznych sporów w okresie przed wyborczym, zwiększająca opór prawicowej opozycji w obronie jakiś wartości i nagłą tolerancję oraz chęć ulżenia dyskryminowanym przez lewicową opozycję.
Jak to w polityce bywa.
W czerwcu Katarzyna Piekarska zarzuciła Waldiemu Dzikowskiemu, że Platforma nigdy się za związki partnerskie nie weźmie, że To obiecanki cacanki. Zajmiemy się tym kiedyś tam. W następnej kadencji. Wtedy okaże się, że będą inne ważne sprawy i Platforma się tym nie zajmie…
Pomijając fakt, że Platforma nie wykazywała aktywności w kwestiach związków partnerskich, a lewica szła zawsze do wyborów otaczana gejami, Senyszynami i transparentami z zapowiedziami świetlanej przyszłości homików w Polsce - dziwi pretensja lewicy, że rząd nic nie robi. Sama lewica nic nie zrobiła w tej kwestii, a z braku jakichkolwiek osiągnięć obsesyjnie uczepiła się ponownie środowiska homoseksualnego.
Jednak mimo wszystko pierwsze czytanie się odbyło i jak zawsze wyszła słoma z butów niektórych naszych polityków, którzy na dźwięk słowa „związek” odpowiadają jednym głosem „seks” – tak jakby nie znali innego znaczenia tego słowa.
Przeciwko ustawie byli jak zawsze posłowie PiS. Jest to całkiem zrozumiałe, gdyż posłowie tej partii albo TEGO nie uprawiają albo robią TE sprawy w stylu napadu na bank – skok i ucieczka. Jedynym celem TYCH spraw, według posłów PiS jest przetrwanie gatunku, a podany przez posłankę Iwonę Arent przykład trzech wysp w kolejności z: dwoma paniami, dwoma panami i z parą, pana i pani – tylko tej ostatniej gwarantuje przetrwanie, gdyby posłanka wróciła tam po 100 latach by sprawdzić.
A o to w związku przecież chodzi: żeby przetrwać.
Posłanka jednak nie wzięła pod uwagę, że przetrwanie to nie tylko płodzenie, ale także przyjazne warunki naturalne… :)
Przetrwać chce także poseł Węgrzyn – gwiazda mediów i ofiara lobby homoseksualnego w Polsce. Od kilku miesięcy wiemy, że ten mały, niepozorny chłoptaś z lekką nadwagą, ślini się na widok dwóch lalek i nic go tak nie kręci, jak owe dwie szalejące w pościeli.
Nie wiem jak żona znosi publiczne wypowiedzi posła na temat jego fantazji seksualnych, ale wydaje mi się, że poseł Węgrzyn zalicza się do grupy leniwców, takich, którzy nie wiedzą co począć z damą w pościeli i podrzucają jej inną damę do zabawy –zaś leniwiec odpręża się na sam widok…
Coś w tym musi być, że im mniej atrakcyjny osobnik tym większe zacięcie w kwestii fantazji erotycznych.
Poseł Jerzy Kozdroń nakręcił się do tego stopnia, że podniósł kwestię kto mu zabroni związać się z kilkoma osobami gdy będzie miał taaaakie wzięcie… ja mimo tego, że prawnikiem nie jestem odpowiem panu posłowi, że jeżeli formalnie zalegalizuje jeden związek, to by związać się formalnie z kolejną osobą, musi rozwiązać legalne relacje z poprzednią – to działa podobnie jak i po ślubie.
Także jako osoba, która nie jest także sędzią w konkursie na piękność roku, zapewniam, że jako sześćdziesięcioparoletni poseł zbliżający się do emerytury – pan Kozdroń raczej na taaaakie wzięcie liczyć już nie może i dobrze by było gdyby trzymał się ściśle tego co napisał na swojej stronie prywatnej: że bardzo ceni sobie życie rodzinne… a smarkackie marzenia o swoich możliwościach wylewał w bardziej prywatnym gronie.
I dziwi mnie fakt, że poseł Rzeczypospolitej już na starcie kombinuje jak by tutaj ominąć prawo i skręcić w stronę poligamii…
Pierwsze czytanie w komisji skończyło tak jak to przewidział premier: niepotrzebną prostacką wymianą zdań niewyżytych seksualnie posłów. Gdzieś na końcu sali jacyś posłowie proponowali by notarialnie sprawdzać kto jest chłopcem a kto dziewczynką. Jakiś inny poseł, że może zaglądać do majtek?
Ale pomysł upadł, gdyż ktoś powiedział, że to dopiero byłoby łamanie praw człowieka…
Zastanawia mnie jakich chamów zaprosiliśmy do parlamentu i jakim chamom oddaliśmy w ręce naszą przyszłość.
Nawet lewica nie potrafiła sensownie uzasadnić projektu o związkach partnerskich gadając bez sensu coś o tym, że homoseksualiści tacy się urodzili…
Co to ma do rzeczy?
Rozmawiamy o preferencjach seksualnych czy równości wszystkich obywateli?
Przyjmijmy wreszcie do wiadomości, że ci ludzie też płacą podatki, pracują, są Polkami, Polakami i nie powinniśmy im tego prawa do bycia razem w legalnym związku zabraniać– powiedziała Iwona Guzowska, jedyna normalna osoba w tym podnieconym towarzystwie.
Nie jest kwestia moralności – dodał Robert Biedroń - chciałbym, żebyśmy rozmawiali o prawie. Bo to nie jest problem marginalny, dotyczy około dwóch milionów osób w Polsce.
Podobno największymi homofobami są przerażeni homoseksualiści bojący się własnych reakcji na impulsy erotyczne z zewnątrz. Podobno ten strach właśnie wymusza na nich skakanie z kwiatka na kwiatek i płodzenie dzieciaków w ilościach nietradycyjnych… podobno ma to być dowodem na ich męskość.
Zakończeniem poziomu całej dyskusji nad ustawą mogą być słowa Roberta Biedronia skierowane do posłanki PiS:
Pochodzimy z Olsztyna, mamy wspólnych znajomych, także homoseksualistów i pani o tym wie. Homoseksualiści są także w Prawie i Sprawiedliwości, wiemy o tym, prawda? Ale nie mieli odwagi, żeby tutaj być, bo byliby narażeni na słuchanie takich wypowiedzi…
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (18)