9 obserwujących
109 notek
169k odsłon
  3741   0

Czy w Polsce rośnie bieda a rząd boi się "wzbierającej fali buntu"? Trzymajmy się faktów

Bloger "kelkeszos" opublikował wczoraj notkę,  o tym jak ocenia ostatnią decyzję rządu o wycofaniu niektórych restrykcji, wprowadzonych w celu ograniczenia poziomu zakażeń i zgonów z powodu covid-19 (otwarcie galerii handlowych, muzeów, galerii sztuki). Wypowiedź ta jest, przede wszystkim, ciekawa z tego powodu, że reprezentuje, zarysowany w notce,  typ poglądów, mentalności, postaw, charakterystycznych dla pewnej (nie potrafię ilościowo określić jak szerokiej) grupy osób w Polsce i w S24. Nie  miejsce i czas by poglądy te dokładniej rekonstruować, ale chodzi o spektrum opinii dotyczących istnienia samej epidemii (konkretnego wirusa, jego wykrycia za pomocą testu, skali epidemii w społeczeństwie - sugerowana "plandemia"), działań rządu w sferze walki z epidemią sars-cov-2, wprowadzanych ograniczeń gospodarczych i obywatelskich oraz opinii na temat zasadności i skuteczności szczepień. Nie jestem pewien, czy w skład tych poglądów wchodzi także przekonanie o "planach" zniszczenia i przejęcia małego, średniego i dużego biznesu (w Polsce i na świecie) przez "sterowanie epidemią" - co możemy wyczytać z tekstów niektórych blogerów.

Polemika z tezami wysuniętym wczoraj przez Autora jest dosyć trudna, ponieważ wymagałaby "prostowania", ustosunkowania się do niemal każdego zdania, z których wcześniejsze "stoją w pewnej opozycji" do zdań następnych. Bo co mamy sądzić o takim, chyba najważniejszym, stwierdzeniu tej "diagnozy"?:

A fakty są jednoznaczne - pod wpływem wzbierającej fali buntu, rząd ustępuje, choć rokosz jest jeszcze we wstępnej fazie. 

"Jednoznaczne fakty", zdaniem Autora, to "ustąpienie rządu", który zdaniem wielu przedsiębiorców, opozycyjnych polityków i dziennikarzy oraz komentujących pod blogiem w niczym nie ustąpił. No bo przed kim ustąpił? Przed muzealnikami, właścicielami galerii sztuki? Czy oni ostatnio protestowali, grozili i ogłaszali jakiś bunt? Czy buntem i otwarciem sklepów grozili handlowcy z galerii handlowych? Przecież jest dokładnie odwrotnie - "wzbierająca fala buntu" branży restauracyjnej, hotelarzy, którzy wygrażali, że rozpoczną działalność nie patrząc na rządowe zakazy, zupełnie nic nie dała. Zresztą o jakim "rokoszu" mówi autor? O jakiej "fali buntu"? Jedyna fala buntu to zapowiedzi złożenia do sądu sprawy o odszkodowania za straty dla branży. Mamy zatem "rokosz", który finał znajdzie w obszarze gmachu sądowego. Autor - rozumiem - nadaje nowe znaczenie temu terminowi? Na ulicach mamy za to osoby, które protestują z powodu zupełnie innych ograniczeń.

Autor ma oczywiście prawo do swoich ocen, WRAŻEŃ, opinii..ale proszę nie nazywać ich faktami. To jest chyba jakaś cecha charakterystyczna pewnej grupy piszących. Mylenie swoich życzeń, wrażeń i opinii oraz OBAW I LĘKÓW (o epidemii, szczepionkach itp.) z czymś co ma jakieś empiryczne uzasadnienie (celowo nie używam określenia fakt).

Jeszcze bardziej widoczne jest to w innym fragmencie z tej notki:

I teraz stanęliśmy w obliczu przegranej, bo znów wpadają w biedę masy ludzi, a długi zaciągnięte na płacenie tym, którzy z konieczności nic nie robią uderzą w przyszłość następców. Tych dzieciaków, których już od dawna nie potrafimy uczyć, a teraz dobiliśmy cały system edukacji zdemolowaniem już dwóch lat szkolnych. Za to też przyjdzie zapłacić. Po co zatem mamy państwo? Na pewno nie po to aby jego bezduszna opresja niszczyła zasoby. 

O co właściwie chodzi Autorowi? Jakie są jego poglądy i założenie na których opierają się te stwierdzenia?

1. W Polsce "masy ludzi" popadają w biedę (zauważmy, że Autor nie mówi o niższych dochodach ale o "biedzie").

2. Państwo się zadłuża co jest złe (bo uderza w przyszłość następców)

3. Nie potrafimy uczyć (od dawna) i "zdemolowaliśmy" edukację.

4. Zwątpienie w skuteczność działań państwa

Czy gdziekolwiek pojawiają się jakieś dane empiryczne o dochodach Polaków, które potwierdzałyby to twierdzenie o popadaniu "mas" w biedę? Danych empirycznych (faktów) brak. No i teraz, niezależnie już od braku uzasadnienia dla tego co Autor stwierdza, zastanówmy się nad pierwszym i drugim stwierdzeniem.

Czego chce Kelkeszos? O co mu chodzi:)? Boli go bardziej pogłębiająca się "bieda" czy może to, że "państwo" się zadłuża (przecież po to, by tej "biedzie", zwolnieniom pracowników i upadkom firm przeciwdziałać)? 

A może Kelkeszos nie rozumie, że jedno jest z drugim powiązane - zadłużenie się państwa i wsparcie firm by uniknąć ich upadku  i  - w wyniku tego - płacenia jeszcze większych kosztów (ekonomicznych i społecznych), które zapłaciłoby też to młode pokolenie, wychowując się w rzeczywiście "zbiedniałych" rodzinach? CHYBA WŁAŚNIE PO TO JEST PAŃSTWO - o które dramatycznie pyta Autor - BY TEMU PRZECIWDZIAŁAĆ? Nie mam zamiaru występować tu w roli adwokata rządu, ale jeśli ktoś krytykuje rząd, to chciałbym wiedzieć za co konkretnie. Wtedy można się  zgadzać, nie zgadzać, polemizować. W innym przypadku mamy do czynienia z czymś co potocznie nazywa się "bełkotem" (sorry).

Lubię to! Skomentuj220 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo