9 obserwujących
98 notek
131k odsłon
312 odsłon

Czy przyspieszone wybory będą wyborami korespondencyjnymi? O absurdach obecnego sporu w ZP

Wykop Skomentuj8


1. Wyborcy PiS i zwolennicy obecnie rządzącej koalicji, słuchając kolejnych wieści o wewnętrznym sporze w obozie rządzącym, robią chyba coraz większe oczy i pytają: "o co właściwie chodzi"? Najpierw słyszeliśmy oskarżenia koalicjantów (SP i Porozumienia Gowina) o "nielojalność" i "łamanie umowy koalicyjnej", w sytuacji gdy procedowano ustawę (nazwijmy ją "futerkową"), która z "programem koalicji rządowej" lub programem PiS ma "średni" związek, i która uchwalona została - w końcu - dzięki ochoczemu wsparciu opozycji, zwłaszcza tej z lewej strony. Opozycja wsparła ją - dodajmy - tym chętniej, że zrealizowała dzięki temu jeden ze swoich punktów programowych i dostała - od J. Kaczyńskiego - okazję do poróżnienia dotychczasowych koalicjantów.

Przy tym tłumaczenia obecnej sytuacji przez polityków PiS są naprawdę...słabe. Posłuchajmy na przykład J. Sellina:

 "Jarosławowi Kaczyńskiemu od lat zależało na ustawie o ochronie zwierząt. Mówił o tym już 25 lat temu. Jeśli ktoś zdecydował się współpracować z politykiem, dla którego ta kwestia jest tak ważna, i który zjednoczył prawicę, to powinien brać ten czynnik pod uwagę. Wolta w przypadku tej ustawy była bardzo nieprzyjemna, również w wymiarze personalnym".

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26325574,jaroslaw-sellin-gosciem-porannej-rozmowy-gazeta-pl.html

Czyli, generalnie, chodziło o to by "sprawić przyjemność" J. Kaczyńskiemu i zagłosować zgodnie z jego poglądami, które - w kwestii ochrony "praw zwierząt" - sytuują go raczej wśród posłów Lewicy, a - równocześnie - zagłosować wbrew interesom i obawom środowiska rolników i mieszkańców wsi (głównego elektoratu PiS), którzy mogą tę ustawę traktować jako wstęp do dalszych zmian "poprawiających dobrostan zwierząt". Posłowie PiS (poza grupą "rozłamowców") przegłosowali zatem tę ustawę wspólnie i pod rękę z lewicową opozycją...a winą za ten stan rzeczy obwiniają koalicjantów i grożą sprawowaniem rządów mniejszościowych lub przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Dzisiaj jeszcze od posła Sobolewskiego dowiadujemy się, że PiS planuje wnieść poprawkę do"ustawy futerkowej" dotyczącą utworzenia Państwowej Inspekcji Ochrony Zwierząt. TRUDNO ZATEM SIĘ DZIWIĆ, ŻE PRZECIĘTNY WYBORCA PiS PATRZY NA TO Z NIEPOKOJEM I NIEWIELE Z TEGO ROZUMIE.

2. Mniejsza - zresztą - o "słabe' uzasadnienie tego uporu w forsowaniu trzeciorzędnej - dla wyborców PiS - ustawy. Najbardziej zdumiewające są te środki perswazji używane wobec koalicjantów, czyli "rządy mniejszościowe" i "przedterminowe wybory". Chyba dla każdego trzeźwo myślącego i średnio zorientowanego wyborcy wiadomym jest, że żaden rząd mniejszościowy PiS nie jest możliwy. Spowodowałoby to paraliż jakichkolwiek prac legislacyjnych obecnego rządu, wymuszało szukania doraźnego porozumienia (i ustępstw) dla uchwalenia ustaw rządowych (znacznie ważniejszych niż "ustawa futerkowa"), w tym ustawy budżetowej. Kto mógłby takiego poparcia udzielić w obecnym sejmie? Oczywiście tylko posłowie SP i Porozumienia - wracamy zatem, po niepotrzebnych sporach, do punktu wyjścia.

3. Jeszcze dziwniejszym "środkiem perswazji" jest straszenie koalicjantów przedterminowymi wyborami. Wybory te - gdyby decyzję o rozwiązaniu sejmu (co również wymagałoby poparcia ze strony opozycji - wątpliwej dodajmy) podjęto w najbliższym czasie - musiałyby się odbyć w ciągu 45 dni od decyzji o skróceniu kadencji. Czyli wybory w  drugiej połowie listopada, może na początku grudnia. Pomijam już fakt panującej wciąż - przez nikogo nie odwołanej - epidemii w Polsce i rosnącej liczby zakażeń. Wybory w listopadzie i grudniu, w reżimie epidemicznym, wymuszającym ostrożność a tym samym kolejki przed lokalami, automatycznie ograniczyłoby frekwencję ludzi starszych i mieszkających z dala od lokali wyborczych (czyli mieszkańców wsi), nawet jeśli mieliby prawo do oddania głosu bez kolejki.Czyli decyzja o skróceniu kadencji sejmu w tym momencie uderzyłaby w elektorat PiS.

Ponadto, jak wskazują sondaże, odrębne listy PiS, SP i Porozumienia (załóżmy, że idą oddzielnie a nie SP+ Konfederacja i Porozumienie z PSL i Kukizem) dają PiS nie 43,6% jak w 2019 a - co najwyżej - 39%, co oznacza nie 235 mandatów i większość parlamentarną, ale - co najwyżej  210-220 mandatów i konieczność zawiązywania kolejnej koalicji. Tylko z kim tym razem ta koalicja? Z Kosiniakiem - Kamyszem? Z Hołownią? To byłyby koalicje, które dają większe możliwość realizacji programu PiS?

Z TEGO POWODU ŻADNYCH WCZEŚNIEJSZYCH WYBORÓW NIE BĘDZIE. PiS JEST SKAZANY NA TRWANIE W KOALICJI Z DOTYCHCZASOWYMI PARTNERAMI. Alternatywą, która podobno leży na stole, na pewno nie są przedterminowe wybory ani "rząd mniejszościowy". W przypadku wcześniejszych wyborów wygranym może być głownie Hołownia, ze swoim ruchem i ewentualnie PSL - jeśli potrafiłby się przedstawić jako autentyczny obrońca interesów rolników a nie obrońca "praw zwierząt".

PiS rozpętując "aferę futerkową" traci wizerunkowo. Traci wizerunek partii przewidywalnej, kierującej się jakimś trwałym, znanym swoim wyborcom programem. To już nie jest strzelenie sobie w stopę. To strzelenie w stopę i kolano i zagrożenie, że będzie się strzelać dalej. Byłby to ciekawy dla politologów i socjologów polityki przypadek oddania władzy...

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka