Znamy historię zwierząt, które spowodowały nasze skupienie na swoim losie. I to nie takie, które odchodzi po kilku minutach, ale takie, które zabiera nam czas na rozmyślania o naszym własnym szczęściu lub nieszczęściu.
Dzisiaj opowiem wam historię bohaterstwa i nieroztropności naszych czteronożnych, które wylądowały na czołówkach gazet i spowodowało lawinę telefonów do mediów. I które nie zawsze skończyły się dobrze.
Kilka lat temu w Alpach pojawił się miś brunatny. Miś prysnął z Włoch i osiedlił się w Austrii. Bruno się nazywał i rozpoczął swoje sławne życie. Co jakiś czas w mediach pojawiały się newsy pod tytułem „A co tam panie u Bruna słychać”, a że słychać było dobrze to i alpejskie tereny przeżywały zainteresowanie misiową sprawą.
Jak wiemy sława uderza do głowy i Bruno postanowił przekroczyć granicę i zabłysnąć u bawarskich sąsiadów. Skończyło się to zżarciem kilku bawarskich owiec, a najedzony i zadowolony nieokrzesaniec poszedł spać. Brunatny miś rozeźlił bawarskie władze, a że Niemcy są uczuleni na brunatny kolor więc skojarzenia pojawiły się natychmiast i władze postanowiły misia odstrzelić… pozostały po nim zapalone świeczki, listy, zdjęcia i krzyż postawiony w miejscu gdzie umarł bohaterską śmiercią.
Smutno skończył także Knutti z berlińskiego zoo. Odrzucony przez swoją matkę został dzieckiem człowieczego opiekuna, który karmił go mlekiem z butelki. Stał się gwiazdą a i zoo zaczęło zarabiać na nim nieprawdopodobne pieniądze. Niestety codzienne pozowanie do zdjęć spowodowało stres i kilkuletni Knut stał się złośliwym i wojowniczym niedźwiedziem, który nie mógł się dogadać ze swoimi miśkowatymi kuzynkami. One były wredne dla niego, a on dla nich. W marcu zmarł – pewnie ze stresu.
W Polsce także nie brakuje stanów kryzysowych z powodu czteronożnych. Zimą w Ustroniu Morskim dwie rozhasane sarny znalazły się na morzu, na krze. O ile jedną udało się od razu złapać tak druga odpływała sobie w siną dal na oczach bezradnych turystów i wójta. Ponieważ robiło się ciemno ratownicy zaczęli tracić nadzieję…
Jak się akcja skończyła można przewidzieć. Nasi ratownicy zebrali się w garść i podjęli jeszcze jedną próbę. Już po zmierzchu nieśli przerażoną sarnę w ramionach i oddali kolegom z OSP pod kuratelę. Dzisiaj biega szczęśliwa znowu po lasach.
Podobne sarnie zakręcenie miało miejsce we Włocławku. Małe sarenki zabłądziły w mieście i nie mogły znaleźć drogi do domu. Policjanci wraz ze strażą pożarną pojechali po dziewczyny, które dumnie - w radiowozie i pod eskortą dotarły do lasu.
Oczywiście mamy też wredne zwierzaki, które potrafią zmówić się przeciwko władzy… zwłaszcza przeciwko strażnikom miejskim. W Olsztynie dziki zaczęły urządzać sobie spacery po mieście w poszukiwaniu jedzenia, a do lasu wracają tylko po to żeby się wyspać.. Aby towarzystwo przegonić - strażnicy używają broni z zastrzykami usypiającymi i pułapki. Wojna trwa już kilka lat ze zmiennym powodzeniem – jednak teraz dziki zyskały sprzymierzeńca…
By złapać je do drewnianych klatek, strażnicy zakopują w nich łakocie dla dzików… i byłoby po sprawie, gdyby nie to, że dziki dogadały się z borsukami. Układ jest taki, że zakopane w klatkach żarcie jest dla borsuka w zamian za przekopany rów, na wypadek gdyby jakiś gapowaty dzik do klatki się zatoczył i w niej zatrzasnął.
I tak oto i borsuk syty i dzik cały gdyż wydrążone tunele służą do ucieczki… prawie jak w filmie :)
My mamy jednak spokój w kraju, a u naszych sąsiadów w Słowacji, wiszą ogłoszenia z ostrzeżeniami przed pijanymi miśkami, które przez zapadnięciem w sen zimowy zaczęły obżerać się owocami. Owoce w brzuszkach fermentują i jak to po alkoholu bywa miśki stają się niby przyjazne i niby towarzyskie. Dają się także fotografować... ale wystarczy błysk lampy i od razu dostaje jeden z drugim qrwicy z niewiadomych powodów… jak to po gorzale bywa…
W Nepalu odwołano lot do Bangkoku ponieważ na pokład samolotu, na gapę załapała się mysz. Nie niepokojona przez pasażerów, została przyuważona przez wścibską załogę gdy zmierzała z kuchni na tyły samolotu. Nie dała się upolować więc lot odwołano, a rzecznik linii powiedział, że dopóki myszy nie znajdą samolot nigdzie nie poleci. Losy myszy i samolotu pozostały do dzisiaj nieznane…
I na koniec opowiem wam historię krówki Yvonne, która zwiała w maju z niemieckiej farmy przed ubojem i ukrywała się w lasach bawarskich. Szukały jej helikoptery, terenówki, czujniki podczerwieni. Do lasu sprowadzono psychologów zwierzęcych, potem telepatę, który podobno gada ze zwierzętami. Także sprowadzono najlepszą kumpelę Yvonne z farmy i jej syna - cielaka Friesiego. Gdy to nie pomogło, sprowadzono przystojniaka – byka Ernsta. Ale Ernst był wykastrowany, a Yvonne głupia przecież nie jest i wyczaiła spisek…
Trwało to kilka miesięcy...
Yvonne jest dzisiaj gwiazdą. Mieszka w azylu dla zwierząt w Aiderbichl. Ma swoje konto na Facebooku…
Warto było walczyć o życie :)
*****
I już na sam koniec film… o miłości, o tęsknocie, o uczuciu i wołaniu… Bob & Ed :)
alex
(z dedykacją dla Vic-Thora)


Komentarze
Pokaż komentarze (7)